15.4.21

Pierwsze wrażenie| Balsam do demakijażu| Fluff

 


Najczęściej kupuje kosmetyki na zapas i zawsze mija trochę czasu, zanim użyje ich pierwszy raz. Inaczej było w przypadku Balsamu do demakijażu marki Fluff. Kupiłam i od razu tego samego dnia zaczęłam go testować. Teraz dzielę się z Wami moim pierwszym wrażeniami.
Chociaż marka Fluff gości na drogeryjnych półkach od ponad roku, ja dopiero teraz wreszcie zdecydowałam się coś od nich wypróbować. Najbardziej kusił mnie właśnie wspomniany balsam do demakijażu. Ten kosmetyk mnie intrygował, używałam bowiem przeróżnych płynów do zmycia makijażu, czy żeli lub olejków, ale balsam? Czekałam również na ciekawą promocję, bo regularna cena była dla mnie zbyt wysoka (ok.25 zł), a teraz w Rossmanie można go kupić niecałe 17 zł.


Fluff, Superfood, Make Up Removing Melting Balm (Balsam do demakijażu) wersja maliny z migdałami

Skład: Cocos Nucifera Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Shorea Robusta Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Sodium Cocoyl Isethionate, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Parfum, CI 45100


Opakowanie to plastikowy słoiczek w pastelowo różowym kolorze, na którym umieszczono wszystkie podstawowe informacje o produkcie oraz opisano sposób użycia. Kosmetyk podobnie jak większość kremów czy maseczek w słoiczkach został zabezpieczony sreberkiem przed ciekawskimi osobami, które muszą wszędzie wkładać paluchy. Po zerwaniu zabezpieczenia od razu poczułam bardzo przyjemny zapach malin. Na szczęście nie wyczuwam woni migdałów, bo nie przepadam za tym zapachem.
Balsam ma postać gęstej kaszy manny. Spodziewałam się bardzo zbitej konsystencji i tego, że będzie trudno go wydostać z opakowania. Jest wręcz odwrotnie, a pod wpływem ciepła dłoni szybko zmienia się w olejek. Kosmetyk zaskakująco szybko rozpuszcza makijaż, w tym makijaż oczu (tusz + cienie). Z tym, że lepiej żeby kosmetyk nie dostał się do oczu, u mnie pojawia się mało przyjemna mgła, co jest dość nieprzyjemne. 
Stosowanie balsamu sprawia mi przyjemność, a to dlatego, że przy demakijażu wykonuję również masaż twarzy, co jest bardzo relaksujące. Poza tym, jego zapach ogromnie mi się podoba. Podobnie pachnie mój ulubiony peeling enzymatyczny -maska z Lirene Natura. 
Po spłukaniu ciepłą wodą skóra jest dobrze oczyszczona, odświeżona, nie jest podrażniona. Chociaż stosuje delikatny płyn micelarny, który również nie podrażnia, to już samo pocieranie wacikiem niestety jest bardziej inwazyjne niż stosowanie takiego balsamu Fluff.  
Ponieważ na skórze może pozostać tłusty film, konieczne jest jeszcze użycie żelu do mycia twarzy po zastosowaniu. 


Podsumowując:  pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Jestem zadowolona z tego kosmetyku, szybko rozpuszcza makijaż i wydaję się być wydajny ( na drugim zdjęciu widoczne jest zużycie po jednym razie). 


Stosowałyście tego typu kosmetyki do demakijażu?
Znacie kosmetyki marki Fluff?



9 komentarzy:

  1. Fajnie że się sprawdził, nie przepadam jednak za tłustymi kosmetykami ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie słyszałam o czymś takim, jak balsam do demakijażu O_o. Brzmi jednak ciekawie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo kusi mnie ten balsam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam serdecznie ♡
    Nie słyszałam jeszcze o balsamie do demakijażu, sama nazwa kosmetyku kusi by go wypróbować, tak z czystej ciekawości :) Świetna recenzja!
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawi mnie! Sama ostatnio miałam w użyciu masło mawawo i sam sposób aplikacji mi się spodobał - przyjemny rytuał masowania :) Natomiast działanie było słabe jak na 65 zł (!) - nie radził sobie z tuszami, z podkładem też nie do końca. Ten fluff wydaje się bardziej skuteczny! Super, że nie pachnie migdałami, bo też nie lubię takich zapachów. Kupię na pewno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kusi mnie ten balsam, bo wszędzie czytam o nim bardzo dobre opinie, więc na pewno wypróbuję 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej się nie skuszę, bo praktycznie się nie maluję :) ale markę kojarzę już z półek w Rossmannie

    OdpowiedzUsuń