2.3.20

Podsumowanie lutego| garść nowości kosmetycznych| prawie zamieszkałam w kinie

Podsumowanie lutego| garść nowości kosmetycznych| prawie zamieszkałam w kinie
Witajcie!
Chociaż w lutym dostaliśmy jeden dzień gratis, ja i tak nie wyrobiłam się z realizacją planu na ten miesiąc. Żal patrzeć na moje poczynania na blogu. Opublikowałam raptem 3 posty ... Chociaż na początku miesiąca zrobiłam zdjęcia do wpisów, niestety zabrakło mi czasu na napisanie tekstów. Szczerze, miałam głowę zajęta czym innym. Zawodowo był to czas wytężonej pracy. Dla odmiany zamiast narzekać na pracę napisze, że był to dobry miesiąc i bardzo twórczy. Przyszło mi do głowy kilka fajnych pomysłów, które aktualnie wdrażam, i które spotkały się z ogólną akceptacją kierownictwa oraz współpracowników. Jest dobrze :)

Jednak samą pracą żyć przecież nie mogłam, sił na blogowanie nie starczyło, ale odpoczywać przecież musiałam. A jedną z moich ulubionych form relaksu jest chodzenie do kina. Luty obfitował w filmy, które po prostu musiałam obejrzeć. Mąż żartował, że powinnam zamieszkać w kinie, bo tak często tam chodzę. Obejrzałam 6 wybitnych filmów (Jojo Rabbit, 1917, Kłamstewko, Gorący temat, Judy, Lighthouse), każdy zasługuje na uznanie,  zawiera wyjątkowe przesłanie i dostarcza innych emocji. A gra aktorska na najwyższym poziomie.
Moim faworytem jest Jojo Rabbit. W tym filmie została pokazana II wojna światowa oczami małego chłopca, któremu wydaje się, że Hitler to przywódca idealny. Jego radykalne poglądy zmieniają się, gdy poznaje Else, dziewczynę ukrywana przez jego matkę.
Jojo Rabbit to film z gatunku czarna komedia, jednak ten humor jest wyważony, nie pojawiły się żarty, które w jakiś sposób mogłyby urazić widza. Wiele razy śmiałam się na tym filmie, ale łza w oku tez się zakręciła. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Roman Griffin Davis wcielający się tytułowego Jojo. Ten aktor ma dopiero 12 lat, a zagrał fenomenalnie. Oglądałam z nim kilka wywiadów i wypowiada się bardzo sensownie i dojrzale.

Znów skusiłam się na małe zapachowe świeczki. Oczywiście wszystkie mają super zapachy, ale jeden się wyróżnia, ten o nazwie "Cheers". Pachnie bowiem ... szpanem z delikatnymi cytrusowymi nutami.  Niezwykłe jest to, że gdy wącham tę świeczkę mam wrażenie, że bąbelki szczypią mnie w nos. Strasznie dziwne uczucie.

W podsumowaniu miesiąca nie może zabraknąć zakupów kosmetycznych. Zacznę od kolorówki. Będąc w Hebe pobuszowałam trochę w szafie Hean. Kupiłam wypiekany róż nr 275, którym można fajnie wymodelować i rozświetlić twarz, bazę podcienie ułatwiającą blendowanie oraz puder ryżowy HD z organicznym olejkiem marula w kolorze 301, który niestety okazał się na tę porę roku za ciemny. Kupiłam również kolejny cień Paese w kolorze Quartz nr 300.
Wśród kosmetyków do pielęgnacji, znalazły się dwie maseczki do włosów Hungry Hair, krem pod oczy Natura EsTonica Bio oraz peeling do ust z Manufaktury Piękna. Postanowiłam również wypróbować kosmetyki do pielęgnacji włosów marki Mane N' Tail, a testowanie zacznę od odżywki do włosów. Co ciekawe firma ta specjalizuję w produkcji kosmetyków do pielęgnacji końskich grzyw i ogonów ;)


Co do blogowych planów na ten miesiąc, mam tylko jedno zadanie: nadrobić zaległości z lutego.
Pierwszy post już jest, teraz czas na odwiedzenie Waszych blogów, także do zobaczenia ;)


Wspaniałego marca Wam życzę i oby już piękna wiosna do nas przyszła :*

18.2.20

Świeczki Countre Candle dayligt| Grey, Daydreams i Baby, it's cold outside

Świeczki Countre Candle dayligt| Grey, Daydreams i Baby, it's cold outside
Do tej pory zawsze, gdy miałam ochotę otoczyć się jakimś pięknym zapachem sięgałam po woski Yankee Candle. Które mają piękne i intensywne zapachy, są też bardzo wydajne. Tej zimy postanowiłam wypróbować małe świeczki Country Candle. Świeczki w codziennym użyciu okazały się dużo lepsze i prostsze w użytkowaniu. Odchodzi czyszczenie kominka i zmiana wosku za każdym razem, gdy mam ochotę na inny zapach.

Country Candle Grey
Nuty zapachowe: piżmo, wanilia, bursztyn, paczuli, trawa cytrynowa, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe.
Przy okazji opisywanych wosków YC podkreślałam, ze lubię męskie zapachy, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok pana Szarego. Nie należę do fanek serii książek czy filmów "50 warzy Greya", ale stałam się fanką tego zapachu. Jest on bardzo męski i wyrazisty przy tym świeży, otulający. Ma też w sobie lekką domieszkę czegoś słodkiego.  Bez wątpienia Grey uwodzi ;) Byłby to świetny zapach perfum dla mężczyzn.

Country Candle Daydreams
Nuty zapachowe: truskawka, przeczeka, jabłko, cytrusy, pachnący groszek, jaśmin, piżmo, róża, drzewo sandałowe.

Ten zapach zwiastuje nadejście wiosny. Nie wiem czy można powiedzieć o zapachu, że jest radosny, ale tak właśnie odbieram tę świeczkę. Jest to udane połączenie nut kwiatowo-owocowych o dużej mocy. Bardzo szybko rozchodzi się po całym pokoju. Zapach ten dla mnie jest bardzo dziewczęcy. słodki, przełamany cierpkimi aromatami owoców. Wiosno przybywaj! ;)


Country Candle Baby, it's cold outside
Nuty zapachowe: jagoda, cytrusy, jeżyna, jaśmin, wanilia, piżmo, drzewo sandałowe

To mój faworyt. Miłość od pierwszego powąchania. Zapach idealny, jest lekki, delikatnie rozchodzi się po pomieszczeniu, otula i stanowi piękne tło. Podobne jak w świecy Daydreams wyczuwam mieszankę słodko- owocową. Jednak nie jest to tak intensywny zapach, a znacznie subtelniejszy, który nie męczy nawet po długim czasie palenia.
Nazwa jest dość myląca, kojarząca się wyłącznie z zimą, a według mnie ten zapach pasuje do  każdej pory roku.


Podsumowując: Cieszę się, że "odkryłam" te małe świeczki Country Candle. Warianty jakimi są Daylight  będą idealne dla tych, którzy chcą przetestować nowe zapachy bez ryzyka, że duży słoik okaże się niewypałem. Z chęcią zainwestuję w świecę Baby, it's cold outsid.


Wolicie świece zapachowe czy woski?

14.2.20

Hej Organic| rewitalizujący spray do ciała

Hej Organic| rewitalizujący spray do ciała
Revitalizing Body Splash Catus marki Hej Organic to produkt do pielęgnacji ciała, który w bardzo szybkim czasie stał się moim ulubieńcem. To niewielkie opakowanie (50 ml) okazało, całkiem wydajne.
Kosmetyk w swoim składzie zawiera ekstrakt z opuncji, glicerynę oraz olej arganowy i z opuncji, jest też wegański i naturalny. Nie zawiera parabenów, silikonów i alkoholu. Ma przyjemny świeży zapach, który czuć przez pewien czas na skórze. Buteleczka wykonana jest z twardego ciemnego plastiku i wyposażona jest w atomizer. Kosmetyk ma wodnista konsystencję.

Producent zaleca by stosować przede wszystkim ten kosmetyk latem, jako mgiełkę odświeżającą w upalne dni. A, że kupiłam, go jesienią w Tk Maxxie, nie czekałam przecież na lato i zaczęłam go używać już w grudniu.
 
Na efekty po użyciu spreyu Hej Organic nie musiałam długo czekać.
Kosmetyk ten można stosować na całe ciało, również na twarz. Ja jednak stosowałam,  jako "tonik"/ balsam do ciała. Kilka psiknięć starcza by rozprowadzić kosmetyk po całym ciele,

Uczucie jakie mi daje ten spray to powiew przyjemnej świeżości. Latem byłby idealny. Poza tym bardzo dobrze wpływa na regenerację skóry, koi ją, świetnie odżywia i ujędrnia oraz delikatnie nawilża. Dla mnie wszystko super, nie mam czego się czepić.

Ogólnie nie przepadam za wszelkiego rodzaju balsamami, masłami do ciała itp produktami, ale tego spray używałam bardzo chętnie.I mam już w planach zakup kolejnego opakowania.
Revitalizing Body Splash Catus możecie kupić stacjonarnie np Tk Maxxie, albo online na np. Zalando.


Znacie kosmetyki marki Hej Organic?


Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger