29.10.20

Wszystkie odcienie jesieni i szelest liści pod butami

Wszystkie odcienie jesieni  i szelest liści pod butami

Pierwotnie tytuł tego posta miał brzmieć "50 odcieni jesieni". Od razu można się zorientować, że oglądałam ostatnio "50 twarzy Greya". Zrobiłam drugie podejście do tego filmu i nadal uważam, że jest słaby. Chociaż główna bohaterka mniej mnie wkurza niż Laura z "365 dni".

Ale przecież nie o tym dzisiaj, a o pięknej jesieni. Tak, jak uwielbiam wiosnę za budzącą się do życia przyrodę, soczystą zieleń, kolorowe kwiaty, żółte pola rzepaku, kwitnące na biało mirabelki i wiśnie, tak samo uwielbiam jesień za zmieniające się kolory drzew, mgły o poranku, szeleszczące liście pod butami, cięższe wilgotne powietrze.


Podobnie jak wiosną, tak i jesienią pogoda bywa kapryśna. Jako typowa jesieniara czekałam na piękną, złota polską jesień, ale niestety przez prawie dwa tygodnie lało non stop. Deszcze nie przeszkadzają mi jakoś szczególnie, ale weekendy zamiast  w domu miałam spędzać na wyjazdach. Trochę nie wyszło. Dlatego, gdy tylko nie padało wykorzystywałam te chwile na spacery.

Dla mnie jesień najpiękniejsza jest w drugiej połowie października. Większości drzew wtedy ma żółte lub czerwone liście, a te które już spadły pokrywają trawniki i drogi grubym dywanem.  Październik jest jednym z najbardziej kolorowych miesięcy w roku, i dlatego nie rozumiem osób, które twierdzą, że jesień jest szara i bura.

Kilka dni temu wybrałam się na wycieczkę w okolice Szydłowca. Wiele razy przejeżdżałam tędy jadąc do Kielc i za każdym razem powtarzałam sobie, że muszę odwiedzić Pałac Odrowążów w Chlewiskach. 


 
Historia tego miejsca sięga XV wieku, wtedy był tutaj zamek, a dopiero w XVII wieku przebudowano go na pałac. Posiadłość znajduje się na niewielkim zniesieniu. Niestety mogliśmy tylko zwiedzić park przypałacowy, gdyż we wnętrzach pałacu obecnie znajduje się hotel i spa. Wizyta w samym parku wystarczyła by się zachwycić tym miejscem. Terem wokół pałacu jest ogromny i bardzo zadbany (ok. 10 hektarów).  Na szczęście jeszcze nie wzięli się za grabienie liści ;)
Posiadłość w Chlewiskach należy do jednej z najstarszych rezydencji ziemiańskich na terenie Polski.




Na terenie posiadłości znajduje się wspomniany już Pałac Odrowążów, XIX- wieczna stajnia oraz wybudowana w XVII wieku przypałacowa wieżyczka, która niestety była akurat zamknięta. Za to można było wejść na basztę, z której rozpościera się widok na malowniczą panoramę parku. W okół Pałacu znajduje się kilka wejść z podziemnymi korytarzami. Trzy z czterech piwnic zostały zaadaptowane i można je zwiedzać. 

W parku znajduje się również Ogród Medytacji z miejscami mocy. Wg informacji znalezionych na stronie internetowej hotelu: "Posiadłość w Chlewiskach to silne miejsce mocy o potwierdzonym oddziaływaniu energetycznym do 30.000 jednostek w skali Bovisa, dzięki czemu zyskała miano Polskiego Centrum Biowitalności."



Urozmaicona szata roślinna parku wraz z okazałymi pomnikami przyrody czynią to miejsce jednym z najcenniejszych na Mazowszu. Rośnie tu ponad 100 gatunków drzew, z czego 21 to pomniki przyrody. Wstęp do parku jest płatny, 15 zł za osobę.

 Ciesze się, że odkryłam kolejne piękne miejsce na mapie Polski. I, że odwiedziłam je akurat jesienią, gdy prawdopodobnie wygląda najpiękniej. A przepiekne widoki zrekompensowały mi brak słońca.

Widząc te wszystkie kolory nie można powiedzieć, że jesień jest szaro-bura ;)

 

Czy są tu jakieś jesieniary?


25.10.20

Maska do włosów Bear Fruits + grejpfrutowy czepek

Maska do włosów Bear Fruits +  grejpfrutowy czepek

Patrząc na ilość zużywanych kosmetyków do pielęgnacji włosów mogę nazwać siebie włosomaniaczką. Kiedyś, wystarczał mi tylko szampon, teraz, półka ugina się od ilości szamponów, odżywek i masek.  I dlatego jako włosowa maniaczka nie mogłam przejść obojętnie obok szafy z maseczkami Bear Fruits z zabawnymi czepkami. Przed ich przetestowaniem powstrzymywała mnie jedynie mocno wygórowana cena-  30 zł.
W tej chwili można je dostać za niecałe 13 zł w Rossmannie. Bardziej od kosmetyku kusił mnie sam czepek dołączony do maski. Na zdjęciach, które widziałam w sieci prezentowały się bardzo dobrze i wyglądały na trwałe. Największa popularnością cieszy się czepek z głową flaminga, a inne propozycje to ananas, kokos, grejpfrut, awokado i truskawka. Każda z masek posiada inne właściwości.

Zastanawiałam się miedzy trzema wariantami: awokado, kokos i grejpfrut. Czepki te nie mają żadnych wystających części, przez co wydają się najbardziej praktyczne i łatwe w przechowywaniu (oczywiście są wielokrotnego użytku, a nawet można je prać w pralce). Stwierdziłam, ze z grejpfrutem na głowie będzie mi do twarzy ;)


Tak, jak już wspomniałam w jednym opakowaniu znajduje się kosmetyk, czyli 20 ml maski do włosów i czepek wielokrotnego użytku. Produktu akurat starczyło na moje półdługie włosy. Maska rozczarowała mnie trochę zapachem, bo pachniała jak cytrusowa chemia gospodarcza ;) na szczęście po spłukaniu zapach, który pozostał na włosach  był dużo przyjemniejszy. Włosy po zastosowaniu tej maski łatwiej się rozczesywały, był dobrze dociążone, ale nie obciążone i miękkie w dotyku. 
Natomiast czepek, to mój osobisty hit. Nie dość, że jest piękny to bardzo praktyczny i dobrze wykonany. Do tej pory używałam zwykłych foliowych czepków, które słabo trzymały włosy, czasem spadały mi z głowy. Ten ma grubą gumkę, dzięki której czepek dobrze trzyma się na głowie. Tworzywo z którego jest wykonany wydaje się wytrzymałe. 


Warto stosować czepek na włosy, na które wcześniej nałożyłyśmy maskę lub odżywkę ponieważ przyspiesza i wzmacnia działanie kosmetyków, w ten sposób dostarczmy włosom maksymalną dawkę składników aktywnych. 



15.10.20

Bielenda| Eco Nature| Kostka peelingująca

Bielenda| Eco Nature| Kostka peelingująca


Robiąc zamówienie z produktami z nowej serii Bielenda pierwszą rzeczą która trafiła do wirtualnego koszyka była kostka peelingująca. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie miałam i nigdy wcześniej podobny produkt nie rzucił mi się w oczy.  

Kostka peelingująca dostępna jest w dwóch wariantach: oczyszczająco- odżywcza wanilia + olejek kokosowy + kwiat pomarańczy oraz oczyszczającą- nawilżająca śliwka + jaśmin + mango.  Zdecydowałam się na wersję nawilżającą.

Bielenda, Eco Nature, Kostka peelingująca, oczyszczająco - nawilżająca `Śliwka + jaśmin + mango`
cena: ok. 11 zł/ 80 g

Największą zaletą kostki jest jej naturalny skład. Zawiera bowiem 90% składników pochodzenia naturalnego. Zadbano również o ekologiczne opakowanie, czyli papierowy kartonik i zero plastiku. 

SKŁAD:
Sodium Cocoyl Isethionate*, Sodium Coco-Sulfate*, Hordeum Vulgare Powder**, Aqua*, Cetearyl Alcohol*, Cocamidopropyl Betaine*, Glycerin*, Butyrospermum Parkii Butter*, Parfum, Prunus Armeniaca Seed Powder*, Mangifera Indica Fruit Extract*, Prunus Domestica Seed Oil*, Jasminum Offcinale Flower Extract*, Rosa Centifolia Flower Extract*, Bellis Perennis Flower Extract*, Xanthan Gum***, Lactic Acid***, Sodium Benzoate***, Potassium Sorbate***, CI 15985***
*     składnik pochodzenia naturalnego
**   składnik z układ organicznych
*** składnik zapewniający trwałość kosmetyku i komfort aplikacji

Po wyjęciu z opakowania od razu moją uwagę skupiłam na zapachu. Jest mocno wyczuwalny, a przy tym delikatny owocowo kwiatowy i utrzymuje się na skórze. Poza tym produkt wygląda po prostu jak kostka mydła z zatopionymi drobinkami.
Zżerała mnie ciekawość bardzo szybko wypróbowałam kosmetyk pod prysznicem, byłam też ciekawa czy będzie się dobrze pienić. I tak piany jest dużo :) lubię to! Moja radość jednak nie trwała zbyt długo.
Ała, to boli!!! Niestety, drobinki znajdujące się w kostce okazały się mega ostre. Do tego stopnia, że podrapałam sobie skórę i pojawiły się czerwone ślady. Wyglądało to tak, jakbym szczotką drucianą potraktowała skórę. Oczywiście próbowałam mniej dociskać, ale nie było wcale lepiej.
Za to Mój Mąż jest zachwycony tym peelingiem i on czuje tylko delikatne drapanie :)
Lubie kosmetyki mocno peelingujące do ciała, stosowalnym przeróżne produkty, ale żaden nie był tak ostry.
Szkoda, bo kostka fajnie też nawilża skórę. Przy myciu samą pianą widać również, że skóra jest też odżywiona i miła w dotyku.
Ostatecznie, ten kosmetyk zużyje Mąż, albo ja do stóp. Bo jako pumeks spisuje się świetnie ;)


Testowałyście kiedyś podobne kostki peelingujące?


Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger