Pokazywanie postów oznaczonych etykietą temat miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą temat miesiąca. Pokaż wszystkie posty

19.5.21

Temat miesiąca: Porządki w nieminimalistycznej szafie

Temat miesiąca: Porządki w nieminimalistycznej szafie

 


Przez kilka ostatnich dni robiłam generalne porządki w mojej garderobie. Powinnam była to zrobić już w ubiegłe wakacje. Jednak miałam ciągle nadzieje, że  uda mi się schudnąć ;) Co prawda jest mnie nieco mniej, ale na pewno już nie wrócę do rozmiaru 34/ 36. Pozbyłam się wszystkiego w rozmiarze xs i s, a także ubrań których nie miałam na sobie przez ostatnie dwa lata.I to jest moja główna zasada, którą kieruję się przy wszelkich porządkach w szafie. Jeżeli nie miałam na sobie danej rzeczy przez te kilkanaście miesięcy to znaczy, że coś mi w niej przeszkadza, źle leży, albo już mi się nie podoba.

W sumie pozbyłam się dwóch wypchanych po brzegi niebieskich toreb Ikea ubrań. Dałam im drugie życie, bo trafiły w większości do córki koleżanki. Ta dziewczyna nie znosi zakupów ubraniowych więc to, że prosto do jej rąk trafiło jednorazowo tyle ciuchów podobno bardzo ją ucieszyło, przynajmniej tak przekazała mi to koleżanka.  Część ubrań zaniosłam również do kontenera na odzież. 

 

Lubię ubrania i lubię je kupować. Nie będę  tego ukrywać. Wiem, że takie podejście i chwalenie się tym może u kogoś wywołać oburzenie, bo w końcu panuje moda na minimalizm i na szafy kapsułowe. A ja z premedytacją chwale się tym, że mam szafę pełna ubrań i mam się w co ubrać, o dziwo!

Od wielu lat czuję presje, że powinnam zrezygnować z kupowania ciuchów,  ewentualnie kupować w sh, że przyczyniam się do zaśmiecania Ziemi itp. Dlatego podjęłam się wielu prób zmiany podejścia do rzeczy, które noszę. I zawsze kończyło się frustracją i totalną klapą. 

Może się wydawać, że skoro mam szafę pełna ubrań, pewnie kupuje, co popadnie. Otóż nie. Wbrew pozorom robię zakupy z głowa.

Zasady, którymi się kieruję:

1. Skład przede wszystkim. Kiedyś miałam zbyt wiele ubrać z poliestru, w których czułam się jakbym nosiła worek foliowy. Obecnie stawiam przede wszystkim na naturalne materiały jak bawełna. Mam również wiele koszul i bluzek wykonanych z wiskozy. O tym materiale nie można powiedzieć, że jest naturalny, choć jest wytworzony z naturalnych składników. Mimo wszystko ubrania wykonane z wiskozy fajne układają się na ciele, a sama tkanina jest materiałem przewiewnym i skora może w nim oddychać.

2. Jedna rzecz musi pasować do kilku zestawów.

3. Nie kupuję jednorazowych ubrań np. na szczególne okazje. Dotyczy do głownie weselnych sukienek. W tego typu uroczystościach uczestniczę średnio raz w roku, a typowo weselnych kreacji nie miałam bym gdzie później nosić. Kiedyś właśnie koleżanka mi wygarnęła, że moje weselne kreacje są zbyt skromne, jak na takie uroczystości. Tylko, że ja mogę później taką sukienkę założy ponownie na komunię, chrzciny czy inną uroczystość rodziną, a ona sama przyznała, że jej ciuchy wiszą w szafie i często to jednorazowy zakup.

4. Czekam na wyprzedaże. Nie lubię przepłacać i wole poczekać, aż pojawią się promocje i wyprzedaże w sklepach. Nie są mi straszne długie kolejki do przymierzalni czy wertowanie kilometrów wieszaków w poszukiwaniu jakichś perełek wyprzedażowych.

5. Nie podążam ślepo za modą. Jestem świadoma wad i zalet swojej figury, a także tego gdzie pracuje i jaki styl życia prowadzę. Dlatego choć modne są wszelkiego typu crop topy, bluzy, te ubrania nie są dla mnie. Podobnie jeansy z wielkimi dziurami. Zawsze wybieram z bieżących trendów coś dla siebie, ale to co najbardziej pasuje do mnie i mojego trybu życia. 

Przyznaję się, kiedyś moja szafa i zakupy wyglądały inaczej. Kupowałam ubrania pod wpływem impulsu, mniejsze bo może schudnę, bardzo niska cena to trzeba wziąć.
Największe pozytywne zmiany zaszły w moim myśleniu i podejściu do zakupów po przeczytaniu  książka Kasi Tusk "Elementarz Stylu". Treści w niej zawarte i cenne wskazówki pomogły mi stworzyć podstawy dobrze dobranej garderoby. Wtedy faktycznie miałam minimalistyczną szafę, bo pozbyłam się wszystkich poliestrów, źle skrojonych ubrań i takich które totalnie do mnie nie pasowały,a kupiłam bo była wyprzedaż. Gdy skompletowałam podstawę w stonowanych i pasujących do siebie kolorach i wzorach, a w rzeczywistości kupiłam jakieś 80%  rzeczy, które można zobaczyć na zdjęciach w książce, uzupełniłam garderobę o ciuchy, które odpowiadają moim preferencjom (głownie ubrania w kwieciste wzory).

 

Widzę, że mój styl ciągle ewoluuje. Ja się zmieniam i to co nosze również się zmienia. W sumie można powiedzieć w takim przypadku, że nie mam swojego stylu ;) To co jest charakterystyczne dla mnie, co widzą znajomi i z czym im się kojarzę, to kolory, kwieciste materiały i paski. Tego w mojej szafie nigdy nie brakuje. A gdy ubiorę się na czarno dostaję pytania czy coś się stało.
Często to, co mam na sobie oddaje mój nastrój. Dlatego często rano szykując się do pracy zmieniam decyzję dotyczących stroju. Wstaję lewą noga i wtedy idą w ruch ubrania w ciemniejszych kolorach i odwrotnie. Pandemia również przyczyniła się do tego co aktualnie nosze i do zmiany mojego "stylu", bo częściej sięgam bo wygodne bluzy i sportowe buty, a dużo rzadziej nosze sukienki i dopasowane rzeczy.


Ciekawa jestem jakie Wy macie podejscie do ubrań i czy lubicie zakupy odzieżowe.


29.8.20

Temat miesiąca: Czy potrafimy odpoczywać efektywnie?

Temat miesiąca: Czy potrafimy odpoczywać efektywnie?

Wydawać by się mogło, że najprostszą rzeczą na świecie jest odpoczywanie. Co może być w tym trudnego? Każdy ma swój własny sposób na relaks, ale nie zawsze czuje, że odpoczywa. Sama złapałam się na tym, że nawet na wyjeździe wakacyjnym często żyję w pędzie. Mam mega długą listę miejsc wartych odwiedzenia i w krótkim czasie chce zbyt wiele zobaczyć. Tak było na Mazurach. Zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc, ale czy faktycznie wypoczęłam? Czasami zastanawiam się, czy dałabym radę zaszyć się na tydzień w jakieś małej chatce nad jeziorem i w ten sposób odpocząć. Bo wydaje mi się, że ciągle muszę sobie dostarczać jakichś bodźców. Jeżeli pozwolę sobie na "nic nierobienie" być może będą mnie męczyć wyrzuty sumienia, że jest tyle rzeczy do zobaczenia, a ja tak po prostu siedzę w jednym miejscu. Czy zawsze trzeba efektywnie wykorzystywać każdą godzinę w ciągu dnia?

Staramy się by nasze życie, było zaplanowane z dokładnością, co do minuty. Co gorsze, planujemy nawet odpoczynek, rozpisujemy w plannerach godziny, w których możemy odpocząć.  Byle tylko nie zmarnować czasu.

U mnie wyrzuty sumienia pojawiły się w trakcie kwarantanny. Widziałam jak inne dziewczyny, w tym czasie aktywnie działały, brały udział w kursach, brały się za remonty, robiły generalne porządki itp. A ja miałam ochotę na odpoczynek i regenerację. Ciągle biłam się z myślami, uważałam że MUSZĘ coś robić, a czytanie książek, porządne wysypianie się, oglądanie filmów jest marnowaniem czasu. Czy moje podejście oznacza, że jestem leniem?


Według naukowców coraz więcej ludzi żyje w pełnej mobilizacji przez cały rok. Przez co szybko pojawia się np. wypalenie zawodowe, permanentne zmęczenie, bezsenność. 

Dzieje się tak, ponieważ pojawia się strach, że idąc na urlop, przepadnie nam jakiś projekt, który pomógłby w awansie albo w firmie będą akurat wtedy wdrażane nowe rzeczy i będziemy do tyłu, przepadnie szansa na złapanie kilku nadgodzin i zarobieniu dodatkowych pieniędzy. W związku z tym zdarza się, że zamiast pozwolić organizmowi na regenerację, przeglądamy branżowe strony, żeby nie wypaść z obiegu, sprawdzamy regularnie skrzynkę mailową, myślimy nad kolejnymi zawodowymi przedsięwzięciami. Nie muszę chyba mówić, że takie podejście fatalnie wpływa na psychikę. 

Są też ludzie, którzy boją się urlopu, czasu bez pracy. Gdy pracują i mają zajęte umysły, nie mogą wówczas myśleć o życiu prywatnym, w którym źle się dzieje. Boją się konfrontacji z rzeczywistością i stawienia czoła problemom np. w związku, czy ze zdrowiem. 

W swoim otoczeniu mam takie osoby, które cieszą się, że z powrotu do pracy. Są bardziej zmęczone niż przed urlopem. Okazuje się, że zaplanowały w ciągu tych dwóch tygodni załatwić "milion" spraw, co zaowocowało totalnym wyczerpaniem. A poza tym, przebywanie ze wszystkimi członkami rodziny w domu, zamiast przynieść radość, wywołało u nich frustrację.  

Próbując różnych form relaksu, znalazłam swój prawie idealny przepis na odpoczynek. Wiem, że najciężej jest mi się zregenerować w domu. Nie potrafię oderwać od codziennej rutyny (pranie sprzątnie, zakupy, gotowanie). Wychodzę z założenia, że po to pracuję cały rok, żeby móc sobie pozwolić na przynajmniej tygodniowy wakacyjny wyjazd. Odpocząć od zawodowych, ale i domowych obowiązków. Dlatego bardzo spodobały mi się wyjazdy z biurem podróży. Nie martwię się o transport, noclegi, wyżywienie. Jedyne, o czym muszę pamiętać, to naładowanie baterii w aparacie. Chociaż nadal tkwię w schemacie, że muszę zobaczyć jak najwięcej. Dlatego wybieram wycieczki z bogatym programem zwiedzania. Co nie jest do końca dobre, bo jest to objaw leku przed utratą czegoś.  Wiem, że dla własnego dobra powinnam odpuścić. Zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej i włączyć tryb slow.

Niesamowicie istotnie jest, by każdego dnia znaleźć chwilę dla siebie na regenerację i odpoczynek. Może to być 15 minut spędzone z filiżanką aromatycznej kawy lub herbaty, długa kąpiel, zatrzymanie się w miejscu i wzięciu kilku głębokich oddechów, przeczytanie kilku stron książki, czy czasopisma, zrobienie ćwiczeń relaksacyjnych,  po prostu zrobienie tego, co sprawia nam najwięcej przyjemności. 
Kolejną ważną rzeczą jest nauczanie się odpuszczania i uświadomienie sobie, że świat się nie zawali i Ziemia nie przestanie się kręcić, jeżeli czegoś nie zrobimy, nie zobaczmy, czy coś przegapimy. 
Słowem klucz, jest słowo BALANS - czas na pracę, obowiązki domowe i na relaks.


Ciekawa jestem, jaki Wy macie stosunek do odpoczynku i urlopu? 

Wykorzystujecie wolne chwile na relaks czy jednak skupiacie się tym by ten czas, był jak najbardziej produktywny?


23.7.20

Wakacje w Polsce| Moje ulubione miejsca na dłuższy urlop

Wakacje w Polsce| Moje ulubione miejsca na dłuższy urlop
Blog przy kubku herbaty
Rewa

Niestety koronawirus wielu osobom pokrzyżował wakacyjne plany, mnie także. Razem z Mężem planowaliśmy wyjazd do Albanii.  Po powrocie z ubiegłorocznych wakacji na Bałkanach, zapragnęliśmy wrócić w te rejony. W głowie miałam jeszcze pomysł na krótki wypad do Rzymu. Cóż ....  jak nie w tym roku możne w następnym.
Kiedy było już wiadomo, że zagraniczne wycieczki nie będą możliwe decyzja o tym, gdzie pojedziemy zapadła szybko: kierunek polskie góry.
Oczywiście jest mi trochę żal tej Albanii, ale przecież nasz kraj ma tak wiele do zaoferowania. To ogromne szczęście mieć dostęp do morza i gór. W Polsce jest mnóstwo pięknych miast i pięknej przyrody. Życia by zabrakło żeby zwiedzić wszystko. Dlatego dziwie się niektórym osobą, które co chwila wybierają się na zagraniczne podróżne, a nie znają swojego kraju.
 "Cudze chwalicie, swego nie znacie."
Na zagraniczne wyjazdy otworzyłam się dopiero trzy lata temu, gdy już nasyciłam się naszym krajem i zapragnęłam zobaczyć coś więcej, poznać inne kraje, kultury, zwyczaje.
Jednak prawda jest taka, że nie  trzeba jechać tysiące kilometrów by się zachwycić. Jest wiele miejsc w Polsce do, których lubię wracać, a także wiele do, których bardzo bym chciała wrócić.
W tym poście pokrótce opisze miejsca, które darzę szczególną sympatią i jeżeli mam tylko taką możliwość chętnie do nich wracam.



"Niewiele do szczęścia potrzeba: trochę piasku, morza, nieba…"


Trójmiasto
Nigdy nie wiadomo, jaka pogoda nam się trafi w trakcie urlopu. Dlatego staram się wybierać takie miejscowości nad polskim morzem, które oferują coś więcej niż tylko miejsce do plażowania. Poza tym, bardziej od plażingu wolę aktywnie odpoczywać, zwiedzać i odkrywać nowe niezwykłe miejsca. Dlatego uwielbiam Gdańsk i ogólnie całe Trójmiasto. Tutaj nie można się nudzić, nawet gdy leje deszcz jest co robić. Warto zaznaczyć, że całe Trójmiasto jest bardzo dobrze skomunikowane i warto korzystać z SKMki, czy autobusów miejskich. Z miejscami parkingowymi szczególnie w sezonie jest trudno. Najwięcej ma nam do zaoferowania Gdańsk. Moja ulubiona plaża znajduje się w Brzeźnie (dzielnica miasta), jest mniej zatłoczona niż np. w Jelitkowie, kolejna to Stogi i plaża Sobieszewska. Wg mnie obowiązkowymi punktami na mapie, które każdy powinien odwiedzić to: półwysep Westerplatte, Twierdza Wisłoujście, Długi Targ z charakterystyczną Fontanną Neptuna , Dwór Artusa, Muzeum II Wojny Światowej, Bazylikę Mariacką Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz inne zabytkowe kościoły znajdujące się w okolicach starego miasta, Ogród Botaniczny w Oliwie ( przy okazji wysłuchać koncertu organowego w Katedrze Oliwskiej). Na przełomie lipca i sierpnia organizowany jest w Gdańsku Jarmark Dominikański, uliczki w tym czasie wypełniają się handlarzami i turystami, na straganach można kupić rękodzieło, regionalne przysmaki oraz całą masę niestety badziewnych gadżetów.

Gdańsk- Fontanna Neptuna

Gdańsk -rzeka Motława i  widok na stary żuraw

Będąc natomiast w Gdyni warto odwiedzić Akwarium (wizyta może trwać nawet kilka godzin). Gdzie znajduje się wiele ciekawych gatunków ryb z odległych zakątków świata. Zachód słońca warto podziwiać z bulwaru. Jest jeszcze jedno miejsce w okolicy Gdyni, które niestety znam tylko ze zdjęć, a które bardzo chciałabym zobaczyć to Klif Orłowski.
Sopot najbardziej kojarzy mi się z dwoma charakterystycznymi miejscówkami, czyli słynny monciak i Operą Leśną. Jednym z obowiązkowych punktów każdej wizyty w Trójmieście jest pokonanie pieszo, brzegiem morza, trasy z Gdańska do Sopotu, ok. 10 km.
 
Plaża w Sopocie

Sopockie molo i widok na Grand Hotel

Zachód słońca w Gdyni
Rewa

Moją nową nadmorską miłością jest Rewa, wieś położona tuż nad brzegiem morzem. Jest to świetna baza wypadowa, gdyż jest blisko do Trójmiasta, Pucka, czy na półwysep Helski. Ciekawym miejscem w Rewie jest tzw. Cypel Rewski, czyli około kilometrowa piaszczysta "kosa" wchodząca w wody Zatoki Puckiej. Raz w roku odbywa się tak zwany Marsz Śledzia, w którym to śmiałkowie pokonują mieliznę pieszo z Kuźnicy do Rewy. Korzystają z niej także dziki, wędrując i płynąc na Mierzeję Helską. Cypel dzieli plaże na dwie części jedną ze spokojną wodą i węższą plażą oraz  tą z szerszą plażą i  mniej spokojnym morzem.  Moja ulubiona trasa to spacer brzegiem morza do pobliskiej miejscowości Mechelinki na obiad, a idąc dalej dojść można na mecheliński klif, z którego rozpościera się przepiękny widok na Zatokę Pucką oraz Zatokę Gdańską.
Korzystając z lokalnej wypożyczalni rowerów warto wybrać się na przejażdżkę do dawnej Osady Łowców Fok w okolicach Rzucewa. Po drodze robiąc przystanki w Rezerwacie Przyrody Beka i Zamku w Rzucewie, w którym obecnie znajduje się hotel. 

Cypel Rewski



Klif w Mechelinkach i widok na Zatokę Pucką

Dawna Osada Łowców Fok w okolicach Rzucewa

Molo w Pucku

"Góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności."


Zakopane

Zakopane mogę porównać do Trójmiasta, ilość miejsc do zobaczenia jest ogromna. Każdy znajdzie coś dla siebie, zarówno Ci, którzy kochają wysokie góry, jak i Ci, którzy wolą podziwiać piękno dolinek. Jeśli o mnie chodzi lubię chodzić po górach, jak i spacerować malowniczymi dolinami. Moje ulubione doliny, to te najbardziej znane: Kościeliska, Chochołowska i Strążyska. Cechuje je to, że trasa jest raczej płaska, z niewielkimi nachyleniami terenu, bardzo łagodnie pnie się w górę, a ścieżka szeroka i kamienista oraz że prowadzi przez zacienione i nasłonecznione miejsca. 
Najbardziej znanym miejscem z całym Zakopanem jest Gubałówka, którą można zdobyć o własnych siłach lub wjechać kolejką, z jej szczytu rozpościera się przepiękny widok na panoramę Tatr. Kolejne znane miejsce to Krupówki, czyli najsłynniejsza ulica i deptak w Polsce. Znajdziemy tutaj wszystko: restauracje z regionalnym jedzeniem i nie tylko, hotele, centra handlowe, białego misia, dziesiątki straganów z pamiątkami, oscypkami i bibelotami.
Za największy mój sukces, jeśli chodzi o górskie wycieczki uważam wejście na Giewont. Droga był ciężka i bardzo męcząca, a gdy już byłam na szczycie spanikowałam, bo okazało się, że mam lęk wysokości. Bałam się zejść, a na Giewoncie zbyt wiele miejsca nie ma, przeraził mnie napierający tłum ludzi. Ale dałam radę i pokonałam własne słabości. O wiele lepiej wspominam wejście na Kasprowy Wierch, a potem spacer Czerwonymi Wierchami w Kierunku Kopy Kondrackiej i zejście do Kuźnic. Była to wielogodzinna wyprawa. Lubię we wspomnieniach wracać do widoków, które wtedy mi towarzyszyły z każdej strony.
Obowiązkowym punktem wyjazdu musi być oczywiście Morskie Oko, chociaż spacer asfaltową drogą jak dla mnie jest mało przyjemny, o wiele lepiej szło mi się do Doliny Pięciu Stawów. Jednak ten szlak jest o wiele bardziej wymagający i męczący.

W drodze na Kasprowy Wierch



Dolina Pięciu Stawów

Szczawnica

Jeżeli ktoś nie lubi tłumów i Zakopane jest dla niego zbyt męczące polecam odwiedzić Szczawnicę, do której uwielbiam wracać. Samo miasteczko jest ciekawe, a okolice obfitują w miejsca warte odwiedzenia. Szczawnica słynie z tego, że ma status uzdrowiska, panujący tutaj mikroklimat, sprzyja poprawie zdrowia i kondycji górnych dróg oddechowych.
Za każdym razem, gdy jestem w Szczawnicy nie mogę sobie odmówić dwóch rzeczy: spływ tratwą przełomem Dunajca, w trakcie którego flisacy zabawiają rozmową i anegdotami uczestników oraz wycieczka rowerowa ze Szczawnicy do położonego w Czechach Czerwonego Klasztoru. Trasa pieszo-rowerowa prowadzi wzdłuż Dunajca.
Kolejne miejsca godne uwagi w okolicach to: Wąwóz Homole, Szczyt Sokolica i Trzy Korony, Wodospad Zaskalnik, Rezerwa Przyrody Białą Woda, a trochę dalej Niedzica i Jezioro Czorsztyńskie.
Jeśli chodzi o samą Szczawnicę najbardziej lubię spacerować brzegiem potoku Grajcarek,  w upalne dni turyści chętnie spędzają czas leżakując i kąpiąc się w zimnej rzece. Kolejna atrakcja to wjazd kolejką linową na Palenicę. Po całym dniu spędzonym na szlaku idealnym miejscem na odpoczynek jest Park Górny (jest też drugi park w Szczawnicy tzw. Dolny), w którym znajduje się m.in. Dworek Gościnny, czyli obecne centrum kulturalne miasta.
Spływ Przełomem Dunajca


Widok na Trzy Korony z Czerwonego Klasztoru

Na szczycie Palenicy

Zamek w Niedzicy

Jak Polska długa i szeroka jest mnóstwo miejsc wartych odwiedzenia. Dużo już widziałam ,ale jeszcze więcej przede mną.  Kocham podróże i uwielbiam zwiedzać Polskę.


Czy macie swoje ulubione miejsca na urlop w kraju, do których chętnie wracacie?


27.3.20

Temat miesiąca: 5 Zalet gier planszowych

Temat miesiąca: 5 Zalet gier planszowych
W normalnych okolicznościach zaczęłabym ten post od słów w stylu "weekend to idealny czas, by spotkać się ze znajomymi i zagrać w planszówki.". Jak to zwykle bywa, życie pisze własne scenariusze. Obecnie spotkania ze znajomymi są nielegalne. Na szczęście oferta gier dostępnych na rynku jest na tyle bogata, że można coś wybrać, by zagrać np. w duecie.

Częstomówi się o zaletach gier planszowych w kontekście dzieci. Jednak od kilku lat utrzymuje sie ogromne zainteresowanie grami również dla dorosłych. Imprezy przy planszówkach* już nikogo nie dziwią.  Dlatego skupię się na ogólnych zaletach gier, nie tylko pod kątem rozwoju dziecka.
(*mam na myśli wszystkiego rodzaju gry, utarło się już w społeczeństwie, że planszówki to nie tylko gry z tradycyjnymi planszami, ale i różnego rodzaju elementami, klockami itp.)



5 najważniejszych zalet gier planszowych

 Ćwiczenie umysłu
Gry to nie tylko rozrywka, ale idealny sposób, by ćwiczyć umysł, rozwijać zdolności poznawcze, spostrzegawczość i polepszać pamięć. Grając w np. gry strategiczne łatwiej i szybciej będziemy mogli rozwiązywać problemy. Ćwiczenie pamięci szczególnie ważne jest u osób starszych, dlatego zachęcam Was do znalezienia takich gier, w które będziecie mogli zagrać z dziadkami. Mojej Babci bardzo spodobała się gra "5 Sekund". Była bardzo przeciwna wzięciu udział w rozgrywce, a okazało się, że sprawiło jej to najwięcej radości.

Relaks 
Dobrze po całym tygodniu spędzonym w stresie spowodowanym np. pracą w gronie bliskich i tak po prostu się zrelaksować przy jakiejś grze. Gry są bardzo angażujące, nie da się myśleć o niczym innym. A jeżeli uda nam się wygrać, to już w ogóle super! Wreszcie jakiś sukces ;) W trakcie gry odpoczywają również nasze oczy. Każdy jest świadomy ile godzin dziennie spędzamy patrząc w ekrany komputerów, telefonów czy telewizorów.  Światło niebieskie uszkadza oczy.

Nawiązywanie bliższych więzi
Gry są świetnym sposobem na przełamanie pierwszych lodów. Gdy spotyka się kilka osób i nie wszyscy się znają, dzięki grze ludzie szybko się integrują. W takiej sytuacji byliśmy w Sylwestra, gdzie znaliśmy tylko gospodarzy. Graliśmy wtedy w "Czółko". Wszyscy uśmialiśmy się niesamowicie.
Inną grą, która naprawdę pomaga w nawiązaniu bliższych więzi i lepszym poznaniu bliskich jest "EgoFamili". Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na swój temat. Wg rodziny jestem osobą, która robi najlepsze zdjęcia, zawsze się spóźnia i najwięcej czasu spędza na zakupach.

Zdrowa rywalizacja
W grach planszowych nie zawsze chodzi o wygraną, najczęściej chodzi po prostu o dobrą zabawę, pozytywne emocje. Liczy się pokonywanie przeszkód i wyzwań, jakie stawia przed nami gra. Nie tylko dzieci, ale i dorośli w trakcie rozgrywek uczą się zasad fair play, zdrowej rywalizacji i pracy w grupie.

Różnorodność
Poza dobrze znanym nam grom jak chińczyk, karciane, szachy czy warcaby na rynku dostępnych jest mnóstwo gier różnego rodzaju, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie. Gry rodzinne, dla dzieci, towarzyskie, imprezowe, jest tego tak wiele. Gry pozwalają nam też chociaż przez chwilę stać się średniowiecznym królem, detektywem, biznesmena, czy ulubioną postacią z filmu. Możemy ryzykować i nie ponosić konsekwencji (nie licząc przegranej rozgrywki). Ich ceny są bardzo zróżnicowane. Zaczynają się już od kilku złoty. Można przecież pograć np. w statki, państwa i miasta, czy kalambury. Do tych gier potrzeba tylko kartek papieru i długopisów/ mazaków.
"Dzięki" ogólnokrajowej kwarantannie razem z Mężem odkryliśmy na nowo grę w statki i "Memory", które dostałam w dzieciństwie, gra ma około 22 lat ;) Może i Wy macie takie skarby, gdzieś pochowane.

Gry planszowe to również świetny pomysł na prezent. Od mojego Brata w prezencie ślubnym dostaliśmy "Gierki Małżeńskie". Gra jest rewelacyjna, mamy już za sobą wiele rozgrywek. Świetna na imprezę, ale i do gry tylko we dwoje. Jedna z kategorii to kalambury, te karty wykorzystujemy też oddzielnie, gdy akurat nie gramy z innymi parami.


Lubicie gry planszowe? 
Jakie są Wasze ulubione?

29.1.20

Temat miesiąca| Czy postanowienia noworoczne mają sens?

Temat miesiąca| Czy postanowienia noworoczne mają sens?
Początek roku zawsze sprzyja przemyśleniom i analizie ostatnich 12 miesięcy. Nowy rok może być początkiem nowego rozdziału w życiu, pojawia się nadzieja na nowe czy lepsze (życie, pracę, mieszkanie, miłość). Początek roku często zwiastuje zmiany. Pokuszę się o stwierdzenie, że większość z nas nie realizuje w 100% swoich planów rocznych, często jest to spowodowane słomianym zapałem, albo czynnikami na które nie mamy wpływu oraz rzeczami, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Niestety domeną współczesnych czasów jest to, że nie mamy pewności, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Mój brat mawia "Jedyną pewną rzeczą, jest to, że nie ma nic pewnego".

Jeżeli tak jak ja macie problemy z wcielaniem w życie wszystkich postanowień i planów, dobrze zrobicie wybierając jeden główny cel skupicie się na nim. Na pierwszym miejscu w tym roku, podobnie jak w ubiegłym będzie to zdrowie. Okazało się, że 12 miesięcy to za mało czasu, by nadrobić wieloletnie zaległości w tej kwestii.

Kolejnym skutecznym sposobem na realizację celów, jest planowanie krótkoterminowe. Nie uwierzę, że ktoś obrał za cel codzienne ćwiczenia i to zrealizuje. Liczy się realne podejście.  Czy "Będę ćwiczyć dwa razy w tygodniu, przez miesiąc" nie brzmi bardziej prawdopodobnie? Oczywiście, że tak. Krótkie terminy lepiej motywują do działania, niż planowanie długofalowe i bardziej odpowiadają naszym bieżącym potrzebom. Ważne są również konkrety. Zamiast "będę zdrowiej się odżywiać", od razu zaplanować zmiany w żywieniu, określić drogę, którą będzie się podążać by osiągnąć ten cel. Łatwiej jest z miesiąca na miesiąc przedłużać realizację danego postanowienia, niż założyć z góry, że przez cały rok będziemy coś robić.

W tym roku otrzymujemy jeden dzień gratis by móc zrealizować wszystkie plany ;)
Dodatkową motywacją może być system nagród (uwielbiam nagradzać samą siebie), podzielenie się z innymi swoimi celami (głupio będzie z nich zrezygnować, gdy np. cała rodzina wie, że chcieliśmy zapisać się na kurs językowy) lub znalezieni osoby, z którą wspólnie będzie się dążyć w wybranym kierunku.

Planowanie może poprawić nasze samopoczucie, ale może też spowodować odwrotny skutek. Dlatego najważniejsze jest podejście. Owszem ,można wiele zaplanować, wymyślić najróżniejsze i najdziwniejsze rzeczy, ale czy to będzie miało sens? Czy faktycznie jest to nam potrzebne, czy na siłę trzeba coś zmieniać w życiu? Tym bardziej, że nie mamy na wszystko wpływu.

Każdy dzień jest dobry, by wprowadzić zmiany zmiany w życiu, nie tylko początek roku, ale nie każdy musi na siłę coś zmieniać.
Postanowienia noworoczne będą mieć tylko wtedy sens jeśli będą przemyślane i jeżeli realnie ocenimy swoje siły. Metoda małych kroczków często okazuje się kluczem do sukcesu

Tak jak pisałam wcześniej jeden główny cel już mam na ten rok, kolejne plany związane są z podróżami na najbliższe 6 miesięcy, inne rzeczy, które chciałbym zmienić lub wprowadzić do swojego życia, jeszcze "dojrzewają" w mojej głowie.



Jak jest u Was z postanowieniami noworocznymi? Roicie sobie lite celów na dany rok? Udaje się Wam je realizować? A może wolicie krótkoterminowe wyzwania?



29.11.19

Temat miesiąca: Negatywne skutki stresu - moja historia

Temat miesiąca: Negatywne skutki stresu - moja historia
Szacuje się, że ponad 40% osób dorosłych w krajach rozwiniętych cierpi z powodu negatywnych skutków stresu. Natomiast, około 80% wszystkich wizyt lekarskich osób pracujących spowodowanych jest dolegliwościami, które spowodował stres. Można powiedzieć, że dotyka on każdego, bez względu na wiek, płeć czy wykonywany zawód.
Do sytuacji najbardziej stresujących należy śmierć bliskiej osoby, rozwód, separacja, choroba, przeprowadzka, zwolnienie z pracy, trudne relacje z szefem lub współpracownikami. Zdenerwowanie mogą wywołać również przyjemne sytuacje jak ślub czy urlop. Pierwszymi objawami stresu są: kłopoty żołądkowe, brak apetytu lub napady głodu, ból i zawroty głowy, spocone dłonie, biegunka, wypadanie włosów, nadkwaśność, bóle w klatce sercowej, problemy z koncentracją, drażliwość, niepokój, wahania nastroju. Gdy nasze ciało zaczyna wysyłać te sygnały nie należy ich lekceważyć. Ważne jest by wtedy zwolnić, odnaleźć równowagę, nauczyć się technik relaksacyjnych, zmienić trybu życia na zdrowszy, spędzać więcej czasu na świeżym powietrzu, zadbać o zdrowszą dietę. Jeżeli to zbagatelizujemy negatywne skutki stresu mogą przybrać na sile i może dojść do ogólnego osłabienia organizmu. Objawy przewlekłego stresu to: choroby serca, chroniczne bóle głowy, bóle kręgosłupa, cukrzyca, wrzody żołądka i dwunastnicy, rozregulowanie cyklu miesiączkowego.


Nie bez powodu ten post publikuję właśnie teraz. W tym tygodniu byłam  na zwolnieniu z powodu dużego bólu kręgosłupa. A źródłem tego bólu jest stres wywołany pracą. Od prawie 7 lat pracuję w placówce kulturalnej. Jestem najmłodsza w pięćdziesięcioosobowym zespole, chociaż przekroczyłam już trzydziestkę. Więcej osób jest po sześćdziesiątce niż po trzydziestce. Wytykanie mi młodego wieku, braku doświadczenia (nie tylko zawodowego, ale i życiowego) jest nagminne, do tego przez kilka pierwszych lat traktowano mnie jak "zapchajdziurę", czyli dawano mi prawie wszystkie zastępstwa, nadgodziny, pracę w weekendy. Wychodzono z założenia, że jestem najmłodsza i bez zobowiązań, to można mi zmieniać grafik z dnia na dzień, a nawet stanowisko pracy. Zdarzało się, że w ciągu jednego dnia pracowałam na trzech różnych piętrach wykonując przeróżne czynności. Oczywiście byłam jedyną osobą wyróżniana w ten sposób. Na szczęście już się to zmieniło, bo zmięłam się też ja.
Wykonywanie codziennych obowiązków w pracy mnie nie stresuje, lubię to co robię i sprawia mi to przyjemność. Jednak dość często muszę prowadzić zajęcia z dziećmi i młodzieżą oraz szkolenia dla dorosłych. I w takich momentach paraliżuje mnie strach. Zawsze towarzyszy temu ból brzucha, bezsenność i ogromne napięcie mięśni. Nigdy nie lubiłam wystąpień publicznych i wątpię żeby to się kiedyś zmieniło.
Kilka miesięcy temu zaczęły boleć mnie plecy w odcinku lędźwiowym i szyjnym. Z każdym tygodniem ból się nasilał, a w najgorszym momencie zaczęła mi drętwieć prawa strona ciała.  Diagnoza: ból spowodowany napięciem mięśni w wyniku długotrwałego stresu. Niestety, nie obyło się bez leków, które na szczęście mi pomagają, do tego w zaleceniach mam dużo odpoczynku, relaksu i ćwiczenia rozluźniające.
Wiem, że muszę nauczyć się odmawiać, być bardziej stanowcza i asertywna. A także spędzać więcej czasu robiąc rzeczy, które mnie relaksują i sprawiają, że zapominam o pracy. Nie jest to łatwe, ale dla własnego dobra muszę to zrobić, bo ból bywa trudny do zniesienia. A nie chcę rezygnować z pracy.



Ciekawa jestem, co Was w codziennym życiu najbardziej stresuje?
A może jesteście odporne na stres?


31.10.19

Temat miesiąca| Kosmetyczne kłamstewka

Temat miesiąca| Kosmetyczne kłamstewka

Po przeczytaniu wywiadu z Beatrice Mautino, włoską biotechnolożką, autorką książki "Bez prabenów" nasunęło mi na myśl kilka refleksji. W tym wywiadzie zostały poruszone kwestie dotyczące kosmetycznych kłamstw, których dopuszczają się firmy zajmujące się produkcja kosmetyków, składu drogich i luksusowych kosmetyków jest często gorszy od tych tanich drogeryjnych.  Z wywiadu dowiedziałam się, że kosmetyki, które są sprzedawane w aptekach wśród leków wcale nie muszą działać lepiej. Tak działa marketing, nam się wydaje, że jeżeli coś jest dostępne wyłącznie w aptekach od razu jest gwarancją skutecznego działania.
Na poważnie nie powinniśmy tez traktować produktów opatrzonych napisami "przebadane klinicznie", "przebadane dermatologicznie", gdyż nie jest to w jakikolwiek sposób prawnie uregulowane. Takie stwierdzenie pojawia się na kosmetykach, już wtedy, gdy próba badawcza odbyła się na zaledwie 10 osobach.
Z rezerwą należy również podchodzić do produktów hipoalergicznych, bo zawsze znajdzie się ktoś, kogo uczuli dany produkt, a dokładniej jakiś składnik. Beatrice Mautino mówi wprost, że kosmetyki wyszczuplające i odmładzające nie istnieją. Akurat ja w to nigdy nie wierzyłam. Oczywiście kosmetyki mogą spowalniać procesy starzenia, ale nie posiadają właściwości magicznych  i nie cofną czasu. A gdyby faktycznie istniały balsamy odchudzające, nie byłoby otyłych ludzi na świecie. Cóż marketingowcy to dopiero czarodzieje, starają się byśmy we wszystko im uwierzyli.

Niestety, nie jestem chemikiem z wykształcenia, dlatego wiedze na temat składników zawartych w poszczególnych produktach czerpie z internetu i bardzo często trafiam na sprzeczne informacje. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kosmetyki których używam zawierają substancje rakotwórcze. Czy stężenie w tych kosmetykach rakotwórczej substancji jest na tyle duże, że może mi zaszkodzić? Często są to przypuszczenia, że dany składnik może przyczynić się do zachorowania na raka. Na IG  i na blogu pisałam o kremie do twarzy marki Tołpa, poddałam wątpliwości pewną substancję aluminum starch octenylsuccinate. Na jej temat znalazłam informacje wykluczające się. Raz pisano, że jest bezpieczna, innym razem, że szkodzi i jest rakotwórcza. Głos w sprawie zabrała sama marka Tołpa, która napisała, ze ten składnik pozyskiwany jest ze skrobi kukurydzianej i jest w pełni naturalny. 
Czy nie jest, że poddajemy nadmiernej analizie wszystko z czym mamy do czynienia? Oczywiście należy byś świadomym konsumentem, ale nie należy popadać w skrajność. W internecie panuje ogromny szum informacyjny, każdy może dzielić się swoimi spostrzeżeniami, przypuszczeniami i teoriami (często paranaukowymi). A my szukając prawdy musi wertować dziesiątki stron.
Beatrice Mautino w swoim wywiadzie zachęca nas byśmy nie bali się zadawać pytań producentom kosmetyków. Od tego mamy m.in. FB, prośmy ich o udostępnianie badań, które potwierdzą działanie opisane np. w reklamie, czy na opakowaniu.  Bez klientów przestana przecież istnieć.
Nigdy od kosmetyków nie oczekiwałam cudów. Kosmetyki są dla mnie często umilaczami wieczoru, pomagają mi w codziennym dbaniu o wygląd. Wiem, że szampon czy odżywka nie sprawią, że przestaną wypadać mi włosy, w takich momentach potrzebne są leki. Warto też pamiętać, że kosmetyki to nie lekarstwa. Używanie produktów kosmetycznych powinno nam dostarczać radości. 
Staram się kupować kosmetyki, które mają krótkie składy i teraz patrzę tylko na skład by sprawdzić, czy nie zawiera substancji, które wiem, ze mi szkodzą. Co raz częściej sięgam tez po produkty polskich marek.



Jakie macie podejście do kosmetycznych obietnic? 
Analizujecie składy kosmetyków?




18.9.19

Temat miesiąca: Internet- największy złodziej czasu?

Temat miesiąca: Internet- największy złodziej czasu?
Godzina 6 rano, dzwoni budzik nastawiony w telefonie, mam 1,5h żeby wyjść z domu. Sporo czasu żeby zdążyć się wyszykować i nie biec do pracy. Zanim jednak podniosę się z łóżka sprawdzę jeszcze pogodę. Włączam internet w telefonie, zaczynają pojawiać się powiadomienia z Instagrama i YouTube a. Szybko sprawdzam, co nowego. Mija 15 minut. Ale jak to? Przecież kliknęłam tylko kilka serduszek. Czas na śniadanie, a do śniadania włączam najnowszy materiał dziewczyn z LGS, albo Sfilmowanych (akurat wrzucili recenzję filmu, który planuję obejrzeć). Kolejne minuty uciekają. Godzina 7.30 a ja jeszcze nie gotowa.

Późny wieczór, kładę się do łóżka z myślą, że poczytam przed pójściem spać, akurat trafiłam na fajną książkę. Niestety, niepotrzebnie sięgnęłam po telefon, miało być na chwilę, a zleciała godzina, nawet i więcej. Chcę mi się spać. Liczba przeczytanych stron? Zero ...  bez komentarza.
Podobnie jest, gdy siadam przed laptopem by napisać post na bloga czy obrobić zdjęcia. A w międzyczasie sprawdzę pocztę, fb, przejrzę wiadomości z kraju i okazuje się, że to co miało mi zająć godzinę, zajęło trzy.


Pamiętam sytuację, gdy jechałam autobusem i trzymałam telefon w ręku, a obok mnie jeszcze kilka osób było wpatrzonych w ekrany swoich smartfonów, pewien mężczyzna z ogromną irytacją w głosie powiedział "Co za czasy, młodzi ludzie gapią się tylko w swoje telefony, schowajcie je."
Mężczyzna miał rację, wiele osób wpatrzonych jest w ekrany swoich komórek, część słucha muzyki, inni piszą na messengerze, a jeszcze inni beznamiętnie scrollują palcem po ekranie.
Rozmawiałam z psycholożką pracująca podstawówce. W jej szkole młodzież ma całkowity zakaz korzystania z telefonów komórkowych, nie tylko na lekcji, ale i na przerwach. Bo doszło już do tego, że całe przerwy spędzali z telefonami.
Poleciła mi, żebym dla własnego dobra, na dwie godziny przed pójściem spać odcięła się od internetu i mediów społecznościowych. Jest to dla mnie mega trudne, bo kusi bardzo. I póki co, rzadko trzymam się tej zasady. A negatywne skutki odczuwam każdego dnia. Nie dość, że jestem ciągle w niedoczasie (szczególnie rano), to boli mnie szyja od pochylania się nad telefonem, i jeszcze bolą mnie czasem oczy od wpatrywania się w ekran smartfona i komputera. Co raz częściej muszę też sięgać po krople nawilżające do oczu.


Czy też tak macie, że często marnujecie czas przeglądając Internet?
Czy jednak potraficie racjonalnie korzystać z dobrodziejstwa jakim jest Interent?


16.7.19

Temat miesiąca: Słońce dobre- słońce złe

Temat miesiąca: Słońce dobre- słońce złe

Gdy przeczytałam w książce Sekrety koreańskiej urody zdanie "...słońce nie jest naszym przyjacielem i nie ma czegoś takiego jak "zdrowe opalanie"-w rzeczywistości może ono uszkodzić skórę, spowodować jej przedwczesne starzenie i zwiększyć ryzyko zachorowania na raka", coś mi w nim nie pasowało. Czy faktycznie demonizowanie słońca jest konieczne, czy słońce może być naszym sprzymierzeńcem?
Doskonale wiemy, że w czasie upałów należy unikać słońca i opalania oraz należy stosować kremy z filtrem. Pamiętajmy, że nadmierna ekspozycja na słońce grozi nowotworem, a najgroźniejszym z nich jest czerniak. Nie pojmuję zachowania ludzi, którzy potrafią cały dzień leżeć na słońcu. Opalenizna to tak naprawdę skóra uszkodzona. Ale na szczęście w Polsce czerniak występuje bardzo rzadko, są to 4 zachorowania na 100 tys osób. Gdy zbyt długo przebywa się na słońcu może dojść do zasłabnięć lub udaru słonecznego. Dlatego należy unikać przegrzania głowy i karku. To niestety spotkało mojego męża, który pracował na dachu w upale. Miał wysoką gorączkę, było mu niedobrze i chociaż był rozpalony, było mu zimno. Pomogły zimne okłady i chłodny prysznic.



To wszystko może spotkać osoby, które nie potrafią w umiarkowany sposób korzystać z dobra jakim jest słońce. A słońce jest dla naszego organizmu dobre z kilku powodów.

Co roku w okresie jesienno-zimowym dopada mnie chandra, odczuwam spadek energii i zmęczenie. Winny jest brak słońca. Im bardziej słoneczny dzień tym ja się czuję lepiej, mam więcej sił. Światło słoneczne jest nam potrzebne do życia tak jak woda i powietrze. Dla prawidłowego funkcjonowania organizmu istotne jest przebywanie na świeżym powietrzu i chłonięcie promieni słonecznych, szczególnie polecane jest jesienią i wczesną wiosną, gdy słońce nie świeci tak mocno i jest dla nas bezpieczniejsze. Słońce odpowiedzialne jest za produkcję witaminy D, na niedobór której prawdopodobnie cierpią wszyscy w naszym kraju. Pod wpływem promieni słonecznych nasz organizm  przyswaja m.in. witaminę E, kwas askorbinowy i mikroelementy. Słońce normalizuje działanie układu sercowo-naczyniowego wpływa korzystnie na obniżenie ciśnienia krwi, zwiększa wydolność serca i zmniejsza ryzyko zawału. Ma również wpływ na fizjologię, sprzyja wydalaniu toksyn z organizmu.
Spotkałam się nawet ze stwierdzeniem, że "zagrożenia wynikające z unikania słońca mogą być dużo gorsze dla zdrowia niż niebezpieczeństwa związane z nadmiernym wystawianiem ciała na słońce".


Podsumowując: Słońce jest niezbędne dla naszego organizmu by prawidłowo funkcjonował. W odpowiedniej dawce poprawia nastrój i pobudza wytwarzanie witaminy D. Śmiało można powiedzieć, że jest źródłem życia. Jadnak zawsze należy pamiętać by korzystać z tego dobrodziejstwa z umiarem, szczególnie w okresie letnim.

14.6.19

Temat miesiąca: ASMR mój sposób na relaks przed snem

Temat miesiąca: ASMR mój sposób na relaks przed snem
ASMR jest jednym z najdziwniejszych tematów jakie poruszę na blogu. To mój sposób na wyciszenie i zrelaksowanie się. Może po tym wpisie zachęcę Was do tego sposobu relaksacji. A może pomyślicie, że jestem dziwna ...

Po raz pierwszy o ASMR usłyszałam od Joanny Glogazy, które mówiła o tym na InstaStory i swoim kanale na YouTube (link do tego filmiku KLIK). Moją ciekawość wzbudziło to, że Asia polecała ASMR osobom, którym sprawia przyjemność wizyta u fryzjera, gdy ktoś dotyka włosów, czesze itp. A ja to uwielbiam! Już jako dziecko szukałam osób chętnych by mnie czesały i "bawiły się" włosami. Zawsze towarzyszą temu przyjemne ciarki w okolicach ramion, szyi  głowy. Okazuję się, że nie chodzi tutaj o czynność samą w sobie, ale i o dźwięk szczotkowania włosów.

ASMR (ang. Autonomous Sensory Meridian Response, samoistna odpowiedź meridianów czuciowych) – zjawisko przyjemnego mrowienia w okolicach głowy, szyi i innych obszarach ludzkiego ciała. Zjawisko to może zostać wywołane poprzez wizualne, słuchowe, dotykowe i zapachowe bodźce zewnętrzne. Charakter i kwalifikacja zjawiska ASMR dzisiaj została kilkukrotnie przebadana naukowo po raz pierwszy przez Emma L. Barratt, Nick J. Davis – z publikacji m.in. wynika że odczuwalne zjawisko ASMR jest faktyczną aktywnością mózgu, która ma dobroczynny wpływ na zdrowie. Przypuszcza się, że zamyka obszary mózgu odpowiedzialne za stres. źródło: Wikipedia.

Na YouTube jest mnóstwo kanałów zajmujących się ASMR . Poza kanałami obcojęzycznymi, jest też kilkunastu polskich twórców, którzy nagrywają filmy z przeróżnymi dźwiękami tzw. wyzwalaczami. Należą do nich odgłosy stukania paznokciami, drapania, szeleszczenia, cięcia, nożyczek fryzjerskich, przekładanie stron w książce, dźwięk suszarki, łagodne szepty, czesanie włosów, pisanie na klawiaturze komputera. Te wszystkie dźwięki u różnych osób wywołują tę samą reakcję czyli przyjemnego mrowienia na ciele.

Oczywiście są też osoby, na które te bodźce nie będą działać, a nawet spowodują, że będą czuć dyskomfort ich słuchając. Tak może być np. z szeptem, który u części osób wywoła złe skojarzenia (czują się jakby oglądali horror, szeptanie jest dla nich "creepy"), dla mnie nieprzyjemne są wszystkie dźwięki związane z jedzeniem, jak mlaskanie, przeżuwanie, chrupanie itp. Zamiast wyciszyć się i uspokoić wpadam w furię.

Pod filmikami na YT u polskich twórców ASMR znajdują się komentarze widzów, wyrażających wdzięczność za tego typu materiały, które pozwalają im się odprężyć, zrelaksować, a nawet pomagają wyjść z depresji i leczą zaburzenia snu. Jedna z kobiet napisała, że odkąd słucha ASMR przestała brać tabletki ułatwiające zasypianie. Dla mnie jest to również idealny relaks przed snem. Jeszcze nigdy nie obejrzałam żadnego filmiku do końca bo po około 10 minutach zasypiam. Najlepiej, gdy słuchamy ASMR na słuchawkach.

Podsumowując: ASMR to reakcji naszego ciała polegającej na przyjemnym mrowieniu połączonym z uczuciem relaksu i spokoju. Na każdego mogą działać inne bodźce. Może też tak być, że Was w ogóle wyzwalacze nie będą na Was działać.

PS. ASMR nazywane jest również orgazmem dla mózgu, chociaż z erotyką nie ma to nic wspólnego.


Spotkaliście się już z ASMR? Co o tym myślicie?

17.5.19

Temat Miesiąca: Rośliny doniczkowe, które warto mieć w domu

Temat Miesiąca: Rośliny doniczkowe, które warto mieć w domu
Zanim zaczęłam pisać ten post policzyłam rośliny w mieszkaniu. 1,2,3 .... 15,16,17....28, 29, 30! Tak, mam 30 doniczek z kwiatami. Dla mnie najpiękniejszymi dekoracjami w domu zawsze są kwiaty i książki. Półka z książkami i kilka doniczek z zielonymi roślinami potrafi odmienić każde wnętrze. Jednak rośliny nie tylko pełnią funkcję dekoracyjną, niektóre z nich wręcz powinniśmy mieć u siebie w domach, bo np. oczyszczają i nawilżają powietrze, pochłaniają dwutlenek węgla.


Wśród roślin, których ten post dotyczy, jedna zasługuje na szczególne wyróżnienie jest to skrzydłokwiat. To właśnie ten kwiatek powinien być w każdym domu. Jego uprawa nie sprawia problemów, wystarczy go regularnie podlewać, ma piękne zielone liście i dekoracyjne kwiaty. Pochłania groźne toksyny z powietrza tj. benzen, formaldehyd, aceton, alkohol, a także promieniowanie wydzielane przez urządzenia elektryczne i elektroniczne. Nawilża powietrze, w ciągu doby potrafi odparować do 2 litrów wody. Pochłania zarodniki pleśni, dlatego polecany jest osobom zmagającym z alergią.


Bardzo podobne właściwości ma zielistka Sternberga. Ta roślina jest również bardzo łatwa w uprawie. Ja pamiętam ją ze szkoły, gdzie rosły naprawdę wielkie okazy. Działa jak filtr, usuwając z powietrza szkodliwe substancje i bakterie chorobotwórcze, ma zdolności wyłapywania kurzu. Podobnie jak skrzydłokwiat zwiększa ilość tlenu i nawilża powietrze w domu.


Różne rodzaje roślin pnących takich jak bluszcz i rafidofora złota znana jako ccindapsus. Również oczyszczają powietrze z toksyn i innych lotnych związków organicznych.

Rośliny, które mam jeszcze w mieszkaniu i które korzystnie wpływają na jakość powietrza to draceny, kaktusy bożonarodzeniowe i szeflera. Wszystkie te rośliny pochłaniają nocą dwutlenek węgla, wydzielając w zamian tlen.

Inne rośliny doniczkowe, które warto mieć to przede wszystkim sansewieria gwinejska. Jest idealną rośliną do sypialni, dzięki niej w nocy będziemy oddychać czystszym i zdrowszym powietrzem. Jest również łatwa w uprawie, wybaczy wiele. Poza tym: papirusu, paprocie i aloes. Przy tym należy pamiętać, że część z tych roślin ma trujące soki. Dlatego, gdy w domu są małe dzieci lub zwierzęta należy uważniej dobierać rośliny.


Warto hodować rośliny doniczkowe nie tylko dla ozdoby. Dzięki nim mamy w domu czyste powietrze, dobry mikroklimat, lepszą wilgotność i nie zapominajmy, że kolor zielony odstresowuje i poprawia nastrój.

22.4.19

Temat miesiąca: Czy fluor szkodzi?

Temat miesiąca: Czy fluor szkodzi?
fluor fakty i mity
Fluor to silnie toksyczny pierwiastek chemiczny. Występuje naturalnie w pożywieniu i na ogół nie jest szkodliwy dla człowieka. W odpowiednich ilościach jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju kości i zębów. Natomiast, jego nadmiar w organizmie działa odwrotnie na zęby i kości, powodując ich uszkodzenia. Problemy zdrowotne mogą być jeszcze poważniejsze, gdyż może dojść do uszkodzenia mózgu i szyszynki.

Fluor znajduje się nie tylko w pastach do zębów, ale i w preparatach owadobójczych, chwastobójczych, trutkach na szczury, herbacie, ziemniakach, wodzie pitnej, rybach. Również ten pierwiastek znajduje się w powietrzu.

Najbardziej szokująca informacją, jaką znalazłam na temat fluoru jest to, że podczas II wojny światowej hitlerowcy wykorzystywali go do otumanienia więźniów obozów koncentracyjnych. Bowiem niewielkie dawki tego pierwiastka powodują apatię, uległość i podatność na manipulację.

Kolejna to stwierdzenie, że fluor jest uznawany za jeden z najbardziej niebezpiecznych pierwiastków odpowiadający za skażenie środowiska.


Co w takim razie z pastami do zębów i innymi produktami przeznaczonymi do higieny jamy ustnej, czy są bezpieczne? Na paście do zębów z fluorem znalazłam informację "Przy przyjmowaniu fluoru z innych źródeł należy skonsultować się ze stomatologiem lub lekarzem". Innym źródłem fluoru może być dodatkowo fluoryzowana woda (np.w USA) lub sól (np. we Francji, Niemczech). Znalazłam informacje, że w Polsce nie fluoryzuje się sztucznie wody, wyjątek stanowi Wrocław. Są też rejony w naszym kraju, gdzie w wysokim stężeniu fluor występuje w wodzie naturalnie np. w Malborku. Polscy stomatolodzy zapewniają, że stosowanie pasty z fluorem jest bezpieczne. Jednak należy pamiętać, by nie połykać pasty i zawsze bardzo dokładnie wypłukiwać jamę ustną po umyciu zębów. Kolejna uwaga dotyczy mycia zębów przez dzieci. Najmłodsi powinni stosować pasty o zmniejszonej zawartości fluoru w składzie.


Podsumowując: Fluor i jemu pochodne występują w powietrzu, wodzie, glebie i pożywieniu. Jego niedobór jak i nadmiar w organizmie szkodzą. Dla równowagi warto stosować czasem do higieny jamy ustnej produkty bez fluoru. Szczególnie są one polecane dla osób z terenów o podwyższonym poziomie fluoru w wodzie.



18.3.19

Temat miesiąca: Herbata fakty i mity

Temat miesiąca: Herbata fakty i mity
blog pisany przy kubku herbaty
Czy wiecie, że pijemy dwa razy więcej herbaty niż Chińczycy i Francuzi, cztery razy więcej od Amerykanów i aż siedem razy więcej niż Włosi. Najczęściej pijemy herbaty czarne, jednak równie chętnie sięgamy po herbaty zielone, czerwone i białe.

Słowo herbata wywodzi się z języka łacińskiego herba thea, gdzie herba oznacza zioło, a thea jest zlatynizowaną postacią chińskiej nazwy tejże rośliny.
Nazwą herbata określa się również napary z różnych ziół, czy z suszu owocowego. Dlatego w użyciu są określenia herbata z malin, z dzikiej róży, z czarnego bzu.

FAKT: Herbaty czarna, zielona, biała i czerwona powstają z tych samych krzewów roślin, różnice w ich smakach zawdzięczamy różnym etapom obróbki liści. Czarna otrzymywana jest w wyniku czterech procesów: więdnięcia skręcania, fermentacji i suszenia. Herbata zielona powstaje z liści, które są od razu suszone. Herbata biała powstaje z młodych pączków, które jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, są od razu suszone. Herbata czerwona przechodzi dodatkowo proces fermentacji i leżakowania.

MIT: Prawdą jest, że cytryna dodana do herbaty może szkodzić. Jednak tylko wtedy, jeżeli w tym samym czasie w kubku będzie znajdować się cytryna i torebka herbaty lub liście. Dzieję się tak ponieważ cytryna łączy się z glinem, który zawierają liście herbaty, wytwarzając szkodliwy dla naszego organizmy cytrynian glinu. Normalnie nie przyswajamy tego pierwiastka, jednak pod postacią cytrynianu glinu może zaszkodzić naszemu zdrowiu.

FAKT: Picie herbaty jest jednym z najprostszym sposobów dostarczania do organizmu antyoksydantów. Przeciwutleniacze zawarte w herbacie potrafią nie tylko spowolnić procesy starzenia, ale i uchronić nas przed chorobami układu krążenia i nowotworami.

MIT: Nieprawdą jest, że herbata zielona jest zdrowsza od czarnej. Obie powstają z tej samej rośliny. Istotne jest to jakiej jakości pijemy herbatę niż jej kolor.

FAKT: Lepiej unikać popijania lekarstw herbatą, gdyż może kolidować z ich działaniem. Herbata blokuje również wchłanianie niektórych witamin np. żelaza.

MIT: Często powtarzanym mitem jest, że herbaty ekspresowe są gorsze gatunkowo.  Marki, które stawiają na jakość, produkują herbatę w torebkach, w których znajdują się ręcznie zbierane liście i przetwarzają je w podobny sposób jak pozostali producenci herbat liściastych. Rożnica jest taka, że liście są kruszone na mniejsze kawałki, by zmieściły się w torebce.

FAKT: Picie naparu herbacianego ułatwia zapamiętywanie. Polifenole znajdujące się w herbacie sprawiają, że nasz mózg jest o wiele lepiej dotleniony, co poprawiają procesy uczenia się i zapamiętywania. 

Mnie najbardziej cieszy to, że mogę pić moją ulubioną herbatę z cytryną. Bardzo często słyszałam, że może mi zaszkodzić.


Ja swój dzień zaczynam od kubka herbaty, a Wy? Kawa czy herbata?

Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger