15.10.20

Bielenda| Eco Nature| Kostka peelingująca

Bielenda| Eco Nature| Kostka peelingująca


Robiąc zamówienie z produktami z nowej serii Bielenda pierwszą rzeczą która trafiła do wirtualnego koszyka była kostka peelingująca. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie miałam i nigdy wcześniej podobny produkt nie rzucił mi się w oczy.  

Kostka peelingująca dostępna jest w dwóch wariantach: oczyszczająco- odżywcza wanilia + olejek kokosowy + kwiat pomarańczy oraz oczyszczającą- nawilżająca śliwka + jaśmin + mango.  Zdecydowałam się na wersję nawilżającą.

Bielenda, Eco Nature, Kostka peelingująca, oczyszczająco - nawilżająca `Śliwka + jaśmin + mango`
cena: ok. 11 zł/ 80 g

Największą zaletą kostki jest jej naturalny skład. Zawiera bowiem 90% składników pochodzenia naturalnego. Zadbano również o ekologiczne opakowanie, czyli papierowy kartonik i zero plastiku. 

SKŁAD:
Sodium Cocoyl Isethionate*, Sodium Coco-Sulfate*, Hordeum Vulgare Powder**, Aqua*, Cetearyl Alcohol*, Cocamidopropyl Betaine*, Glycerin*, Butyrospermum Parkii Butter*, Parfum, Prunus Armeniaca Seed Powder*, Mangifera Indica Fruit Extract*, Prunus Domestica Seed Oil*, Jasminum Offcinale Flower Extract*, Rosa Centifolia Flower Extract*, Bellis Perennis Flower Extract*, Xanthan Gum***, Lactic Acid***, Sodium Benzoate***, Potassium Sorbate***, CI 15985***
*     składnik pochodzenia naturalnego
**   składnik z układ organicznych
*** składnik zapewniający trwałość kosmetyku i komfort aplikacji

Po wyjęciu z opakowania od razu moją uwagę skupiłam na zapachu. Jest mocno wyczuwalny, a przy tym delikatny owocowo kwiatowy i utrzymuje się na skórze. Poza tym produkt wygląda po prostu jak kostka mydła z zatopionymi drobinkami.
Zżerała mnie ciekawość bardzo szybko wypróbowałam kosmetyk pod prysznicem, byłam też ciekawa czy będzie się dobrze pienić. I tak piany jest dużo :) lubię to! Moja radość jednak nie trwała zbyt długo.
Ała, to boli!!! Niestety, drobinki znajdujące się w kostce okazały się mega ostre. Do tego stopnia, że podrapałam sobie skórę i pojawiły się czerwone ślady. Wyglądało to tak, jakbym szczotką drucianą potraktowała skórę. Oczywiście próbowałam mniej dociskać, ale nie było wcale lepiej.
Za to Mój Mąż jest zachwycony tym peelingiem i on czuje tylko delikatne drapanie :)
Lubie kosmetyki mocno peelingujące do ciała, stosowalnym przeróżne produkty, ale żaden nie był tak ostry.
Szkoda, bo kostka fajnie też nawilża skórę. Przy myciu samą pianą widać również, że skóra jest też odżywiona i miła w dotyku.
Ostatecznie, ten kosmetyk zużyje Mąż, albo ja do stóp. Bo jako pumeks spisuje się świetnie ;)


Testowałyście kiedyś podobne kostki peelingujące?


8.10.20

Ziaja| Baltic Home SPA Fit| Żel 3 w 1

Ziaja| Baltic Home SPA Fit| Żel 3 w 1

Nie jestem kosmetyczną minimalistka, co widać w każdym podsumowaniu miesiąca, w którym pokazuje zakupy produktów pielęgnacyjnych. Jednak są takie chwile, jak wszelkiego rodzaju wyjazdy kilku i kilkunastu dniowe, kiedy przeraża mnie ilość kosmetyków jakie muszę zabrać ja i mój Mąż. Łazienki w pensjonatach i hotelach są często mikroskopijne, nie ma czasem gdzie ręcznika odwiesić, a co dopiero poustawiać wszystkie kosmetyki potrzebne do codziennej pielęgnacji. Dlatego w tym roku ucieszyłam się, gdy zobaczyłam nowość marki Ziaja, żel 3 w 1 serii Baltic Spa. 

Ja wiem, że wiele osób uważa kosmetyki Ziaja za najgorsze zło i że częściej szkodzą niż pomagają, ale ja lubię od czasu do czasu przetestować coś z tej firmy. Nie mogę powiedzieć, że trafiam tylko na buble. Są kosmetyki, z których jestem bardzo zadowolona i do których chętnie wracałam. I pewnie wrócę do bohatera tego postu, czyli żelu 3w1.

Ziaja, Baltic Home SPA Fit, Żel 3 w 1 do mycia twarzy, ciała, włosów `Mango`
cena: ok. 12 zł / 500 ml

SKŁAD:
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin,
Decyl Glucoside, Hydrolyzed glycosaminoglycans, Caffeine, Methylsilanol Mannuronate, Propylene Glycol, Ficus carica (Fig) fruit extract, Shorea Stenoptera Seed Butter, Laureth-2, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Inulin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Citronellol, Citric Acid, CI 47005 (D&C Yellow No. 10), CI 16035 (FD&C Red No 40)

Od razu spodobało mi się minimalistyczne opakowanie i szata graficzna kosmetyku, na plus oczywiście pompka mega ułatwiająca aplikacje i dozowanie kosmetyku.
Zapach tego produktu jest  lekko słodki, owocowy i pozostaje na skórze przez kilka godzin, a na włosach znacznie dłużej. Jest on także na tyle uniwersalny, że spodoba się on zarówno kobietom, jak i mężczyznom. 


Wypróbowałam ten żel we wszystkich trzech wariantach. Świetnie sprawdził się  jako kosmetyk do mycia ciała. Dobrze się pienił, miałam wrażenie, że skóra jest delikatnie nawilżona i pięknie pachniała. Po prostu robił to czego każdy oczekuje od żelu pod prysznic. 
Dosyć sceptycznie podchodziłam do tego żelu w roli szamponu. Całkiem niepotrzebnie, bo nawet pojawiło się WOW. Oczywiście żel świetnie oczyszczał włosy ze wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. A po wysuszeni włosy były puszyste, sypkie i uniesione u nasady, co spodobało mi się najbardziej. Poza tym, włosy wolniej się przetłuszczały. Dla mnie super.
Nie tak super było w przypadku używania żelu Ziaja do mycia twarzy. Ogólnie zawsze w trakcie wyjazdów mam problemy z cerą, wpływa na to zapewne zmiana wody. Tak też było tym razem. Miałam problem ze strasznie przesuszoną skórą twarzy. Żel zawiera zbyt mocne substancje myjące. Odstawiłam go po 3 dniach i kupiłam inny kosmetyk do mycia twarzy.

Podsumowując: Żel Ziaja 3w1 super sprawdził się u mnie i Męża podczas wakacyjnego wyjazdu. Pojawiło się tylko jedno "ale"  mnie do mycia twarzy potrzebny jest delikatniejszych kosmetyków, Mąż natomiast nie narzekał i był w 100% zadowolony z tego kosmetyku. Poza tym, zamiast zabrać sześć butelek z kosmetykami wzięliśmy jedną butelkę żelu Ziaja na wyjazd (plus dokupiłam później żel do mycia twarzy).
Jeżeli w przyszłym roku będziemy, gdzieś jechać ten kosmetyk jedzie z nami!


Co sądzicie o kosmetykach Ziaja?


4.10.20

Zakopane - fotorelacja z wyjazdu

Zakopane - fotorelacja z wyjazdu

O tym, że pojedziemy tym roku w góry, wiedzieliśmy od chwili ogłoszenia kwarantanny i pandemii. Wiadomo było, że zagraniczne wyjazdy będą utrudnione. Początkowo mieliśmy jechać w Bieszczady, ale znajomi zaproponowali nam wspólny wyjazd do Zakopanego.

Zwykle jadąc na urlop mam skrupulatnie zaplanowany każdy dzień wyjazdu, tym razem było inaczej. Dużo w planach mieszała pogoda. Prognozy zapowiadały 7 dni deszczu z temperaturą około 10-15 stopni. Na szczęście nie sprawdziły się, a pogoda była w kratkę, było słonce, upał i deszcz. Dobrze, że śnieg nie spadł :)
Chodzenie po górach nigdy nie sprawiało mi większych trudności, w końcu weszłam już na Giewont, Kasprowy Wierch, Śnieżkę, Tarnicę, Skrzyczne, Klimczoka, Trzy Korony. Jednak w tym roku góry mnie pokonały. Byłam w złej formie, szybko się męczyłam i miałam problemy z oddychaniem. Zdobywanie kolejnych szczytów szybko odpuściłam i postawiłam na relaks i mniej wymagające trasy. Zawsze mówiłam, że jestem zmęczona po każdym wyjeździe w góry, ale szczęśliwa. Bolało, ale szłam dalej. W tym roku dotarło do mnie, że tak nie musi być. Nie muszę zdobywać kolejnych szczytów i umierać później z bólu. Chyba wreszcie nauczyłam się odpuszczać.
Rusinowa Polana

Dzień 1
Korzystając z pięknej pogody, zaraz po przyjeździe wybraliśmy się na Rusinową Polanę. Miejsce piękne i niewymagające super kondycji.  Dla tych, którzy lubią się wspinać, z Rusionwej Polany mogą wejść na Gęsia Szyję. Tak zrobił mój Mąż, a ja w tym czasie leżałam na trawie i podziwiałam przepiękne widoki. Poza tym zawsze po przyjeździe w góry pierwszego dnia boli mnie głowa. Także postawiłam na aklimatyzację.
Droga na Rusionową Polanę

Dzień 2
W planach mieliśmy wejście z Polany Chochołowskiej na Grzesia, a jeśli siły pozwolą dalej na Rakoń i Wołowiec. Żeby zaoszczędzić czas, postanowiliśmy wypożyczyć rowery i przejechać na nich przez Dolinę Chochołowską. Jadąc ze znajomymi i Mężem miałam wrażenie, że biorę udział w wyścigu Tour de Pologne. Po dojechaniu na polanę mięśnie nóg, aż mnie paliły z bólu. Tytani weszli na Grzesia, Rakoń i Wołowiec, a ja zostałam w schronisku, zjadłam pyszną szarlotkę i w swoim tempie wyruszyłam szlakiem w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu, na który nie weszłam, bo bolały mnie nogi i trochę bałam się iść sama, bo to mało uczęszczany szlak. Ale widoki były piękne.
Dolina Chochołowska

Szlak na Trzydniowiański Wierch


Dzień 3
Tego dnia pogoda zepsuła się, w nocy padało, a w dzień niebo zasłoniły gęste chmury. Mimo niesprzyjającej aury wybraliśmy się na Sarnią Skałę szlakiem przez Dolinę Białego, a powrót przez Dolinę Strążyską. Na szczęście tym razem bez przygód. Mgła gęsta jak mleko zakryła wierzchołki gór, w tym także Giewont, który podobno ładnie widać z Sarniej Skały.


Dzień 4
Pogoda poprawiła się i dlatego wybraliśmy się na Hale Gąsienicowa. Na odwiedzeniu tego miejsca zależało mi najbardziej. Widziałam wiele pięknych zdjęć zrobionych właśnie na Hali. Nie była to łatwa droga dla mnie, w którymś momencie na szlaku podeszła do mnie starsza pani i spytała, czy dobrze się czuję. Zastanawiam się, czy aż tak bardzo było widać moje zmęczenie i problemy z oddychaniem. Powietrze było wilgotne i ciężkie. Ale udało mi się wejść! Tylko znów gęste mgły mocno ograniczyły widoczność. Z Hali Gąsienicowej poszliśmy na Czarny staw Gąsienicowy. Co za widok! Żal było wracać, ale pogoda zaczęła się zmieniać i zaczął padać deszcz.
Hala Gąsienicowa

Czarny Staw Gąsienicowy


Dzień 5
Tego dnia znów się rozdzieliliśmy. Ja ten dzień spędziłam na Gubałówce i polanie Szymoszkowej, kupując pamiątki dla siebie i bliskich, a reszta ekipy zdobywała Świnicę. Nawet gdybym była w lepszej formie nikt by mnie nie namówił na taką trasę. Szlak ten rozpisany był na chyba 9 godzin, oni pokonali go w 7. Trasę z drugiego dnia również pokonali w krótszym czasie. Tytani!
Spacerując po Zakopanem, doszłam do wniosku, że od mojej ostatniej wizyty 5 lat temu miasto bardzo zbrzydło. Z każdej strony atakowały mnie reklamy hoteli, usług, różnego rodzaju produktów, ogromne bilbordy, transparenty. A drogi wjazdowe do Zakopanego to koszmar, można dostać oczopląsu od ilości reklam.

Widok na Giewont z Polany Szymoszkowej

Dzień 6
Przedostatniego dnia znów trafiła nam się super pogoda. Tym razem miało być bardzo lajtowo, wreszcie Mąż poczuł ból w nogach. Dlatego zdecydowaliśmy się na spacer Doliną Kościeliska. Na ten sam pomysł wpadli chyba wszyscy turyści przebywający tego dnia w Zakopanem. Szliśmy w tłumie przez kilka chwil i odbiliśmy na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi. Zostawiliśmy za sobą rzekę ludzi. A na tym szlaku było zaskakująco mało ludzi.


Czy żałuje, że nie udało mi się wejść tam, gdzie planowałam? Nie.
Najważniejsze, że wróciłam wypoczęta i zrelaksowana.

Jedyne, nad czym ubolewam, to pogoda, przez którą nie mogłam w pełni cieszyć się pięknymi widokami. Mimo to, cieszę się, że mogłam wrócić w Tatry i odkryć wiele pięknych miejsc. Polska jest piękna :D


Ciekawa jestem, gdzie Wy spędziłyście urlop w tym roku, i czy w ogóle udało się Wam gdzieś wyjechać.
Czekam na Wasze komentarze :)


Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger