Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja twarzy. Pokaż wszystkie posty

8.11.22

Haul z Rossmanna | Promocja "Czujesz klimat?"

Haul z Rossmanna | Promocja "Czujesz klimat?"

 

Po co kupować coś w normalnej cenie, jeśli można poczekać na promocję ;) Biorąc pod uwagę obecną sytuacje w naszym kraju, każdy zaczyna przeliczać pieniądze. Akurat tak się złożyło, że wyczerpałam zapasy produktów do pielęgnacji włosów, a w Rosku pojawiła się świetna promocja -50% na produkty objęte akcją "Czujesz klimat?".

Na początek dwa kosmetyki do pielęgnacji twarzy, które ku mojemu zaskoczeniu "nie czują klimatu", ale i tak dostępne są w niższych cenach. Oba kosmetyki dobrze znam i zużyłam kilka opakowań zarówno pianki do mycia twarzy marki Soraya z linii Plante, jak i izotonicznego fizjo-płyn micelarnego Bielenda Expert. Szczególnie uwielbiam płyn micelarny, jest delikatny, ale bardzo skuteczny, niepodrażania i dobrze rozpuszcza makijaż. A pianka dobrze radzi sobie z pozostałościami makeupu, nie wysusza i jest bardzo wydajna.

 Czas na kosmetyki objęte akcją promocyjną. Jak widać są to kosmetyki do pielęgnacji włosów. Produkty, które kupiłam ponownie to szampon Isana Herbal do włosów normalnych i szybko przetłuszczających się, odżywka w sprayu Gliss w wersji Total Repair (najlepsza jaką miałam jeśli chodzi o kosmetyk ułatwiający rozczesywanie) oraz stosunkowa nowość na półkach w Rossmannie odżywka emolientowa Happy Peh. Skusiłam się również na szampon Isana lotos i kokos (często był polecany przez włosomaniaczki z IG) oraz naturalną odżywkę Yope Orientalny ogród, miałam z tej serii szampon i bardzo fajnie się u mnie sprawdził.

Na koniec antyoksydacyjny krem pod oczy Tołpa de-stress, wypoczęte spojrzenie. Miałam kremy tej marki i byłam z nich zadowolona, dlatego chętnie wypróbuję tą nowość .


 Korzystacie z tego typu okazji i robicie zapasy kosmetyczne?


28.11.21

Tołpa| Kilka nowości

Tołpa| Kilka nowości

Markę Tołpa kojarzy każdy interesujący się pielęgnacją.  U mnie kosmetyki tej firmy pojawiają się rzadko, w sumie nawet nie wiem dlaczego. Większość kosmetyków, które miała dobrze się u mnie sprawdzały, a całonocna maska z granatem to mój absolutny hit! KLIK Zdecydowanie mniej się słyszy o tej marce w porównaniu z Lirene czy Bielendą.

Kilka miesięcy temu marka Tołpa wypuściła nową serię kosmetyków Authentic, które cechuje krótki i naturalny skład (maksymalnie 13 składników). W skład serii wchodzą produkty nawilżające, rozświetlające i matujące.

Zainteresowałam się to nową linią kosmetyków po tym jak zrobiło się głośno o nawilżającej mgiełce do twarzy wzmacniającej mikrobiom. 

Linia kosmetyków Estetic dostępna jest od kilku lat, a ja dopiero kilka dni temu podczas wyprzedaży w Hebe zauważyłam produkty z tej serii.  

A tak na marginesie kosmetyki te mają zaskakująco małe pojemności. Byłam w niemałym szoku, gdy zobaczyłam pojemność kremu pod oczy 10 ml, a jest to jeden z najdroższych produktów do pielęgnacji skóry wokół oczu.
Podoba mi się w tych kosmetykach to, że większość dodatkowo zapakowana jest w kartonik, na którym umieszczono wiele interesujących faktów dotyczących np składników, a przy okazji pudełeczko jest dodatkowym zabezpieczeniem. 


tołpa.autentic - mgiełka-booster nawilżona skóra 75 ml

tołpa.autentic -  serum zwężające pory 20 ml

tołpa.estetic - krem pod oczy korygujący oznaki starzenia


Na koniec dwa produkty, które zainteresowały mnie najbardziej:

tołpa.estetic -trądzik. intensywny zabieg korygujący niedoskonałości

tołpa.estetic - przebarwienia. intensywny zabieg rozjaśniający przebarwienia

W jednym opakowaniu znajdują się 4 saszetki zwierające: złuszczającą chusteczkę, serum, biopolimerową maskę oraz krem (w wersji trądzik korygujący krem, a w wersji przebarwienia rozjaśniający). 

Na opakowaniach zostały podane informacje o tym, jakie efekty uzyskamy po jednym zabiegu. W przypadku wersji na przebarwienia nie są to wielkie procenty, ale przynajmniej nie oszukują, że po jednym użyciu przebarwienia staną się niewidoczne. A takie obietnice czasem słyszę w różnych reklamach kosmetyków.


Lubicie kosmetyki marki Tołpa?

Znacie nową serie kosmetyków Tołpa.autentic?


25.4.21

Miya Cosmetics| myPUREexpress maseczki do twarzy

Miya Cosmetics| myPUREexpress maseczki do twarzy

 


Długo zbierałam się do napisania postu o Eksperesowych maseczkach Miya. Tak samo długo zastanawiałam się nad ich zakupem. Ogólnie bardzo zależało mi na przetestowaniu kosmetyków marki Miya, wybór padł na te maski, które dodatkowo udało mi się upolować w niskich cenach w Hebe.

Od razu po zakupie chciałam je wypróbować na skórze i sprawdzić, czy faktycznie kosmetyki tej marki są takie WOW. Te maski w zaledwie kilka minut (wersja różowa w 5 minut, a wersja zielona w 3 minuty) mają dać super efekty na skórze. Czy tak było? O tym za chwilę, najpierw kilka informacji.

Maseczki znajdują się plastikowych solidnych słoiczkach o pojemności 50 ml. Maseczki Mają kremową konsystencję i łatwo rozprowadzają się na skórze (do tego typu produktów u mnie najlepiej sprawdza się pędzelek). Oba kosmetyki mają fajne naturalne składy, bez silikonów, parafiny, PEG-ów, olejów mineralnych, parabenów. Są przeznaczone Dla wszystkich typów skóry, także wrażliwej i trądzikowej. Nie był testowany na zwierzętach.
Maseczka oczyszczająca z kwasem azelainowym i glicyną, czyli wersja różowa zawiera w swoim składzie m.in. glinkę białą i różowa, a maseczka wygładzająca z aktywnym węglem kokosowym, czyli wersja zielona zawiera białą glinkę. I jak na maseczki z glinkami przystało, zawsze mam problem z ich zmyciem. Zawsze sobie powtarzam "Nigdy więcej glinek", a i tak finalnie na jakąś się skuszę.

Jakoś od początku nie wierzyłam w to, że po zaledwie 3 czy 5 minutach na swojej skórze po zastosowaniu tych masek zobaczę jakieś efekty. I faktycznie tak było. Moja skóra wyglądała tak samo przed i po aplikacji. Spróbowałam jeszcze raz i znowu nic. Kolejny raz trzymałam zarówno jedną, jak i drugą maseczkę na twarzy przez ponad 10 minut i wreszcie coś się zadziało. Lepsza w działaniu okazała się wersja zielona z węglem kokosowym. Skóra rzeczywiście stała się gładsza, jaśniejsza, niedoskonałości mniej widoczne i szybciej się goiły. Jednak przy stosowaniu jej dwa razy w tygodniu zauważyłam, że moja skóra potrzebuje mega dawki nawilżenia, bo maska podobnie jak inne węglowe przesusza ją.
Zupełnie inaczej było w przypadku maski w wersji różowej. Nawet po 10 minutach nie widziałam żadnych efektów ani pozytywnych, ani negatywnych. Spróbowałam jeszcze trzymać ją przez 15 minut na twarzy i też nic. Aż w końcu się poddałam i więcej podejść nie robiłam. Pierwszy raz mam coś takiego mi się przytrafiło, żeby kosmetyk w żadne sposób na oddziaływał na skórę. Chociaż dobrze, że nie zaszkodził.

Podsumowując: w moim odczuciu ekspresowe maski firmy Miya wypadły słabo, a spodziewałam się hitów. Wersja różowa okazał się totalnym bublem, natomiast wersja zielona przeciętna. 


Znacie kosmetyki marki Miya?



15.4.21

Pierwsze wrażenie| Balsam do demakijażu| Fluff

Pierwsze wrażenie| Balsam do demakijażu| Fluff

 


Najczęściej kupuje kosmetyki na zapas i zawsze mija trochę czasu, zanim użyje ich pierwszy raz. Inaczej było w przypadku Balsamu do demakijażu marki Fluff. Kupiłam i od razu tego samego dnia zaczęłam go testować. Teraz dzielę się z Wami moim pierwszym wrażeniami.
Chociaż marka Fluff gości na drogeryjnych półkach od ponad roku, ja dopiero teraz wreszcie zdecydowałam się coś od nich wypróbować. Najbardziej kusił mnie właśnie wspomniany balsam do demakijażu. Ten kosmetyk mnie intrygował, używałam bowiem przeróżnych płynów do zmycia makijażu, czy żeli lub olejków, ale balsam? Czekałam również na ciekawą promocję, bo regularna cena była dla mnie zbyt wysoka (ok.25 zł), a teraz w Rossmanie można go kupić niecałe 17 zł.


Fluff, Superfood, Make Up Removing Melting Balm (Balsam do demakijażu) wersja maliny z migdałami

Skład: Cocos Nucifera Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Shorea Robusta Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Sodium Cocoyl Isethionate, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Parfum, CI 45100


Opakowanie to plastikowy słoiczek w pastelowo różowym kolorze, na którym umieszczono wszystkie podstawowe informacje o produkcie oraz opisano sposób użycia. Kosmetyk podobnie jak większość kremów czy maseczek w słoiczkach został zabezpieczony sreberkiem przed ciekawskimi osobami, które muszą wszędzie wkładać paluchy. Po zerwaniu zabezpieczenia od razu poczułam bardzo przyjemny zapach malin. Na szczęście nie wyczuwam woni migdałów, bo nie przepadam za tym zapachem.
Balsam ma postać gęstej kaszy manny. Spodziewałam się bardzo zbitej konsystencji i tego, że będzie trudno go wydostać z opakowania. Jest wręcz odwrotnie, a pod wpływem ciepła dłoni szybko zmienia się w olejek. Kosmetyk zaskakująco szybko rozpuszcza makijaż, w tym makijaż oczu (tusz + cienie). Z tym, że lepiej żeby kosmetyk nie dostał się do oczu, u mnie pojawia się mało przyjemna mgła, co jest dość nieprzyjemne. 
Stosowanie balsamu sprawia mi przyjemność, a to dlatego, że przy demakijażu wykonuję również masaż twarzy, co jest bardzo relaksujące. Poza tym, jego zapach ogromnie mi się podoba. Podobnie pachnie mój ulubiony peeling enzymatyczny -maska z Lirene Natura. 
Po spłukaniu ciepłą wodą skóra jest dobrze oczyszczona, odświeżona, nie jest podrażniona. Chociaż stosuje delikatny płyn micelarny, który również nie podrażnia, to już samo pocieranie wacikiem niestety jest bardziej inwazyjne niż stosowanie takiego balsamu Fluff.  
Ponieważ na skórze może pozostać tłusty film, konieczne jest jeszcze użycie żelu do mycia twarzy po zastosowaniu. 


Podsumowując:  pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Jestem zadowolona z tego kosmetyku, szybko rozpuszcza makijaż i wydaję się być wydajny ( na drugim zdjęciu widoczne jest zużycie po jednym razie). 


Stosowałyście tego typu kosmetyki do demakijażu?
Znacie kosmetyki marki Fluff?



31.3.21

Denko numer trzy

Denko numer trzy

 

Marzec kończę pokaźnym denkiem, czyli pokaże jakie kosmetyki zużyłam w ostatnim czasie. Jest tego całkiem sporo, a to dlatego, że poprzedni tego typu post był jeszcze w ubiegłym roku. Nie są to wszystkie kosmetyki, które zdenkowałam, bo oczywiście kończąc niektóre przez pomyłkę od razu trafiły do kosza na śmieci. Nie ma też opakowań po maseczkach jednorazowych ponieważ ostatnio strasznie wybrudziły mi opakowania innych kosmetyków. Przejdźmy więc do konkretów.  

System oceniania:
+ jetem zadowolona, kupię ponownie
- nie jestem zadowolona, nie kupię ponownie
+/- nie jestem do końca zadowolona


Szampon, którego nie mogłam zużyć przez kilka miesięcy, bo był taki wydajny. Mowa o produkcie Tresemme, kupiłam go w Dealz za kilka złoty. Ładnie pachniał, dobrze się pienił i dobrze domywał włosy. Nie miałam chyba nigdy bardziej wydajnego szamponu. 
Ocena: +

Kolejny produkt do mycia włosów do szampon pokrzywowy marki Herbal Care. Trochę swędziałą mnie po nim skóra głowy, słabo się pienił. Mało wydajny.
Ocena: -

Widać, które produkty po jakie produkty sięgam najczęściej. Bardzo lubię testować różnego rodzaju produkty do pielęgnacji włosów, szczególnie odżywki. Udało mi się zużyć aż trzy marki Schwarzkopf. Najlepszą jest wersja czarna Ultimate Repair, jest to moje czwarte opakowanie. Włosy są po niej miękkie i dobrze się rozczesują, co zawsze podkreślam, że jest dla mnie najważniejsze. 
Ocena: +

Wersja czerwona i różowa niczym mnie pozytywnym nie zaskoczyły. Ta wersja różowa to totalny bubel, nie pomagała nawet w rozczesaniu włosów. Natomiast czerwona nie zauważyłam żeby faktycznie chroniła kolor.
Ocena: -

Kosmetyki do pielęgnacji twarzy

Tutaj zacznę od mojego ulubionego płynu micelarnego marki Soraya z linii Naturalnie. Już tyle razy o nim pisałam, bo go uwielbiam. Nie podrażnia i szybko rozpuszcza makijaż. Ostatnio kupiłam kolejne dwa opakowania.
Ocena:+
Kolejny płyn micelarny z firmy Bielenda, już chyba ta seria nie jest dostępna w drogeriach. Dobry płyn, ale nie tak dobry jak ten z Soraya, który lepiej radzi sobie z demakijażem. Poza tym po nim trochę lepiła się skóra. 
Ocena: +/-

Hydrolat/ tonik z chabru  marki Lirene, z mojej ulubionej serii Natura. Pisałam już o nim na blogu. Taki średniaczek, dobrze tonizował, ale nie zauważyłam by skóra po jego użyciu wydzielała mniej sebum lub by rozświetlał skórę. Hydrolat różany lepiej wspominam.
Ocena: +/-

I znów kosmetyki Lirene Natura. Cudowny Eco krem wygładzająco-regenerujący na noc. To była miłość od pierwszego użycia. Moja skóra go uwielbia. Obecnie testuję inne kremy na noc, ale ten nadal pozostaje moim hitem.
Dobre zdanie mam również na temat Eco kremu matujący z organiczna szarotką. Szybko się wchłania i jest bardzo wydajny. Po wchłonięciu skóra jest zmatowiona, gładka i całkiem fajnie nawilżona. Efekt matu utrzymuje się przez około 5h.
Ocena: +

O kosmetykach Lirene więcej przeczytacie w tym poście KLIK

Jeżeli natomiast komuś zależy na mega zmatowionej skórze polecam krem marki Duetus, ale od razu ostrzegam przed jego zapachem. Pachnie tak strasznie, że aż jego nakładanie było męczące. A przecież pielęgnacja powinna sprawiać nam przyjemność.
Ocena: +/-

Zawiodłam się na żelu Nivea. Nie chodzi o działanie, bo w tej kwestii nie ma się czego przyczepić, dobrze myje, pieni się, nie przesusza skóry, jest wydajny, ale jego zapach okazał się intensywny i bardzo sztuczny. Lubię, gdy żele mocno pachną, ale aż tak nie lubię gdy jest to sztuczny zapach.
Ocena: +\-

Natomiast żel pod prysznic Lirene z olejkiem z mango, nie dość że pachnie wg mnie pięknie to jeszcze super pielęgnuje skórę. To idealny produkt dla osób, które nie przepadają za balsamowaniem, albo tak jak ja są zbyt na to leniwi. 
Ocena: +

Cudowny olejek ochronny do włosów marki Garnier, tak w nazwie ma słowo "cudowny". Wieloletni ulubieniec, bardzo wydajny i super skuteczny. Kiedyś poleciła mi go koleżanka, dzięki niemu przestał rozdwajać mi się końcówki włosów i są mniej podatne na uszkodzenia wywołanie wysoką temperaturą. 
Ocena: +

Dezodorant do stóp FussWohl. Cóż ... pocą mi się stopy, zawsze gdy mam na stopach coś sztucznego, jak rajstopy, albo skarpetki ze słabym składem (wszystkie fajne wzory mają zawsze w składzie mniej niż 70% bawełny). Na szczęście ten dezodorant hamuje pocenie i maskuje przykre zapachy.
Ocena: +

Na koniec moje dwa ulubione kremy do rąk. Pisałam o nich całkiem niedawno. W czasie zimy niezastąpione. Mega dawka nawilżenia, do tego posiadają właściwości regenerujące i ochronne. 
Ocena: +


Znacie te kosmetyki?




19.3.21

Maseczki Cien| edycja zimowa

Maseczki Cien| edycja zimowa

Popularne dyskonty spożywcze często w swojej ofercie mają własne serie kosmetyków. W Lidlu można kupić kosmetyki marki Cien. Akurat w tym markecie spożywczym bywam najczęściej, dlatego mogę być na bieżąco z nowościami. Szczególnie interesują mnie maseczki Cien. Kosztują niewiele, a ich działanie mogę ocenić jako zaskakująco dobre.

Ponieważ mamy jeszcze zimę ( niestety nie tylko w kalendarzu), nie będzie może tak razić, że są to maseczki właśnie z zimowe edycji. Są jeszcze dostępne w Lidlach.
 Dwie maseczki są kremowe, te o zapachu Karmelizowanej gruszki i cynamonu oraz Czekolady i żurawiny. Natomiast wersja o zapachu Karmelu i orzechów ma postać peelingu drobnoziarnistego.

Maseczki kremowe maja przepiękne zapachy, bardzo zbliżone do naturalnych, nie wyczuwam w nich sztucznych aromatów. Jedno opakowanie spokojnie starczy na dwie aplikacje, ale ja lubię nałożyć jej grubą warstwę. Nie żałuje sobie, bo często bywają na promocji i wtedy kosztują mniej niż 1 zł. Maseczki wg producenta maja różne działanie, ale jak dla mnie dają identyczne efekty.
Tak jak wspominałam nakładam grubą warstwę maseczki na około 15 minut. Moja skóra chłonie te maseczki gąbka, a to co zostaje wmasowuje lub wycieram wacikiem. Po zastosowaniu tych maseczek skóra była wyraźnie nawilżona i odżywiona. Cera stała się jaśniejsza i gładsza. Niska cena idzie w parze z dobrą jakością.

 Maska peeling zawiera delikatne drobiny zatopione w żelu. Najpierw nałożyłam produkt na twarz, na około 15 minut, a później wykonałam masaż. Efekty były raczej mało widoczne. Sam peeling okazał się bardzo delikatny. Zastanawia mnie sposób użycia zalecany przez producenta, który podobnie jak maseczki kremowe zaleca pozostawienie maseczki na twarzy. Ale jak pójść spać mając na buzi drobinki??? 


Znacie maseczki marki Cien?


19.2.21

Matujący krem na dzień| Duetus

Matujący krem na dzień| Duetus
Marka Duetus to kosmetyki naturalne stworzone zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn przez firmę Sylveco. Hasłem przewodnim są słowa "Minimalizm dla dwojga". Są to produkty o właściwościach regulująco-detoksykujacych. W swojej ofercie posiadają krem na dzień i na noc, peeling, serum regulujące, tonik, żel myjący do twarzy oraz żel pod prysznic i szampon (2w1).
Kosmetyki tej marki często widuję na blogach innych dziewczyn. Najczęściej są to pozytywne opinie na ich temat. W tym samym czasie zdecydowałam się na zakup peelingu, który był dołączony do bodajże "Zwierciadła" oraz kremu matującego na dzień. 

W porannej pielęgnacji stawiam na kremy matujące, ponieważ mam skórę mieszaną i często już po godzinie od wykonanego makijażu potrafi się świecić.
Poprzednio miałam krem z Lirene Natura, który spisał się całkiem dobrze u mnie i matowił na ok 4-5 godzin. Jego aplikacja była bardzo przyjemna, dzięki m.in. opakowaniu z pompką.


Krem Duetus dostępny jest w plastikowym słoiczku zabezpieczonym sreberkiem o pojemności 50 ml. Opakowanie dodatkowo zostało umieszczone w kartoniku. Krem po otwarciu należy zużyć w ciągu 3 miesięcy. Dołączono również drewnianą szpatułkę do nakładania kremu. Mała rzecz, a cieszy.
Zaskoczył mnie zapach tego produktu, połączenie miksu ziół i ziemi. Po trzech miesiącach stosowania nadal nie mogę się do niego przyzwyczaić i zaakceptować. Dla mnie ten krem po prostu śmierdzi. Kolor również jest nieciekawy, bo krem jest szary.
Kosmetyk łatwo się aplikuje i rozprowadza po skórze i bardzo szybko się wchłania. Efekt zmatowienia widać natychmiast i utrzymuje się do około 6 godzin z makijażem. Natomiast bez makijażu o wiele dłużej. Mnie skóra w takim matowym wydaniu, bez makeup nie podoba się, dlatego, że ten krem zmienia jej odcień i wygląda niezdrowo. Natomiast po nałożeniu makijażu znów prezentuje się dobrze. Gdybym się nie malowała, nie stasowałabym solo tego kremu.
Przez trzy miesiące nie mogłam zużyć tego kremu w całości. Po tym czasie krem zgęstniał i 1/3 opakowania nadaje się do kosza.

Podsumowując: krem marki Duetus dobrze matuje skórę na około 6h, szybko się wchłania. Niestety ten kosmetyk ma okropny zapach, do którego nie mogłam się przyzwyczaić przez trzy miesiące. Dlatego nie kupię go ponownie, bo dla mnie stosowanie kosmetyków ma również sprawiać przyjemność.


Znacie kosmetyk marki Duetus?


31.1.21

Odkrycia kosmetyczne 2020| pielęgnacja twarzy

Odkrycia kosmetyczne 2020| pielęgnacja twarzy


 Rok 2020 obfitował dla mnie w odkrycia kosmetyczne. Siedzenie w domu sprzyjało na pewno testom nowości kosmetycznych. O większości z nich pisałam już na blogu, więc nie będzie to odkrywczy post, ale podsumowujący ubiegły rok. Zastanawiałam się nad wpisem, w którym zebrałabym wszystkie kosmetyki z różnych kategorii, ale okazało się, że większość i tak to te do pielęgnacji twarzy. Dlatego postanowiłam skupić się tylko na nich. I tak głównie interesuję się właśnie produktami z tej grupy.

Zacznę od trzech kosmetyków, które zachwyciły mnie najbardziej swoim działaniem.
Już wielokrotnie wspominałam o płynie micelarnym Soraya z serii Naturalnie. Przypadkowy zakup okazał się strzałem w 10. Okazuje się, że tani kosmetyk może mieć dobry skład, być łatwo dostępny i bardzo skuteczny. Płyn szybko rozpuszcza makijaż, ma delikatny zapach i jest wydajny. KLIK
Kolejny produkt to również marka Soraya, ale tym razem seria Plante, mowa o piance roślinnej do mycia twarzy. Używałam również żelu, ale to pianka mnie zachwyciła, nie tylko działaniem, ale ogólnie forma. Myślałam, że pianka okaże się zbyt słaby by usunąć nawet resztki makijażu. Na szczęście pomyliłam się. W trakcie mycia twarzy żelem, muszę włożyć w to więcej wysiłku, stosując piankę wystarczy delikatny masaż by dobrze oczyścić twarz. KLIK
Kosmetyki z serii Lirene Natura intrygowały mnie od samego początku, gdy tylko pojawiły się na drogeryjnych półkach. Pierwszym kosmetykiem, po który sięgnęłam był Eco Peeling- Maska 2w1 Wygładzająca. To nie była miłość od pierwszego użycia. Ale przyszła wraz z kolejnym zastosowaniem. Skóra po zastosowaniu tego kosmetyku niesamowicie miękka, gładka, nawilżona, ale przede wszystkim dobrze oczyszczona. Peeling jest delikatny, ale skuteczny. KLIK


O kosmetykach Bandi jeszcze nie pisałam na blogu, zbieram się do zbiorczego postu. Obecnie stosuję kilka produktów tej marki i właściwie jestem ze wszystkich zadowolona. A przygodę z Bandi zaczęłam od stosowania Bio-esencji naprawczej. Ten produkt przyczynił się do poprawy kondycji mojej cery. Miałam w tym roku taki mega dobry czas, w którym moja skóra była w stanie idealnym, wtedy właśnie wprowadziłam do swojej pielęgnacji kosmetyki Bandi i Lirene Natura i byłam bardzo sumienna w ich stosowaniu. Chociaż to tylko esencja to ma ona silne właściwości nawilżające, fajnie podbija działanie kremów. Cera po jej zastosowaniu jest ukojona, dlatego zawsze stosuję ją po wcześniejszym zastosowaniu maseczek oczyszczających, czy peelingu. 
Tonik glikolowy z Eveline to jedno z moich ostatnich kosmetycznych odkryć z 2020 roku. Uratował moją cerę. Po tym jak cieszyłam się idealną cerą, przyszedł kryzys. Głównie spowodowany noszeniem maseczek. Okropnie mnie wysypało, miałam na twarzy bolące krosty. testowałam wówczas wiele kosmetyków, ale dopiero ten tonik sprawił, że stany zapalne zaczęły się błyskawicznie goić, a nowe pojawiały się co raz rzadziej. Po dwóch miesiącach stosowania ( w połączeniu z serum z tej samej linii) znów cieszę się gładką cerą. KLIK 


Znów kosmetyk marki Bandi, tym razem krem pod oczy z serii Care Anti Aging. Lekki krem o właściwościach przeciwzmarszczowych. Szybko się wchłania i faktycznie wyraźnie zredukował zmarszczki mimiczne, które miałam dość głębokie na dolnych powiekach. Rozjaśnił też cienie pod oczami. A opakowanie jest po prostu fantastyczne.
Tołpa i regenerująca całonocna maska witalizująca to jest mistrzostwo! Największy hit ubiegłego roku. Żadna maska na blogu napisałam "Cienka warstwa tego "mazidła" nałożona na noc wystarczy by zadziały się cuda." Skóra po zastosowaniu tej maski jest niesamowicie odżywiona, mega nawilżona i jędrna. KLIK
O całonocnej masce na usta marki Laneige pisałam kilka dni temu. Pisałam w nim, że to najlpeszy kosmetyk do pielęgnacji ust jaki miałam, super regeneruje i zabezpiecza usta przed negatywnym wpływem warunków meteorologicznych. KLIK
I ponownie kosmetyk z serii Lirene Natura, czyli mój ulubiony krem na noc wygładzająco-nawilżający. Lubię go za różany zapach, lekką nietłustą konsystencję i oczywiście za działanie. Moja skóra chłonie go jak gąbka. Skóra po jego zastosowaniu jest naprawdę wygładzona i bardzo miła w dotyku. Właściwie odkąd używam kosmetyków Bandi i Lirene Natura skończyły się moje problemy z przesuszoną skórą. KLIK

Jeszcze na koniec kilka słów o ulubionych maskach w płachcie marki Dr. Mola. Niestety mało znane i trudno dostępne. Kiedyś można było je kupić w prawie każdym Rossmannie, ale niestety zniknęły :( Nie miałam lepiej wyciętych i wyprofilowanych masek tego typu. Chociaż mają różne właściwości to działają na moją skórę bardzo podobnie. Nawilżają i odżywiają cerę, przy okazji wyrównując jej koloryt. 


Jakie kosmetyki odkryłyście w 2020 roku? Co okazało się mega hitem?


13.12.20

Kosmetyki Eveline z kwasem glikolowym| tonik i serum| pierwsze wrażenie

Kosmetyki Eveline z kwasem glikolowym| tonik i serum| pierwsze wrażenie

Nawrot trądziku po trzydziestce, to nic fajnego. Myślałam, że ten rozdział zamknęłam kilka dobrych lat temu. Owszem pojawiały mi się pojedyncze krostki od czasu do czasu,ale takie wysypu to nie miałam od lat. Niestety ten stan utrzymywał się od ponad dwóch miesięcy. Ropne stany i podskórne krosty na brodzie, szyi, wokół nosa to była moja codzienność. A wszystko przez maseczki. W połowie września zaczęłam również w pracy je nosić. I wtedy właśnie zaczęły się pierwsze problemy. Wszystko co do tej pory sprawdzało się przy pojedynczych krostkach nie radziło sobie z tym wysypem. Kupowałam kolejne kosmetyki i nic. Przypadkowo trafiłam na informacje o toniku Eveline z kwasem glikolowym, zaskoczyły mnie prawie same pozytywne opinie na jego temat. Korzystając z promocji na black friday skusiłam się na wspomniany tonik i 2% serum. Dostępne jest również w wersji 5%, ale szczerze mówiąc trochę boję się stosować kwasy. Stwierdziłam, że to moja ostania deska ratunku.

Zanim jednak zdecydowałam się na zakup, zerknęłam do internetu by znaleźć informacje czym jest w ogóle ten kwas glikolowy. Otóż jest  to kwas, który należy do grupy kwasów owocowych (AHA), dzięki swojej prostej budowie chemicznej jest w stanie przenikać do najgłębszych warstw skóry. Kosmetyki z dodatkiem kwasu przeznaczone są do każdego typu cery. Posiada on właściwości złuszczające i odmładzające.

Eveline, Glycol Therapy, Tonik przeciw niedoskonałościom z 5% zawartością kwasów AHA

cena: 13-18 zł/ 100ml

Tonik znajduje się w plastikowej buteleczce z wygodnym zamknięciem. Dla mnie pachnie lekko alkoholem, ma oczywiście wodnistą konsystencję. Stosuje go raz dziennie, 4 razy w tygodniu. Jeżeli wieczorem nakładam serum z kwasem glikolowym, wtedy stosuje inny tonik. Tak jak już wspominałam boje kwasów i chociaż te produkty mają małe stężenie wolę być ostrożna.

Nieco mnie zaskoczyły te pozytywne opinie na temat tego toniku. Przeczytałam, że faktycznie pomaga w walce z niedoskonałościami i już po kilu dniach widać efekty. Głównym zadaniem tego typu kosmetyku jest przywrócenie pH skóry, plus delikatne nawilżenie i usunięcie ewentualnych ostatnich zanieczyszczeń. 

Na pierwsze efekty nie musiałam długo czekać, bo już po 4 dniach niedoskonałości zniknęły. Po raz pierwszy od dawna nie obudziłam się z ropnymi wykwitami, nawet te największe krostki stały się niewidoczne. Oczywiście skóra po zastosowaniu tego toniku jest odświeżona i czuć, ze otrzymała dużą dawkę nawilżenia, ale niestety jest też mały minus. Gdy przecierałam twarz wacikiem nasączonym produktem, w miejscach gdzie miałam największe stany zapalne czułam delikatne pieczenie. Nie było to bardzo niekomfortowe, ale ostrzegam osoby bardziej wrażliwe. Teraz gdy już skóra jest w lepszym stanie ten problem się nie pojawia.


Eveline, Glycol Therapy, Kuracja witaminowa rozświetlająca 2%
cena: ok. 20 zł/ 18 ml

Serum znajduje się w buteleczce wykonanej z ciemnego szkła z pipetą, jest koloru słomkowego i ma lekko wodnistą konsystencję. Nie pachnie zbyt przyjemne i chociaż wchłania się dosyć szybko, to twarz się później lekko lepi. Mimo tych niedogodności jego działanie je rekompensuje. Stosuję je dwa, trzy razy w tygodniu na noc. 

To co zauważyłam po pierwszych dwóch użyciach to wygładzona i bardziej miękka skóra. Rezultat jak po super peelingu. Z każdym kolejnym użyciem efekty są jeszcze lepsze. Makijaż nie dość, że lepiej się nakłada to i lepiej wygląda na skórze. Serum na pewno łagodzi również objawy trądziki. Widzę, że poprawił się wyrównał koloryt skóry. Liczę jeszcze, że serum pomoże mi w rozjaśnieniu przebarwień, których mam nie miało na buzi i szyi. 

Podsumowując: Oba kosmetyki w krótkim czasie wpłynęły na poprawę kondycji i wygląd mojej skóry. A jej widok wreszcie mnie nie przeraża. Zauważyłam również, że  pory są mniej widoczne, podobnie jak zaskórniki, których miałam mnóstwo na nosie i na które nie pomagały żadne plasterki itp. kosmetyki. Poza tym widzę, że skóra mniej się przetłuszcza. Pod koniec dnia często miałam mocno przetłuszczoną skórę, teraz jest lekko się tylko świeci. 
Po 2 tygodniach stosowania tego duetu zauważyłam tylko pozytywne efekty,  kuracji kwasem glikolowym służy mojej cerze, która ostatnio byłą w opłakanym stanie. Polecam!


 Znacie te kosmetyki?

18.11.20

Nawilżenie i regeneracja| Tołpa całonocna maska - krem

Nawilżenie i regeneracja| Tołpa całonocna maska - krem

Nie znam zbyt wielu kosmetyków marki Tołpa, ale chętnie testuję różnego rodzaju produkty do pielęgnacji. Szczególnie lubię poznawać nowe maseczki. A z Tołpy jeszcze nigdy nie miałam żadnego kosmetyku z tej kategorii. Krem-maskę  kupiłam z ciekawości przy okazji robiąc inne zakupy w Biedronce. Chyba w Rossmannie też jest dostępny ten produkt.


Tołpa, Green, Czerwone owoce, Regenerująca całonocna maska witalizująca
cena: 16-23 zł

Opakowanie zawiera 50 ml produkty o dość gęstej konsystencji. Maska wg mnie ma przyjemny owocowy zapach, ale jest intensywny. Co na początku trochę mi przeszkadzało. Lubie, gdy kosmetyki pachną, ale nie lubię, gdy jest to mocny zapach. Krem-maskę stosuje raz w tygodniu na noc. Ponieważ mam cerę mieszaną ze skłonnością do trądziku, ten kosmetyk do codziennej pielęgnacji byłby zbyt treściwy i zamiast pomagać by szkodził i zapychał. Cienka warstwa tego "mazidła" nałożona na noc wystarczy by zadziały się cuda.


Od producenta:
Przeciwdziała przedwczesnemu starzeniu. Spłyca drobne linie i zmarszczki. Wyrównuje strukturę skóry i poprawia elastyczność. Regeneruje, głęboko nawilża, odżywia i zmiękcza skórę. Przywraca blask i eliminuje szary koloryt. Rozświetla, witalizuje i działa energizująco. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Usuwa oznaki zmęczenia i stresu, zapewniając rano efekt gładkiej i wypoczętej skóry.

Skład:
Aqua, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Peat Extract, Parfum, Coco-Caprylate, Punica Granatum Fruit Extract, Ribes Rubrum Fruit Extract, Tocopherol, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Propylene Glycol, Styrene/Acrylates Copolymer, Sodium Lauryl Sulfate, Methylpropanediol, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Caprylyl Glycol, Benzoic Acid.

 

W zasadzie po tym jak dodałam informacje od producenta powinnam napisać "Potwierdzam" i na tym zakończyć wpis. A to dlatego, że producent ma rację. Krem-maska to idealne rozwiązanie dla skóry suchej, zmęczonej i potrzebującej regeneracji. Ten produkt o mega dawka nawilżenia i odżywienia. Już po pierwszym razie pojawił się u mnie zachwyt. Skóra porządnie nawilżona, i ciężko mi nazwać to, ale była aż tak "pulchniutka"/ jędrna, jakby przez noc ubyło jej lat. 

Co do obietnic producenta, to nie mogę się jedynie wypowiedzieć  na temat zmarszczek, bo takowych jeszcze nie mam ;) ale z resztą zgadzam się w 100%. 

Krem- maska z Tołpy okazał się mega pozytywnym zaskoczeniem!

 

Znacie ten kosmetyk?




11.11.20

Niestety buble| oczekiwania kontra rzeczywistość

Niestety buble| oczekiwania kontra rzeczywistość

Cóż ... nie wszystkie kosmetyki, których używam mogę nazwać hitami, część jest średniakami, a tylko niektóre okazują się bublami, na szczęście. Coraz rzadziej przytrafiają mi się kosmetyczne wpadki. Często decyduję się na zakup kosmetyków polecanych w sieci. Na pewno i Wam zdarza się, że cały internet zachwala jakiś produkt, a dla Was okazuję się totalną klapą. Takie produkty znalazł się także w tym niechlubnym gronie bubli. 


Bielenda, Blueberry C-Tox, Mus do mycia twarzy
Na ten mus do mycia twarzy skusiłam się właśnie po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii w internecie. Wiele osób zachwycało się zapachem tego produkty, a mnie on w ogóle nie podszedł.  Do tego stopnia, że przy pierwszym użyciu stwierdziłam, iż śmierdzi ;) wyczuwam mocny zapach cytrusów, ale z jakimś mocnym chemicznym dodatkiem. Na pochwałę zasługuje konsystencja kosmetyku. Jest to mus, coś lżejszego niż żel i dzięki czemu przyjemniejszy w użyciu. Ale najważniejsze jednak, jest to jak oczyszcza twarz. Większość makijażu i tak zmywam płynem micelarnym, dla żelu zostają tylko pozostałości makeupu. Niestety, pomimo wielu prób, nigdy tym musem nie udało mi się dokładnie domyć twarzy. Z każdym kolejnym użyciem stosowałam coraz więcej produkty, przez okazał się mało wydajny. Plusem natomiast jest to, że skóra po jego użyciu była delikatnie nawilżona. Ale to tylko tyle. 

Lirene, Natura, Kojący płyn micelarny do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu z naturalnymi płatkami nagietka
Wśród produktów z serii Natura mam kilku swoich ulubieńców, dlatego gdy tylko dostrzegłam płyn micelarny na drogeryjnej półce od razu go kupiłam. Założyłam, że będzie to kolejny hit, ale tak się nie stało. Mam dwa główne zarzuty. Po pierwsze, ten płyn strasznie się pieni, co bardzo mnie denerwuje. To chyba najbardziej pieniący się płyn micelarny jaki miałam. Po drugie ten płyn po prostu słabo sobie radzi z demakijażem. Stosując ten płyn micelarny i wspomniany wyżej mus do mycia twarzy nigdy nie miałam czystej skóry, zawsze zostawały resztki podkładu lub tuszu. Denerwujące okazały się płatki nagietka znajdujące się w opakowaniu.

OnlyBio, Hair Balance, Odżywka emolientowa do włosów
Miałam spore oczekiwania, co do tej odżywki. Wydawała się być idealna do moich włosów.  Wg informacji na opakowaniu to produkt przeznaczony dla szorstkich, puszących oraz plączących się włosów. I ja właśnie takie posiadam. Jednak okazało się, że ta odzywka nie spełnia swojej podstawowej funkcji, czyli nie ułatwia rozczesywania. Włosy po jej użyciu rozczesuje się tak samo ciężko, jakbym nie nałożyła wcale odżywki. Mimo, że włosy po wysuszeniu wyglądały dobrze, były dociążone i sypkie, to nie kupię jej ponownie. Bo to właśnie na łatwym rozczesywaniu zależy mi najbardziej.

Mane 'N Tail Odżywka Gentle Replenishing
Czy wiecie, że ta firma na początku zajmowała się wyłącznie produkcją kosmetyków do pielęgnacji końskich grzyw? A to co dobre dla koni okazało się dobre również dla człowieka. Niestety, dla mnie ta odżywka to jeden z najgorszych produktów z tej kategorii, jakich używałam w życiu. Włosy po jej użyciu wyglądają gorzej niż przed. Oczywiście nie ułatwia rozczesywania, a dodatkowo  ciężko jej ułożyć, puszą się strasznie i są niemiłe w dotyku, sterczą we wszystkie strony. Włosy wyglądają jak siano. Mega rozczarowanie. Do tego jeszcze bardzo niepraktyczne opakowanie wykonane z twardego plastiku, przez co ciężko wydostać produkt z butelki.


Paleta cieni I Heart Revolution Unicorn
Paletkę cieni kupiłam w kwietniu z myślą tworzenia kolorowych makijaży wiosną i latem. Co prawda nie jestem mistrzynią makijażu, ale radzę sobie dobrze. Jednak gdy w ruch szły cienie z tej palety miałam wrażenie, że nie potrafię się malować. Ciężko pracowało mi się tą paletą, cienie okazały się słabo napigmentowane i źle się blendują. Gdy próbowałam połączyć kilka kolorów wychodziła mi jedna wielka plama na powiece. A szkoda, bo kolory super. Trwałość też. 



Jakie ostatnio kosmetyk Was rozczarowały swoim działaniem?
A może, któryś z opisanych kosmetyków u Was sprawdza się super?
Czekam na Wasze komentarze :)



4.11.20

Podsumowanie października| Haul kosmetyczny| "Gambit Królowej" i inne jesienne przyjemności

Podsumowanie października| Haul kosmetyczny| "Gambit Królowej" i inne jesienne przyjemności

 


Witajcie w listopadzie, albo liściopadzie ;)

Dopiero co przewracałam kartkę w kalendarzu na październik, a już listopad. Łapie się na tym, że idę do pracy w poniedziałek,  i już nagle piątek. Szkoda tylko, że weekendy też tak szybko mijają.
Październik był dla mnie miesiącem pełnym skrajnych emocji. Z jednej strony udało mi się odpocząć spędzając z koleżankami weekend w uroczej wiejskiej chatce, spacerując nad brzegiem rzeki i jedząc kiełbaski z ogniska. Byłam również na grzybobraniu, chociaż przywiozłam do domu więcej kleszczy na sobie niż grzybów w wiaderku, ale pogoda była idealna. Razem z Mężem wybraliśmy się na krótką wycieczkę i spacer po parku w Chlewiskach (fotorelacja pojawiła się już na blogu). Udało nam się wreszcie postawić ogrodzenie na działce. Z drugiej strony obecna dramatyczna sytuacja w Polsce związana z koronawirusem i strajkiem kobiet. Nie jestem w stanie zrozumieć, po co psuć coś, co dobrze funkcjonuje od wielu lat. Jestem zwolenniczka kompromisu i nie chcę zmian. I myślę sobie jeszcze, czy pandemia to odpowiedni moment na wprowadzanie zmian? Co rusz, to gorsza decyzja rządu. Na ten moment znów potrzebuję detoksu od wszelkich informacji z kraju. 
 

W październiku starałam się robić rzeczy, które sprawiały mi przyjemność i na które miałam akurat ochotę. Ciepła herbata z cytryna, kocyk, lekki serial/ film/ książka, do tego piękny zapach z ulubionych świec.  To mój przepis na idealne jesienne popołudnie. Ostatnio odkryłam cudownie pachnące siwce marki DW Home, które mozna znaleźć w TK Maxx, polecam !
Największa frajdę sprawiło mi układanie puzzli, które czekały dwa lata aż je wyjmę z pudełka. Puzzle to świetny sposób, by oderwać myśli od trapiących nas problemów. Tak mocno skupiamy się na szukaniu kolejnych pasujących elementów układanki, że nie możemy po prostu myśleć o czymś innym. Dlatego lada dzień znów wyciągnę kolejne pudełko puzzli. 

Wracając do kocyka, filmów i seriali po raz nie wiem, który obejrzałam trylogię "Władcy Pierścieni". Mam ogromny sentyment to tych filmów,  znam je na pamięć, w tym niektóre dialogi i nigdy chyba nie będę miała dość.
Jak już jestem przy powrotach, to zaczęłam oglądać "Kochane kłopoty". Serial ten zaczęłam oglądać wiele lat temu, gdy byłam w wieku głównej bohaterki Rory - 16 lat, a teraz jestem starsza od jej matki. Ciekawy jest taki powrót po latach, kiedyś z zapartym tchem śledziłam losy nastolatki, teraz bardziej interesuje mnie życie trzydziestokilkulatki. Pamiętacie ten serial?

"Emily w Paryżu" to serial na temat, którego czytałam wiele skrajnych opinii. Gówna bohaterka, młoda i utalentowana Emily dostaje szansę pracy w Paryżu. Kolejne przeciwności losu pokonuje z uśmiechem na ustach i wrodzonym optymizmem. 
Dla mnie był to serial z kategorii tych lekkich i przyjemny, a w październiku głownie takiej właśnie rozrywki potrzebowałam. Ładni ludzie, ładny Paryż, ładne stroje. Wielu osobom kojarzy się z filmem "Diabeł ubiera się u Prady", mnie również. Z chęcią obejrzę drugi sezon.

Natomiast ostatnio również na Netflixie obejrzałam  "Gambit królowej". Zainteresował mnie ten serial z dwóch powodów: wysokich ocen i tego, że gra w nim Marcin Dorociński. 
Beth jest sierotą, która trafia do sierocińca. Tam po raz pierwszy gra w szachy. Okazuje się, że ma niebywały talent. W krótkim czasie zostaje najlepszą szachistką stanową. Ale już jako 9-latka zaczyna być uzależniona od leków psychotropowych. Szachy stają się jej obsesją, chce zdobyć tytuł arcymistrza i pokonać Vasily Borgov - najlepszego gracza na świecie. 

Nie spodziewałam się, że serial rozgrywkach szachowych tak mnie wciągnie. Wszystkie 7 odcinków obejrzałam w jeden dzień. Nie mam do czego się przyczepić. Wszystko w tym serialu jest idealne. Odcinki są na równym poziomie, nie ma przegadanych scen, czy jakiś niepotrzebnych wątków pobocznych, które odwracały by uwagę od głównej bohaterki. Piękne kostiumy i scenografia. A aktorka wcielająca się w Beth ma mega hipnotyzujące spojrzenie i charyzmę, ciężko oderwać od niej oczy.  Dla mnie ten serial jest fenomenalny, ale wiem, że nie wszystkim się spodoba i niektórzy mogą uznać go za nudnawy. 

 

Stałym elementem, każdego podsumowania miesiąca są haule kosmetyczne. Tym razem nie mogło być inaczej. Zacznę od kolorówki marki Bell, którą można dostać w Biedronkach. "Żałuję", że odkryłam limitowane serie wypuszczane przez Bell, ponieważ mam ochotę wypróbować absolutnie wszystko. Tym razem inspiracją do powstania nowej kolekcji były róże. Skusiłam się na brązujący róż do policzków, rozświetlacz oraz aksamitną płynną pomadkę, która dla mnie okazała się największym hitem. W tym miesiącu planuje napisać post o moich ostatnich odkryciach z kolorówki i na pewno pojawi się ona w tym poście, a także inne kosmetyki z Bell. 

Kolejne włosowe nowości kupiłam do przetestowania. Zainteresowały mnie kosmetyki z nowej serii OnlyBio. Zależało mi na peelingu, ale akurat wszędzie był wykupiony. Na pocieszenie wzięłam olejek zabezpieczający końcówki włosów, już mogę powiedzieć, że jest dobry oraz odżywkę emolientową przeznaczoną do włosów, które się trudno rozczesuje i puszą się. Teoretycznie odzywka idealna dla mnie, a tak nie jest.
Kolejne dwa produkty to maska Kallos z kreatyną, miałam wiele rodzajów i każda dobrze się u mnie sprawdzała oraz szampon z aloesem z Biedronki.

Ostatnie kosmetyki to moje dwa ulubione kremy do rąk marki Dermofuture, uwielbia!, rozjaśniająca maseczka z witamina C z Bielendy oraz punktowy żel na wypryski od Eveline, który całkiem dobrze radzi sobie z pojedynczymi krostkami. 

Wiem, że dla wielu osób listopad to jeden z najgorszych, jeśli nie najgorszy miesiąc w roku, dlatego Kochane dbajcie o sobie, o swój komfort psychiczny, wypoczywajcie i nie dajcie się jesiennej chandrze ani Covidowi.

Ściskam Was mocno! :*


8.10.20

Ziaja| Baltic Home SPA Fit| Żel 3 w 1

Ziaja| Baltic Home SPA Fit| Żel 3 w 1

Nie jestem kosmetyczną minimalistka, co widać w każdym podsumowaniu miesiąca, w którym pokazuje zakupy produktów pielęgnacyjnych. Jednak są takie chwile, jak wszelkiego rodzaju wyjazdy kilku i kilkunastu dniowe, kiedy przeraża mnie ilość kosmetyków jakie muszę zabrać ja i mój Mąż. Łazienki w pensjonatach i hotelach są często mikroskopijne, nie ma czasem gdzie ręcznika odwiesić, a co dopiero poustawiać wszystkie kosmetyki potrzebne do codziennej pielęgnacji. Dlatego w tym roku ucieszyłam się, gdy zobaczyłam nowość marki Ziaja, żel 3 w 1 serii Baltic Spa. 

Ja wiem, że wiele osób uważa kosmetyki Ziaja za najgorsze zło i że częściej szkodzą niż pomagają, ale ja lubię od czasu do czasu przetestować coś z tej firmy. Nie mogę powiedzieć, że trafiam tylko na buble. Są kosmetyki, z których jestem bardzo zadowolona i do których chętnie wracałam. I pewnie wrócę do bohatera tego postu, czyli żelu 3w1.

Ziaja, Baltic Home SPA Fit, Żel 3 w 1 do mycia twarzy, ciała, włosów `Mango`
cena: ok. 12 zł / 500 ml

SKŁAD:
Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin,
Decyl Glucoside, Hydrolyzed glycosaminoglycans, Caffeine, Methylsilanol Mannuronate, Propylene Glycol, Ficus carica (Fig) fruit extract, Shorea Stenoptera Seed Butter, Laureth-2, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Inulin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Citronellol, Citric Acid, CI 47005 (D&C Yellow No. 10), CI 16035 (FD&C Red No 40)

Od razu spodobało mi się minimalistyczne opakowanie i szata graficzna kosmetyku, na plus oczywiście pompka mega ułatwiająca aplikacje i dozowanie kosmetyku.
Zapach tego produktu jest  lekko słodki, owocowy i pozostaje na skórze przez kilka godzin, a na włosach znacznie dłużej. Jest on także na tyle uniwersalny, że spodoba się on zarówno kobietom, jak i mężczyznom. 


Wypróbowałam ten żel we wszystkich trzech wariantach. Świetnie sprawdził się  jako kosmetyk do mycia ciała. Dobrze się pienił, miałam wrażenie, że skóra jest delikatnie nawilżona i pięknie pachniała. Po prostu robił to czego każdy oczekuje od żelu pod prysznic. 
Dosyć sceptycznie podchodziłam do tego żelu w roli szamponu. Całkiem niepotrzebnie, bo nawet pojawiło się WOW. Oczywiście żel świetnie oczyszczał włosy ze wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. A po wysuszeni włosy były puszyste, sypkie i uniesione u nasady, co spodobało mi się najbardziej. Poza tym, włosy wolniej się przetłuszczały. Dla mnie super.
Nie tak super było w przypadku używania żelu Ziaja do mycia twarzy. Ogólnie zawsze w trakcie wyjazdów mam problemy z cerą, wpływa na to zapewne zmiana wody. Tak też było tym razem. Miałam problem ze strasznie przesuszoną skórą twarzy. Żel zawiera zbyt mocne substancje myjące. Odstawiłam go po 3 dniach i kupiłam inny kosmetyk do mycia twarzy.

Podsumowując: Żel Ziaja 3w1 super sprawdził się u mnie i Męża podczas wakacyjnego wyjazdu. Pojawiło się tylko jedno "ale"  mnie do mycia twarzy potrzebny jest delikatniejszych kosmetyków, Mąż natomiast nie narzekał i był w 100% zadowolony z tego kosmetyku. Poza tym, zamiast zabrać sześć butelek z kosmetykami wzięliśmy jedną butelkę żelu Ziaja na wyjazd (plus dokupiłam później żel do mycia twarzy).
Jeżeli w przyszłym roku będziemy, gdzieś jechać ten kosmetyk jedzie z nami!


Co sądzicie o kosmetykach Ziaja?


26.9.20

Płyn micelarny Soraya| Naturalnie

Płyn micelarny Soraya| Naturalnie

 

Płyn micelarny marki Soraya z serii Naturalnie odkryłam całkiem przypadkowo. Nie przypominam sobie, żebym na jakimś blogu czytała o kosmetykach z tej serii, a na pewno nie o płynie micelarnym. Na temat rożnych płynów micelarnych pisałam w tych dwóch postach: KLIKKLIK.

W skład całej serii kosmetyków Soraya Naturalnie wchodzą: płyn micelarny, esencja tonizująca, dwa rodzaje kremów na dzień i na noc, krem pod oczy, żel do mycia twarzy, maski na tkaninie. 

Szczerze mówiąc, w drogeriach jakoś nie rzuciły mi się w oczy te kosmetyki, a pierwsze opakowanie płynu micelarnego kupiłam w osiedlowym markecie jeszcze w czasie kwarantanny narodowej. Wzięłam go, bo właściwie wybór był żaden. A i cena zachęcała -10 zł.

Kolejne opakowanie kupiłam, gdy zużyłam płyn micelarny z Eveline, z którego nie byłam zadowolona. Stałam przed półką z przeróżnymi kosmetykami i nie wiedziałam na co mam się tym razem zdecydować. Po chwili zastanowienia mój wybór padł na kolejne opakowanie micela Soraya Naturalnie. 

Kojący płyn micelarny, Soraya, Naturalnie
cena: 10 zł - 16 zł / 400 ml

SKŁAD: Aqua*, Propanediol*, Maltooligosyl Glucoside*, Panthenol, Anthemis Nobilis Flower Extract*, Hydrogenated Starch Hydrolysate*, Glycerin*, Propylene Glycol, Caprylyl/Capryl Glucoside*, Tetrasodium Glutamate Diacetate*, Citric Acid*, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol
* składniki naturalne i pochodzenia naturalnego

Nie wiem dlaczego, ale z góry założyłam, że ten kosmetyk będzie zły, na pewno mnie wysypie po nim itp. Tak się jednak nie stało, płyn okazał się super kosmetykiem z dobrym składem. Zawiera wyciąg z rumianu, ceniony za swoje właściwości kojące oraz łagodzący podrażnienia panthenol.
Ten micel bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem. Podoba mi się to, że bardzo szybko rozpuszcza tusz do rzęs, którego sobie nie żałuję i nie rozmazuje go po całej twarzy. Reszta makijażu również w expresowym tempie zostaje zmyta. Ponieważ jest skuteczny, nie trzeba trzeć skóry, by zmyć makijaż.
Skóra po zastosowaniu tego kosmetyku jest dobrze oczyszczona, delikatnie nawilżona i odświeżona.

Płyn micelarny pachnie delikatnie, jest ledwo wyczywalny i ma wygodne opakowanie.  Nie podrażnił mojej skóry ani oczu, nie pojawiło się nic czego się wcześniej się obawiałam. I co ważne- nie pieni się, a skóra nie lepi się.

Na pewno kupie ponownie!


Znacie kosmetyki z serii Soraya Naturalnie?



24.8.20

Wegańskie kosmetyki Be Beauty z Biedronki

Wegańskie kosmetyki Be Beauty z Biedronki


W połowie lipca na Biedronkowych półkach  pojawiła się nowa seria kosmetyków do domowego spa. W ofercie znalazły się maski na tkaninie i kremowe, sole i kule do kąpieli, żele pod prysznic oraz mydła do rąk.

Moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok nowości kosmetycznych z Biedronki. Tym bardziej, że reklamowane są jako kosmetyki wegańskie, a składniki z których powstały w ponad 90% są pochodzenia naturalnego. Do tego dochodzą bardzo atrakcyjne ceny. 

Zdecydowałam się na zakup następujących kosmetyków maski na tkaninie, żelu pod prysznic oraz perełek do kąpieli stóp.

Wypróbowałam trzy rodzaje masek: z ogórkiem i herbatą matcha, z zielonymi algami i kwasem hialuronowym, wodą różaną i jagodami acai. Zawierają od 93% do 95% składników pochodzenia naturalnego. Cena tych masek to 3,99 zł. 

Maski na tkaninie chociaż zawierają różne składniki aktywne według mnie działają bardzo podobnie. Głównie różnią się między sobą zapachem. Bardzo spodobał mi się zapach maski z zielonymi algami, przyjemny był również tej z wodą różaną, natomiast maska z ogórkiem pachniała tak okropnie i drażniąco (płynem do naczyń Ludwik), że po 5 minutach musiałam ściągnąć płachtę, bo zaczęło mi być niedobrze od tego zapachu. 

Zaskoczyło mnie, jak dobrze nawilżają te maseczki. Skóra po zastosowaniu tych produktów była miękka i odżywiona oraz delikatnie rozjaśniona. Niektórym osobom może przeszkadzać, że pod zdjęciu tkaniny z twarzy skóra mocno się lepi, nawet po całkowitym wchłonięciu się esencji.  Jeśli chodzi o działanie nie mam czego się czepić. 

Największą niedogodnością okazały się źle wykrojone płachty. Totalna porażka. Tkanina była zbyt długa i strasznie wąska, sięgała mi do połowy policzków. Otwory na oczy i usta były bardzo małe, materiał wchodził mi do oczu. 

Zupełna nowością były dla mnie Perełki do stóp. Nigdy wcześniej nie stosowałam tego typu kosmetyków do pielęgnacji stóp. Opakowanie zawiera 75 g produktu i kosztuje 2.99 zł. Jedna saszetka to jedno użycie, ale ja podzieliłam to na dwie aplikacje. Perełki pachną bardzo intensywnie, owocowo, egzotycznie. Nie poodwiedzałabym, że jest to zapach mango. 

Drobiny szybko rozpuszczają się w wodzie. Kąpiel okazała się bardzo przyjemna i relaksująca. Po całym dniu chodzenia tego właśnie potrzebowały moje stopy. Skóra po kąpieli była miękka i nawilżona. Mimo, że efekty nie były długotrwałe to z chęcią powtórzyła bym ten "zabieg".Dodam, że perełki zawierają mocznik, olejek z awokado i winogron. 

Ostatnim kosmetykiem jest Żel pod prysznic Malina i lawenda. Nie miałam chyba jeszcze żadnego kosmetyku pachnącego lawendą dlatego zdecydowałam się na właśnie tą wersję żelu. Kosmetyk zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego, a kosztuje tylko 5,99 za 400 ml. Z tego produktu jestem najbardziej zadowolona. Pachnie bardzo delikatnie lawendą, mnie ten zapach niesamowicie się podoba. Żel ma dość gęstą konsystencję, dobrze się pieni, jest wydajny. Oczywiście dobrze oczyszcza skórę, przy okazji delikatnie ją nawilża. Po prysznicu czuję, że jest ona bardziej miękka i ogólnie miała w dotyku.  Dobry kosmetyk w niskiej cenie.

Podsumowując: kosmetyki Be Beauty na szczęście nie okazały się totalnymi bublami. Może i nie zachwycają działaniem, ale są całkiem dobre. Gdyby nie to, że maski mają beznadziejnie wykrojone płachty, zrobiłabym zapas tych produktów, szczególnie maski z zielonymi algami. Jeżeli uda mi się jeszcze dostać żel pod prysznic z lawendą kupię kolejne opakowanie. 

Patrząc na składy tych kosmetyków oraz innych dostępnych w Biedronce zdecydowanie lepiej sięgnąć po te omawiane w tym poście. 


Skusiłyście się na Biedronkowe nowości kosmetyczne?

9.8.20

Upiększający krem CC Magic skin| Eveline

Upiększający krem CC Magic skin| Eveline

Kremy CC (skrót od Color and Cream)to wielozadaniowe kosmetyki, które powinny łączyć w sobie cechy kremu nawilżającego, podkładu i korektora. W prosty sposób te produkty mają pomóc w osiągnięciu efektu rozświetlonej i zdrowej cery, zakryć niedoskonałości, a przy tym wszystko ma wyglądać bardzo naturalnie.

Upiększający krem CC Magic skin kupiłam z myślą by wypróbować coś innego niż krem BB z Bourjois, którego używam od prawie dwóch lat. Poza tym jeden kosmetyk i trzy działania, prościej i łatwiej w codziennej pielęgnacji

Eveline, Magic Skin CC, Upiększający krem nawilżający na zaczerwienienia 8 w 1
cena: 20 zł/ 50 ml

Wg producenta krem CC wyrównuje koloryt,chroni przed UV i smogiem, rozświetla i wygładza, intensywnie nawilża 24H, minimalizuje niedoskonałości, redukuje oznaki zmęczenia, łagodzi podrażnienia, optycznie odmładza.

Piękne obietnice, a jakie działanie ma ten krem w rzeczywistości i czy sprawdził się przy mojej mieszanej cerze?
Zacznę od tego, że przy pierwszej aplikacji zaskoczyło mnie to, że krem jest w kolorze mocno rozbielonej zieleni. Zawiera również mnóstwo ciemnych drobinek, ale już po delikatnym roztarciu krem zmienia kolor. Niestety ten kolor okazał się zbyt ciemny dla mnie i w totalnie nie mojej tonacji. Na mojej twarzy wygląda na brązowy. 
Krem jest tłusty, potrzebuje dłuższej chwili by całkowicie się wchłonąć, wtedy skóra staję się delikatnie zmatowiona, ale i rozświetlona i miła w dotyku. Niestety, w ogóle ten kosmetyk nie zakrył niedoskonałości, wręcz odwrotnie kolor kremu sprawił, że był jeszcze bardziej widoczne. 
Po upływie godziny, gdy spojrzałam w lustro moja twarz świeciła się jakbym wysmarowała się mega tłustym kremem. Zamiast efektu redukcji oznak zmęczenia, wyglądałam jakbym przebiegła maraton.
Kolejnym razem zaraz po aplikacji kremu CC nałożyłam puder sypki, ale po krótkim czasie na twarzy miałam ciasto. 
Poza tym, za każdym razem gdy nakładałam ten krem miała takie dziwne uczucie jakbym nosiła jakąś maskę, jakbym coś przywarło do mojej skóry. 

Podsumowując: krem CC Magic Skin marki Eveline okazał się nieodpowiedni do mojej cery mieszanej, nie współgrał z innymi kosmetykami, których używam do codziennego makijażu. Zamiast efektu upiększenia po aplikacji tego produktu, moja skóra wyglądała na zmęczoną, do tego kolor okazał się zbyt ciemny i podkreślał niedoskonałości. 


Stosujecie kremy BB lub CC w codziennym makijażu?


4.8.20

Podsumowanie lipca| R.O.D.O.S| zakupy kosmetyczne i nowości z Biedronki

Podsumowanie lipca| R.O.D.O.S| zakupy kosmetyczne i nowości z Biedronki

Witajcie w sierpniu :) Kubek herbaty jest, zdjęcia zrobione, można brać się za podsumowanie miesiąca! Połowa wakacji za nami, ale ja jakoś tego nie czuję. Nadal jestem miesiąc do tyłu, zapomniałam nawet o urodzinach Przyjaciółki, które były na początku lipca. Wtopa na całego, na szczęście zostało mi to wybaczone ;) Chyba za bardzo skupiłam się na odliczaniu dni do urlopu.
Prawie wszystkie soboty od końca czerwca spędzam na RODOS, oczywiście nie mam na myśli greckiej wyspy, a Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką. Razem z mężem kupiliśmy działkę. Nosiliśmy się z tym od jakiś dwóch lat. Ogródki działkowe w tym roku przeżywają swój renesans, przy okazji osiągając zawrotne ceny. Wybraliśmy tańszą opcję, kupiliśmy 380 m2 chaszczy. Co oznaczało mnóstwo pracy, ale my się ciężkiej pracy nie boimy.  W tym roku nie uda się wszystkiego zrobić, ale nigdzie nam się nie spieszy, a grilla będzie można już zrobić we wrześniu. Do tej pory wycięliśmy wszystkie krzaki, dziko rosnące drzewa, zamówiliśmy rębak, który przerobił to wszystko na wióry. Kolejny etap to wyrównanie terenu koparką. Przed nami jeszcze zamówienie wywrotki czarnej ziemi i postawienie ogrodzenia. Liczymy, ze jeszcze uda nam wysiać trawę i przed jesienią urośnie. A w przyszłym roku postawmy niewielki domek.
Chcemy, żeby to była typowa działka rekreacyjna, bez grządek z warzywami, a piękną, soczystą trawą, hamakiem i miejscem na grilla.


Poza wizytami na RODOS , wyjechałam na weekend na Mazury. To był mój pierwszy raz w krainie tysiąca jezior. Nie wiedziałam czego spodziewać. Jednak więcej na temat tego wyjazdu przeczytacie w kolejnym poście.


W ostatnim czasie instagram zdominowały zdjęcia kosmetyków z Biedronki. Pojawiła się nowa linia kosmetyków wegańskich w bardzo atrakcyjnych cenach. Postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy za niską ceną idzie dobra jakość.
Natomiast w szafach Bell zawitały produkty do makijażu, w składzie których znajdują się składniki pochodzenia naturalnego. Najbardziej zależało mi na rozświetlaczu, ale nie udało mi się go dostać. Ogólnie te kosmetyki ciężko jest dostać :(
Przy okazji wizyty w Biedrze kupiłam również maseczki marki Dermaglin.


W poprzednim poście opisałam kilka ulubionych kosmetyków z serii Lirene Natura KLIK, do mojej codziennej pielęgnacji stosuję przede wszystkim wspomnianych wyżej produktów oraz kosmetyków marki Bandi. Kilka rzeczy sprawdziło się u mnie świetnie, dlatego postanowiłam wypróbować kolejne: tonik morski, krem pod oczy oraz morski żel do mycia twarzy. A także Hydrolat lawendowy z Lirene Natura.
Dwa ostatnie produkty to nowość z Pantene odżywka do włosów Hair Biology oraz żel pod prysznic z olejkiem z mango marki Lirene.


Na zakończenie zakupy, które są widoczne pierwszym zdjęciu, czyli nowy kubek (Biedronka), płyta Sanah i woda toaletowa Tous Flora Touch.

Lipiec nie był najbardziej emocjonującym miesiącem w tym roku, wiele się nie wydarzyło. Rzecz jasna miałam inne plany na ten miesiąc, ale życie pisze własne scenariusze. Pierwszy raz pomyślałam, że ten rok mógłby się już skończyć, razem z tą pandemią, bo ostatnie statystyki znów przerażają.

Ciekawa jestem, jak Wam minął lipiec?
Pozdrawiam serdecznie!

Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger