Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja dłoni. Pokaż wszystkie posty

31.3.21

Denko numer trzy

Denko numer trzy

 

Marzec kończę pokaźnym denkiem, czyli pokaże jakie kosmetyki zużyłam w ostatnim czasie. Jest tego całkiem sporo, a to dlatego, że poprzedni tego typu post był jeszcze w ubiegłym roku. Nie są to wszystkie kosmetyki, które zdenkowałam, bo oczywiście kończąc niektóre przez pomyłkę od razu trafiły do kosza na śmieci. Nie ma też opakowań po maseczkach jednorazowych ponieważ ostatnio strasznie wybrudziły mi opakowania innych kosmetyków. Przejdźmy więc do konkretów.  

System oceniania:
+ jetem zadowolona, kupię ponownie
- nie jestem zadowolona, nie kupię ponownie
+/- nie jestem do końca zadowolona


Szampon, którego nie mogłam zużyć przez kilka miesięcy, bo był taki wydajny. Mowa o produkcie Tresemme, kupiłam go w Dealz za kilka złoty. Ładnie pachniał, dobrze się pienił i dobrze domywał włosy. Nie miałam chyba nigdy bardziej wydajnego szamponu. 
Ocena: +

Kolejny produkt do mycia włosów do szampon pokrzywowy marki Herbal Care. Trochę swędziałą mnie po nim skóra głowy, słabo się pienił. Mało wydajny.
Ocena: -

Widać, które produkty po jakie produkty sięgam najczęściej. Bardzo lubię testować różnego rodzaju produkty do pielęgnacji włosów, szczególnie odżywki. Udało mi się zużyć aż trzy marki Schwarzkopf. Najlepszą jest wersja czarna Ultimate Repair, jest to moje czwarte opakowanie. Włosy są po niej miękkie i dobrze się rozczesują, co zawsze podkreślam, że jest dla mnie najważniejsze. 
Ocena: +

Wersja czerwona i różowa niczym mnie pozytywnym nie zaskoczyły. Ta wersja różowa to totalny bubel, nie pomagała nawet w rozczesaniu włosów. Natomiast czerwona nie zauważyłam żeby faktycznie chroniła kolor.
Ocena: -

Kosmetyki do pielęgnacji twarzy

Tutaj zacznę od mojego ulubionego płynu micelarnego marki Soraya z linii Naturalnie. Już tyle razy o nim pisałam, bo go uwielbiam. Nie podrażnia i szybko rozpuszcza makijaż. Ostatnio kupiłam kolejne dwa opakowania.
Ocena:+
Kolejny płyn micelarny z firmy Bielenda, już chyba ta seria nie jest dostępna w drogeriach. Dobry płyn, ale nie tak dobry jak ten z Soraya, który lepiej radzi sobie z demakijażem. Poza tym po nim trochę lepiła się skóra. 
Ocena: +/-

Hydrolat/ tonik z chabru  marki Lirene, z mojej ulubionej serii Natura. Pisałam już o nim na blogu. Taki średniaczek, dobrze tonizował, ale nie zauważyłam by skóra po jego użyciu wydzielała mniej sebum lub by rozświetlał skórę. Hydrolat różany lepiej wspominam.
Ocena: +/-

I znów kosmetyki Lirene Natura. Cudowny Eco krem wygładzająco-regenerujący na noc. To była miłość od pierwszego użycia. Moja skóra go uwielbia. Obecnie testuję inne kremy na noc, ale ten nadal pozostaje moim hitem.
Dobre zdanie mam również na temat Eco kremu matujący z organiczna szarotką. Szybko się wchłania i jest bardzo wydajny. Po wchłonięciu skóra jest zmatowiona, gładka i całkiem fajnie nawilżona. Efekt matu utrzymuje się przez około 5h.
Ocena: +

O kosmetykach Lirene więcej przeczytacie w tym poście KLIK

Jeżeli natomiast komuś zależy na mega zmatowionej skórze polecam krem marki Duetus, ale od razu ostrzegam przed jego zapachem. Pachnie tak strasznie, że aż jego nakładanie było męczące. A przecież pielęgnacja powinna sprawiać nam przyjemność.
Ocena: +/-

Zawiodłam się na żelu Nivea. Nie chodzi o działanie, bo w tej kwestii nie ma się czego przyczepić, dobrze myje, pieni się, nie przesusza skóry, jest wydajny, ale jego zapach okazał się intensywny i bardzo sztuczny. Lubię, gdy żele mocno pachną, ale aż tak nie lubię gdy jest to sztuczny zapach.
Ocena: +\-

Natomiast żel pod prysznic Lirene z olejkiem z mango, nie dość że pachnie wg mnie pięknie to jeszcze super pielęgnuje skórę. To idealny produkt dla osób, które nie przepadają za balsamowaniem, albo tak jak ja są zbyt na to leniwi. 
Ocena: +

Cudowny olejek ochronny do włosów marki Garnier, tak w nazwie ma słowo "cudowny". Wieloletni ulubieniec, bardzo wydajny i super skuteczny. Kiedyś poleciła mi go koleżanka, dzięki niemu przestał rozdwajać mi się końcówki włosów i są mniej podatne na uszkodzenia wywołanie wysoką temperaturą. 
Ocena: +

Dezodorant do stóp FussWohl. Cóż ... pocą mi się stopy, zawsze gdy mam na stopach coś sztucznego, jak rajstopy, albo skarpetki ze słabym składem (wszystkie fajne wzory mają zawsze w składzie mniej niż 70% bawełny). Na szczęście ten dezodorant hamuje pocenie i maskuje przykre zapachy.
Ocena: +

Na koniec moje dwa ulubione kremy do rąk. Pisałam o nich całkiem niedawno. W czasie zimy niezastąpione. Mega dawka nawilżenia, do tego posiadają właściwości regenerujące i ochronne. 
Ocena: +


Znacie te kosmetyki?




29.1.21

Regeneracja i odżywienie z kremami do rąk Bielenda i Dermofuture

Regeneracja i odżywienie z kremami do rąk Bielenda i Dermofuture

Uwielbiam testować kremy do rąk, podobnie jak pomadki ochronne, o których pisałam ostatnio. I nie jest oczywiście tak, że mam napoczęte tylko jedno opakowanie kremu do rak. W tej chwili, jeśli dobrze kojarzę jest ich 5. Jednak dwa produkty na tle innych wyróżniają się swoim działaniem. Jak już widzicie po tytule ten wpis będzie dotyczyć kremu do rak marki Bielenda i Dermofuture.

Zanim przejdę do szczegółowego opisu produktów, zwróćcie uwagę na ich opakowania. Opakowanie kosmetyku Dermofuture jest zdecydowanie większe, a okazuje się, że samego  kremu w obu jest po tyle samo. Jak to łatwo jest manipulować klientem ;) Wybaczam jednak, ze względu na działanie ;)


Dermofuture Precision, Nawilżający krem do rąk ze śluzem ślimaka
cena: ok. 10 zł/ 50 ml

Zacznę od kremu marki Dermofuture, który od kilku miesięcy jest u mnie stałym bywalcem. Pierwsze opakowanie kupiłam chyba przed wakacjami, a teraz kończę trzecie. Ten krem jest taki jak lubię, nie ma intensywnego drażniącego zapachu, jest gesty, ale dobre rozprowadza się na dłoniach i szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Na początku trochę mnie irytowało opakowanie, nie lubię kremów do rąk z zakrętkami, zdecydowanie wolę te zamykane na "klik".
W składzie poza śluzem ślimaka znajduje się również olej ze słodkich migdałów, olej awokado oraz wosk pszczeli i witamina E. Ten krem najlepiej sprawdził się u mnie, gdy przez mydła antybakteryjne i częste dezynfekowanie dłoni, skóra między palcami zaczęła się łuszczyc i pękać. Ten krem przyniósł im  ukojenie, a także w bardzo szybkim czasie skóra się zregenerowała. Przestałam się wstydzić swoich dłoni. Krem poleciłam swojej mamie, podobnie jak ja jest zadowolona z jego działania. 

Minusem jest jego osiągalność. Kiedyś można go było kupić w Rossmannie, ale niestety jest już niedostępny. Dlatego gdy zobaczyłam dwa ostatnie opakowania w Aldim, od razu je wzięłam na zapas. Przy okazji kupiłam też wersję z pajęczym jadem, który daje natychmiastowy efekt wygładzenia.

Bielenda, Krem do rąk nawilżający `Coconut Oil`
cena: ok. 8 zł/ 50 ml

Na zakup kremu do rak z Bielendy zdecydowałam się, po tym jak dostałam przy okazji zakupów próbkę masła do ciała w wersji kokosowej. Zamiast do ciała zużyłam ją właśnie do rąk. A później pobiegłam do Rossmana i kupiłam krem do rąk. 

 Opakowanie jak dla mnie jest bardziej praktyczne niż kremu opisanego wyżej. Mniejsza tubka, bardziej poręczna i mniej powietrza w opakowaniu robi różnicę. Krem jest bardzo treściwy i gęsty. Myślałam, że będzie długo się wchłaniał, ale nie jest tak źle. Skład wzbogacony został o skuteczne składniki aktywne, takie jak olej kokosowy i masło Shea.
Teraz, przy minusowych temperaturach moje dłonie cierpią, jednak od razu po aplikacji tego kremu czuję ulgę. Dopiero ciepłe rękawiczki i ten krem dają mi odpowiednią ochronę przed zimnem i wiatrem. Ciesze się, że trafiłam na ten krem, bo takiego odżywienia moje dłonie właśnie potrzebowały zimą.
Kupiła już kolejne opakowanie, jednak tym razem skusiłam się na wersję z masłem kakaowym. Może będzie kolejny kosmetyczny hit?


Czy stosujecie rożne kremy do rąk zależnie od pory roku? 


4.11.20

Podsumowanie października| Haul kosmetyczny| "Gambit Królowej" i inne jesienne przyjemności

Podsumowanie października| Haul kosmetyczny| "Gambit Królowej" i inne jesienne przyjemności

 


Witajcie w listopadzie, albo liściopadzie ;)

Dopiero co przewracałam kartkę w kalendarzu na październik, a już listopad. Łapie się na tym, że idę do pracy w poniedziałek,  i już nagle piątek. Szkoda tylko, że weekendy też tak szybko mijają.
Październik był dla mnie miesiącem pełnym skrajnych emocji. Z jednej strony udało mi się odpocząć spędzając z koleżankami weekend w uroczej wiejskiej chatce, spacerując nad brzegiem rzeki i jedząc kiełbaski z ogniska. Byłam również na grzybobraniu, chociaż przywiozłam do domu więcej kleszczy na sobie niż grzybów w wiaderku, ale pogoda była idealna. Razem z Mężem wybraliśmy się na krótką wycieczkę i spacer po parku w Chlewiskach (fotorelacja pojawiła się już na blogu). Udało nam się wreszcie postawić ogrodzenie na działce. Z drugiej strony obecna dramatyczna sytuacja w Polsce związana z koronawirusem i strajkiem kobiet. Nie jestem w stanie zrozumieć, po co psuć coś, co dobrze funkcjonuje od wielu lat. Jestem zwolenniczka kompromisu i nie chcę zmian. I myślę sobie jeszcze, czy pandemia to odpowiedni moment na wprowadzanie zmian? Co rusz, to gorsza decyzja rządu. Na ten moment znów potrzebuję detoksu od wszelkich informacji z kraju. 
 

W październiku starałam się robić rzeczy, które sprawiały mi przyjemność i na które miałam akurat ochotę. Ciepła herbata z cytryna, kocyk, lekki serial/ film/ książka, do tego piękny zapach z ulubionych świec.  To mój przepis na idealne jesienne popołudnie. Ostatnio odkryłam cudownie pachnące siwce marki DW Home, które mozna znaleźć w TK Maxx, polecam !
Największa frajdę sprawiło mi układanie puzzli, które czekały dwa lata aż je wyjmę z pudełka. Puzzle to świetny sposób, by oderwać myśli od trapiących nas problemów. Tak mocno skupiamy się na szukaniu kolejnych pasujących elementów układanki, że nie możemy po prostu myśleć o czymś innym. Dlatego lada dzień znów wyciągnę kolejne pudełko puzzli. 

Wracając do kocyka, filmów i seriali po raz nie wiem, który obejrzałam trylogię "Władcy Pierścieni". Mam ogromny sentyment to tych filmów,  znam je na pamięć, w tym niektóre dialogi i nigdy chyba nie będę miała dość.
Jak już jestem przy powrotach, to zaczęłam oglądać "Kochane kłopoty". Serial ten zaczęłam oglądać wiele lat temu, gdy byłam w wieku głównej bohaterki Rory - 16 lat, a teraz jestem starsza od jej matki. Ciekawy jest taki powrót po latach, kiedyś z zapartym tchem śledziłam losy nastolatki, teraz bardziej interesuje mnie życie trzydziestokilkulatki. Pamiętacie ten serial?

"Emily w Paryżu" to serial na temat, którego czytałam wiele skrajnych opinii. Gówna bohaterka, młoda i utalentowana Emily dostaje szansę pracy w Paryżu. Kolejne przeciwności losu pokonuje z uśmiechem na ustach i wrodzonym optymizmem. 
Dla mnie był to serial z kategorii tych lekkich i przyjemny, a w październiku głownie takiej właśnie rozrywki potrzebowałam. Ładni ludzie, ładny Paryż, ładne stroje. Wielu osobom kojarzy się z filmem "Diabeł ubiera się u Prady", mnie również. Z chęcią obejrzę drugi sezon.

Natomiast ostatnio również na Netflixie obejrzałam  "Gambit królowej". Zainteresował mnie ten serial z dwóch powodów: wysokich ocen i tego, że gra w nim Marcin Dorociński. 
Beth jest sierotą, która trafia do sierocińca. Tam po raz pierwszy gra w szachy. Okazuje się, że ma niebywały talent. W krótkim czasie zostaje najlepszą szachistką stanową. Ale już jako 9-latka zaczyna być uzależniona od leków psychotropowych. Szachy stają się jej obsesją, chce zdobyć tytuł arcymistrza i pokonać Vasily Borgov - najlepszego gracza na świecie. 

Nie spodziewałam się, że serial rozgrywkach szachowych tak mnie wciągnie. Wszystkie 7 odcinków obejrzałam w jeden dzień. Nie mam do czego się przyczepić. Wszystko w tym serialu jest idealne. Odcinki są na równym poziomie, nie ma przegadanych scen, czy jakiś niepotrzebnych wątków pobocznych, które odwracały by uwagę od głównej bohaterki. Piękne kostiumy i scenografia. A aktorka wcielająca się w Beth ma mega hipnotyzujące spojrzenie i charyzmę, ciężko oderwać od niej oczy.  Dla mnie ten serial jest fenomenalny, ale wiem, że nie wszystkim się spodoba i niektórzy mogą uznać go za nudnawy. 

 

Stałym elementem, każdego podsumowania miesiąca są haule kosmetyczne. Tym razem nie mogło być inaczej. Zacznę od kolorówki marki Bell, którą można dostać w Biedronkach. "Żałuję", że odkryłam limitowane serie wypuszczane przez Bell, ponieważ mam ochotę wypróbować absolutnie wszystko. Tym razem inspiracją do powstania nowej kolekcji były róże. Skusiłam się na brązujący róż do policzków, rozświetlacz oraz aksamitną płynną pomadkę, która dla mnie okazała się największym hitem. W tym miesiącu planuje napisać post o moich ostatnich odkryciach z kolorówki i na pewno pojawi się ona w tym poście, a także inne kosmetyki z Bell. 

Kolejne włosowe nowości kupiłam do przetestowania. Zainteresowały mnie kosmetyki z nowej serii OnlyBio. Zależało mi na peelingu, ale akurat wszędzie był wykupiony. Na pocieszenie wzięłam olejek zabezpieczający końcówki włosów, już mogę powiedzieć, że jest dobry oraz odżywkę emolientową przeznaczoną do włosów, które się trudno rozczesuje i puszą się. Teoretycznie odzywka idealna dla mnie, a tak nie jest.
Kolejne dwa produkty to maska Kallos z kreatyną, miałam wiele rodzajów i każda dobrze się u mnie sprawdzała oraz szampon z aloesem z Biedronki.

Ostatnie kosmetyki to moje dwa ulubione kremy do rąk marki Dermofuture, uwielbia!, rozjaśniająca maseczka z witamina C z Bielendy oraz punktowy żel na wypryski od Eveline, który całkiem dobrze radzi sobie z pojedynczymi krostkami. 

Wiem, że dla wielu osób listopad to jeden z najgorszych, jeśli nie najgorszy miesiąc w roku, dlatego Kochane dbajcie o sobie, o swój komfort psychiczny, wypoczywajcie i nie dajcie się jesiennej chandrze ani Covidowi.

Ściskam Was mocno! :*


26.6.20

Pielęgnacja dłoni| Maseczki Isana i Eveline

Pielęgnacja dłoni| Maseczki Isana  i Eveline

Ciągłe mycie rąk i ich dezynfekowanie wpływa niekorzystnie na skórę dłoni. Są przesuszone, podrażnione, brakuje im porządnej dawki odżywienia i ogólnie proszą o więcej uwagi.
Od mydła antybakteryjnego, które używam w pracy dostałam okropnej bolącej wysypki. Pomógł mi aloes, który ma właściwości kojące. Od ciągłego używania płynów na bazie alkoholu dłonie stały się przesuszone i szorstkie.  Czasem sam krem to za mało by poradzić sobie z takimi problemami, dlatego postanowiłam przetestować maski do rąk.


ISANA maska do rąk w rękawiczkach, Olejek Macadamia
cena: ok. 13 złOpakowanie maseczki do dłoni Isana, zawiera dwie białe rękawiczki intensywnie nasączone esencją.
Rękawiczki są duże, ale  wygodne w noszeniu, dodatkowo w celu zabezpieczenia by nie zsuwały się z rąk, można ścisnąć je (dołączoną) taśmą wokół nadgarstków.  Chociaż rękawiczki są jednorazowe, ja użyłam ich dwa razy, gdyż  płynu w tych rękawiczkach było naprawdę dużo i po jednym razie nie wszystko wchłonęła skóra. Esencja zawiera olejek macadamia i masło shea. Ma również przyjemny słodki zapach. 

Dłonie po zastosowaniu tej maski były miękkie i dobrze nawilżone. Maska przynosi ukojenie moim suchym dłoniom. Zauważyłam również, że skóra stała się delikatnie jaśniejsza. Niestety, po całym dniu ręce znów domagały porządnego nawilżenia. Kupując ten produkt spodziewałam się chociaż kilkudniowego efektu. Działanie tej maski mogę porównać do działania dobrego kremu do rąk. Liczyłam na lepsze efekty.


Eveline, Hand Therapy Professional, Profesjonalna parafinowa maska do rąk
cena: ok. 3 złKolejny produkt to maska parafinowa o właściwościach odżywczo-nawilżających. W jednorazowej saszetce znajduje się dość sporo produkty, ja zużyłam opakowanie na raz, nałożyłam grubą warstwę na dłonie, ale spokojnie wystarczyło by mi na dwie aplikacje. Maska ma konsystencję kremową i jest bardzo tłusta, a pod wpływem ciepła staje się rzadsza. Przyjemnie pachnie i łatwo się rozprowadza.
Maskę nałożyłam na około 30 min., przez ten czas trzymałam dłonie w rękawiczkach. Maska właściwie wcale się nie wchłonęła, nadmiar usunęłam, a  zostawiłam jedynie cienką warstwę na dłoniach na całą noc.
W tym przypadku działanie maski pozytywnie mnie zaskoczyło. Dłonie były niesamowicie gładkie, nawet po peelingu nigdy nie były takie miękkie i jedwabiście gładkie.  A efekt ten utrzymywał się przez wiele dni. Poza tym skóra była odżywiona, zregenerowana i nawilżona.


Czy stosujecie poza kremem do rąk inną pielęgnacje do skóry dłoni?



12.11.19

Odrobina koloru w pochmurny dzień| lakiery do paznokci trendy

Odrobina koloru w pochmurny dzień| lakiery do paznokci trendy
Pisany przy kubku herbaty
Wraz ze zmianą pór roku zmieniam garderobę na cieplejszą, a także jej kolorystykę. W lecie noszę jasne kolory, beże, biele itp. Natomiast jesienią, dominują w mojej szafie zdecydowanie ciemniejsze kolory. Podobnie jest z kolorami na moich paznokciach. Rezygnuję z nudziakowych odcieni, na rzecz intensywniejszych barw. Bardzo lubię malować paznokcie i rzadko kiedy nie mam na nich lakieru. Stawiam na tradycyjne lakiery do paznokci, jakoś nigdy nie przekonałam się do hybryd.

Według kobiecych czasopism najpopularniejszymi kolorami w sezonie jesień- zima 2019/2020 są odcienie zieleni, szczególnie butelkowa i zgaszona, ciepłe odcienie brązu, neutralna szarość, czerwień, musztardowy odcień żółci, oraz kolor śliwkowy i zgaszony pomarańczowy. Jeśli chodzi o zdobienia to w tym sezonie warto postawić na minimalizm, geometryczne wzory, kolory metaliczne, ewentualnie kolorowy french.
Przeglądając swoją (niemała) kolekcję lakierów zauważyłam, że kilka z nich wpisuje się w obowiązujące trendy.  A najczęściej na moich paznokciach będzie można zobaczyć kolory lakierów ze zdjęć poniżej.

Zgaszona zieleń to lakier Sally Hansen Color Therapy  nr 480, butelkowa zieleń to lakier Golden Rose WOW! nr 71
Ten kolor to połączenie różu, czerwieni i odrobiny fioletu, w każdym świetle wygląda inaczej, do tego ma w sobie złoty shimmer, Sally Hansen Color Therapy nr 191
Jasny metaliczny brąz to lakier Catrice ICONails nr 11

Od jakiegoś czasu poszukuję też lakieru w kolorze ciemnomusztardowym, czy też zgaszonym żółtym. Jak widzicie na pierwszym zdjęciu jest wśród tych lakierów właśnie taki kolor, ale jest tak słabej jakości, że po jednym dniu odpryskuje z paznokci. Może macie namiary na jakąś firmę posiadającą taki kolor w ofercie?

Kolor złoty to lakier Sally Hansen Miracle Gel nr 510, metaliczne lakiery to Golden Rose Metals, czerwony nr 111, fioletowy 113



Śledzicie paznokciowie trendy?
Jesteście zwolenniczkami tradycyjnych lakierów czy hybrydowych?

14.5.19

Kosmetyki, których więcej nie kupię| Vianek, Sylveco, Make Me Bio, Selfie Project

Kosmetyki, których więcej nie kupię| Vianek, Sylveco, Make Me Bio, Selfie Project
Ten post będzie dotyczyć kosmetyków, z których nie jestem do końca zadowolona. Nie mogę powiedzieć o nich, że są bublami. Oczekiwałam od nich efektów WOW, a okazały się przeciętne. Może źle je dobrałam do mojego typu cery. Po prostu nie jestem zadowolona z ich działania, czy też braku działania. Chociaż część z nich jest Wam pewnie znana i często są polecane w blogosferze.


Selfie project Lekki krem matująco- nawilżający

Krem Selfie project stosowałam pod makijaż. To taki typowy średniaczek. Nie rolował się, gdy nakładałam pokład. Całkiem dobrze też nawilżał. Jednak najbardziej zależało mi na zmatowieniu skóry i tego ten krem nie robi. Już po godzinie znów się świecę. Nie zauważyłam też żeby moja skóra była w jakikolwiek sposób upiększona jak obiecuje producent. Ot, zwykły krem pod makijaż.


Vianek Regenerujący krem do rąk z ekstraktem z morwy

Kremów do rąk zużywam bardzo dużo. Pisałam już na blogu o dwóch świetnych kremach do rąk marki Cien Food for skin Bielenda Japoński krem do rąk, link do postu KLIK. Największa wadą kremu Vianek jest to, że długo się wchłania i dłonie pokrywa tłusty film. Mogłam używać go tylko na noc. W cenie jednego kremu Vianek (ok 15 zl) lepiej kupić kilka opakowań kremu Cien z Lidla, który lepiej nawilża i regeneruje.


Sylveco Tonik Hibiskusowy

Zacznę od tego, że nie wiedziałam jak aplikować ten tonik. Zaczęłam używać tak jak wszystkich innych toników, czyli przecierałam twarz nasączonym płatkiem kosmetycznym. Nie była to przyjemna czynność, miałam wrażenie, że pocieram twarz suchym wacikiem. Musiałam wylewać odrobinę na dłoń i potem rozprowadzić po twarzy. Nie zauważyłam spektakularnych rezultatów. Skóra po nim lekko się kleiła, nawilżenie było słabe, nie łagodził podrażnień, słabo odświeżał. Znalazłam dla niego inne zostawanie, używałam go na włosy przed aplikacją olejków. Zauważyłam, że lepiej wtedy działają na włosy.


Make Me Bio Woda Rożana

Wodę różaną stosowałam jako tonik. Niestety zawiodłam się bardzo. Skóra po użyciu tej wody była bardzo napięta, natychmiast musiałam sięgać po krem nawilżający. Nie nawilża, było wręcz odwrotnie, po tygodniu stosowaniu, zauważyłam, że skóra bardzo się przesuszyła i zaczęły się pojawiać zmiany trądzikowe. Z plusów, ma delikatny różany zapach, który nie drążni.



Jakie kosmetyki, które w blogosferze były hitem  u Was się nie sprawdziły?



3.5.19

Podsumowanie kwietnia| Nowości kosmetyczne| Avengers: Koniec Gry| Wielkanocny spacer i plany podróżnicze

Podsumowanie kwietnia| Nowości kosmetyczne| Avengers: Koniec Gry| Wielkanocny spacer i plany podróżnicze
Witam Was w maju! :)  Szczególnie witam nowych Obserwatorów, super, że jesteście.
Jak  spędzacie majówkę? Aktywnie czy domowo? Ja wczoraj razem z rodziną byłam w Kazimierzu Dolnym, na szczęście pogoda dopisała. Co raz częściej myślę o wakacjach i innych wiosenno-letnich podróżach. Oby tylko weekendy były ciepłe i słoneczne. Tematem przewodnim tegorocznych wycieczek będą ruiny zamków i pałaców. Chciałabym odwiedzić takie miejsca jak: Szydłów, Bodzentyn, Włostków, a poza tym Busko Zdrój, Lublin, Kraków, Opatów.

 W drugi dzień Świąt pojechaliśmy z Mężem do Rezerwatu Skałki Piekło nad Niekłaniem w woj. świętokrzyskim. Zdecydowanie lepiej spacerowało się nam, niż siedziało za stołem. A miejsce nas oczarowało. Zaledwie godzinę drogi od domu znaleźliśmy miejsce niezwykłe. Skałki ciągną się na długości ok kilometra i mają nawet 8 metrów wysokości. Świetne miejsce na spacer.


Czas na zakupy :D Na pewno wszystkie słyszałyście o promocji w Rossmannie na kolorówkę. Z tej promocji korzystam zawsze.


Najbardziej zależało mi na zakupie podkładu lub kremu BB. Po obejrzeniu kilku filmików na yt zdecydowałam się na zakup kremu BB z Bourjois. Jaśniejszy odcień jest odpowiedni dla mnie na teraz, a ten ciemniejszy, będzie w sam raz gdy się opalę. Kolejny produkt, który był często polecany do puder z Bell, który daje satynowe wykończenie. Jest świetny! Zadowolona jestem również z paletki cieni CandyBox z Lovely. Kupiłam również dwa korektory, bazę pod cienie Lovely i tusz do rzęs z Eveline.

Poza kolorowką kupiłam jeszcze kilka produktów do pielęgnacji. Nie mogło zabraknąć mojego ulubionego płynu micelarnego z Garniera, którego używam od kilku lat i jest dla mnie najlepszy. Do pielęgnacji twarzy kupiłam żel nawilżający z Isany. Dzięki jednej z Was przypomniałam sobie o olejku Alterra, którego kiedyś używałam do olejowania włosów, w tej roli spisuje się świetnie. Jeżeli już mówimy o powrotach, to po dość długim czasie ponownie kupiłam tonik antybakteryjny Ziaja Liście manuka. W łazience zawsze mam krem z pompką, gdy się spieszę wychodząc do pracy, lepiej sprawdza się takie opakowanie niż zakrętka, dlatego kupiłam krem z Bielendy. Jako dodatek do miesięcznika Zwierciadło była maska Vianek do włosów farbowanych. I na końcu został nowy zapach na wiosnę DKNY be Delicious Fresh Blossom, owocowo-kwiatowe połączenie- takie zapachy lubię najbardziej.


Ubolewam, że w kwietniu byłam tylko raz w kinie. Słaby był repertuar w tym miesiącu. Za to film na jaki poszłam, był najbardziej wyczekiwanym filmem przez zemnie w tym roku. Jestem fanką filmów o superbohaterach. Jako dziecko oglądałam z bratem bajki o Spidermanie czy Batmanie. Obejrzałam wszystkie filmy z Avengersami. A po ostatniej scenie z "Avengers: Wojna bez granic" zaczęłam odliczać dni do premiery "Avengers: Koniec gry". Film oczywiście bardzo mi się podobał, jednak jest kilka "ale", nie do końca spodobało mi się rozwiązanie z podróżami w czasie, postać Thora z jednej strony zabawna, ale czy takie wspomnienie pozostać widzom po tym superbohaterze? Nie chcę jednak spoilerować więcej, tym którzy jeszcze nie oglądali tego widowiska. Czy chodzicie na tego typu filmy? Czy Wasi mężczyźni oglądają filmy o superbohaterach?
Jeszcze o jednej premierze muszę wspomnieć, w kwietniu miał premierę 8 sezon "Gry o Tron". Dwa lata temu obejrzałam wszystkie odcinki w trakcie urlopu. Zaczynałam popołudniu, a kończyłam o 4 nad ranem, albo i później. Oglądacie?


W kwietniu udało mi się przeczytać dwie książki: pierwsza część trylogii Katarzyny Michalak pt. "Pisarka". Autorka w tej powieści zawarła dużo wątków biograficznych. Pisarka to opowieść o młodej dziewczynie, której los nie oszczędzał, rodzice jej nie szanowali, a jedyną osobą na której mogła polegać była babcia. "Pisarka" to także książka o przyjaźni i uczuciu, które zrodziło się miedzy dawnymi przyjaciółmi z podwórka Weronice i Wiktorze.
Kolejna książka to "Madame Pylinska i sekret Chopina", autorstwa Érica-Emmanuel Schmitta. Ta książka jest skierowana przede wszystkim do miłośników muzyki, szczególnie klasycznej i Chopina. Autor opisał w niej swoją przygodę z muzyką tego słynnego polskiego kompozytora, swoich lekcjach gry na fortepianie u Polki madame Pylińskiej. Éric-Emmanuel Schmitt należy do moich ulubionych pisarzy, mam najwięcej przeczytanych jego książek na swoim koncie, a także całkiem sporo książek w swojej biblioteczce.


Na zakończenie kilka informacji co znajdzie się na blogu w tym miesiącu. Zaplanowanych mam 9 postów. Najbliższy będzie dotyczyć peelinów do skóry głowy, czy trzeba je stosować? Tematem miesiąca będą rośliny w domu i jakie warto mieć u siebie. Pojawi się również post filmowy, z ulubionymi kosmetykami do włosów, a także wpis podróżniczy. Zapraszam do śledzenia mojego bloga.


A jak Wam minął kwiecień?
Czekam na wasze komentarze :)





8.4.19

Kremy do rąk idealne do torebki | Food for skin Cien z papają oraz Japoński krem do rąk wygładzający Bielenda

Kremy do rąk idealne do torebki |  Food for skin Cien z papają oraz Japoński krem do rąk wygładzający Bielenda
blog pisany przy kubku herbaty

Kremy do rąk to produkty pielęgnacyjne, które stanowią podstawę mojej codziennej pielęgnacji przez cały rok. Niestety, bardzo często miewam przesuszoną skórę. A przecież piękne i zadbane dłonie to wizytówka każdej kobiety. Mimo, że mamy wiosnę za oknem, często wieje chłodny wiatr, który niekorzystanie wpływa na kondycję skóry dłoni. Dlatego krem do rąk muszę mieć w torebce, pracy i domu. Do torebki najchętniej kupuje kosmetyki w mniejszych i bardziej poręcznych opakowaniach. Ostatnio trafiłam na dwa bardzo dobre kremy do rąk w małych opakowaniach: Japoński krem wiśnia+jedwab Bielenda oraz krem Odżywczy Food for skin Cien.


Japoński krem do rąk Bielenda Japan Beauty wiśnia+jedwab kupiłam w Rossmannie, jego cena regularna to 8 zł. W tym małym opakowaniu o pięknej szacie graficznej znajduję się 50 ml produktu. Krem ma intensywny zapach, połączenie wiśni i słodkiej woni kwiatów, który utrzymuje się jeszcze długo po aplikacji. W składzie na wysokiej pozycji znajduje się masło Shea, mocznik, ekstrakt z wiśni, proteiny jedwabiu.
Krem do rąk Bielenda Japan Beauty doborze się rozsmarowuje i wchłania. Jest bardzo wydajny i treściwy. Skóra po jego aplikacji jest niesamowicie gładka, a dłonie pokrywa delikatna jedwabista warstwa. Świetnie nawilża i regeneruje skórę. Jestem z jego działania bardzo zadowolona.


Krem do rąk, Cien Food for skin, odżywianie z papają dostępny jest w Lidlu. Za 50 ml opakowanie zapłaciłam ... aż 1,99 zł.  Nie przypuszczałam, że za tak niewielka kwotę można kupić, tak dobry kosmetyk. Niewątpliwą zaletą tego kremu jest skład, według producenta aż 95% składników jest pochodzenia naturalnego.
Krem do rąk marki Cien pachnie zdecydowanie mniej intensywnie od japońskiego kremu Bielenda. Ciężko jest mi zdefiniować ten zapach, niestety dla mnie nie jest on zbyt przyjemny. Ma również lżejszą konsystencję, jest też rzadszy. Oczywiście szybko się wchłania i dobrze się rozsmarowuje. Nie pozostawia tłustego filmu na skórze.W działaniu jest tak samo dobry jak opisany wyżej krem do rąk z Bielendy.


Podsumowując: Zarówno krem z Bielendy jak i marki Cien mogę Wam serdecznie polecić. Ich małe opakowania nadają się w sam raz do kobiecej torebki. Dobrze nawilżają i regenerują skórę. Odkąd używam tych dwóch kremów poprawiła się kondycja również moich paznokci i skórek. Polecam!


O tych kremach było ostatnio głośno w blogosferze, czy skusiłyście się na któryś?


Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger