12.11.22

Wieczorny rytuał| duet Bielenda nawilżająco-kojące serum i kamień do masażu twarzy

Wieczorny rytuał| duet Bielenda nawilżająco-kojące serum i kamień do masażu twarzy


 Odrobina relaksu przed snem po ciężkim dniu, których u mnie ostatnio nie brakuje, cieszy jeszcze bardziej. Ostatnio moim ulubionym wieczornym rytuałem stał się masaż twarzy wykonywany kwarcową płytką. Niestety odkąd pamiętam w sytuacjach stresowych mocno zaciskam zęby, przez co mam bardzo napięte mięśnie w okolicach żuchwy. Czasem do takiego stopnia, że sprawia mi to ból.

 Już od jakiego czasu rozważałam zakup kamiennego masażera, jednak nie byłam zdecydowana czy lepszy byłby dla mnie wałek czy płytka. Po przeczytaniu kilku opinii, zdecydowałam się na masażer w postaci płytki. 

Kamień do masażu twarzy kupiłam przy okazji innych zakupów w Lidlu. Akurat dobrze się złożyło, bo w zdanej stacjonarnej drogerii ten gadżet nie był dostępny.

Mój masażer jest firmy Miomare, kosztował ok 25 zł i jest wykonany z różowego kwarcu, a tak przynajmniej twierdzi producent.
Płytka jest gładka, ma zaokrąglone brzegi i posiada trzy wypustki. Odpowiada mi jej wielkość ponieważ nie jest zbyt mała i dobrze leży w dłoni. Na rynku dostępne są rożne kształty i wielości tego typu masażerów, najczęściej wykonuje się je z kwarcu lub jodeitu.

3 główne zalety stosowania masażera:

  •  idealny do codziennej pielęgnacji twarzy,
  • stymuluje krążenie krwi dla bardziej witalnej i jędrnej skóry,
  • rozluźnia mięśnie twarzy.

Przed wykonaniem masażu wykonać oczywiście dokładny demakijaż, można też wykonać peeling twarzy, dzięki temu skóra będzie lepiej chłonąc składniki aktywne kosmetyków. 
Należy pamiętać, że płytkę powinno stosować się na lekko natłuszczoną skórę. U mnie świetnie sprawdza się serum Bieledna nawilżająco-kojące. Właśnie kończę trzecie opakowanie i ze smutkiem zauważyłam, że nie jest już dostępne w żadnej stacjonarnej drogerii. Ma lekką konsystencję, a skóra po jego zastosowaniu jest miękka i odżywiona. 
Masaż zaczynamy od szyi. Płytkę ustawiamy krawędzią do skóry i przesuwamy ją posuwistym ruchem od obojczyka w stronę żuchwy. Powtarzamy ten proces kilkakrotnie, aż wymasujemy w ten sposób całą szyję. Następnie przechodzimy do twarzy i masujemy kolejno – od żuchwy przez brodę, następnie policzki, nos i czoło. Istotne by zawsze zaczynać od środka twarzy, przesuwając się na zewnątrz ponieważ tak właśnie przebiegają naczynia limfatyczne, które w ten sposób udrażniamy. 


Stosujecie tego typu masażery?

8.11.22

Haul z Rossmanna | Promocja "Czujesz klimat?"

Haul z Rossmanna | Promocja "Czujesz klimat?"

 

Po co kupować coś w normalnej cenie, jeśli można poczekać na promocję ;) Biorąc pod uwagę obecną sytuacje w naszym kraju, każdy zaczyna przeliczać pieniądze. Akurat tak się złożyło, że wyczerpałam zapasy produktów do pielęgnacji włosów, a w Rosku pojawiła się świetna promocja -50% na produkty objęte akcją "Czujesz klimat?".

Na początek dwa kosmetyki do pielęgnacji twarzy, które ku mojemu zaskoczeniu "nie czują klimatu", ale i tak dostępne są w niższych cenach. Oba kosmetyki dobrze znam i zużyłam kilka opakowań zarówno pianki do mycia twarzy marki Soraya z linii Plante, jak i izotonicznego fizjo-płyn micelarnego Bielenda Expert. Szczególnie uwielbiam płyn micelarny, jest delikatny, ale bardzo skuteczny, niepodrażania i dobrze rozpuszcza makijaż. A pianka dobrze radzi sobie z pozostałościami makeupu, nie wysusza i jest bardzo wydajna.

 Czas na kosmetyki objęte akcją promocyjną. Jak widać są to kosmetyki do pielęgnacji włosów. Produkty, które kupiłam ponownie to szampon Isana Herbal do włosów normalnych i szybko przetłuszczających się, odżywka w sprayu Gliss w wersji Total Repair (najlepsza jaką miałam jeśli chodzi o kosmetyk ułatwiający rozczesywanie) oraz stosunkowa nowość na półkach w Rossmannie odżywka emolientowa Happy Peh. Skusiłam się również na szampon Isana lotos i kokos (często był polecany przez włosomaniaczki z IG) oraz naturalną odżywkę Yope Orientalny ogród, miałam z tej serii szampon i bardzo fajnie się u mnie sprawdził.

Na koniec antyoksydacyjny krem pod oczy Tołpa de-stress, wypoczęte spojrzenie. Miałam kremy tej marki i byłam z nich zadowolona, dlatego chętnie wypróbuję tą nowość .


 Korzystacie z tego typu okazji i robicie zapasy kosmetyczne?


23.9.22

Gdzie byłam, jak mnie nie było?

Gdzie byłam, jak mnie nie było?

 


Wydawało mi się, że rok 2020 i czasy pandemii to najgorszy okres w moim życiu. Późnej przyszedł rok 2021, pomyślałam, że gorzej przecież być nie może, a jednak! Rok 2022 to totalna porażka. Sprawy prywatne pochłonęły mnie bez reszty, uszła ze mnie energia i chęci do działania. A problemów zamiast ubywać zaczęło w szybkim tempie przybywać. Oczywiście część z tych problemów to konsekwencje moich błędnych i nietrafionych decyzji.
Za niecały miesiąc rozwodzę się. Mimo, że była to przemyślana decyzja, a rozstanie przebiegało w spokojnej atmosferze, jest to ogromny stres. Życie w pojedynkę nie jest łatwe. Ciężko wraca się do pustego mieszkania, a pod względem ekonomicznym, mając kredyt i inne zobowiązania finansowe, to dramat. Staram się odnaleźć w nowej sytuacji, jednak idzie mi to bardzo powoli. Czuje się przemęczona, dlatego szukam odskoczni, czegoś co pozwoli mi skupić uwagę na czymś innym niż problemy.


Nie było mnie prawie rok na blogu, jednak wiedziałam, że wrócę, bo tęsknie za tym światem, za kontaktem z innymi blogerkami. Wiem, że blogi powoli odchodzą powoli do lamusa, teraz rządzi tiktok. A ja nawet na instagramie nie do końca mogę się odnaleźć. Wolę ten nasz mały-wielki świat blogów.

Pomysły na posty oczywiście cały czas w głowie mi się pojawią, ale nie wiem jaką formę teraz będzie miał blog. Na pewno głównie będą to posty kosmetyczne. Wiele rzeczy w moim życiu się zmienia, ale miłość do kosmetyków trwa niezmiennie.
 
Do zobaczenia :⁠-⁠)

28.11.21

Tołpa| Kilka nowości

Tołpa| Kilka nowości

Markę Tołpa kojarzy każdy interesujący się pielęgnacją.  U mnie kosmetyki tej firmy pojawiają się rzadko, w sumie nawet nie wiem dlaczego. Większość kosmetyków, które miała dobrze się u mnie sprawdzały, a całonocna maska z granatem to mój absolutny hit! KLIK Zdecydowanie mniej się słyszy o tej marce w porównaniu z Lirene czy Bielendą.

Kilka miesięcy temu marka Tołpa wypuściła nową serię kosmetyków Authentic, które cechuje krótki i naturalny skład (maksymalnie 13 składników). W skład serii wchodzą produkty nawilżające, rozświetlające i matujące.

Zainteresowałam się to nową linią kosmetyków po tym jak zrobiło się głośno o nawilżającej mgiełce do twarzy wzmacniającej mikrobiom. 

Linia kosmetyków Estetic dostępna jest od kilku lat, a ja dopiero kilka dni temu podczas wyprzedaży w Hebe zauważyłam produkty z tej serii.  

A tak na marginesie kosmetyki te mają zaskakująco małe pojemności. Byłam w niemałym szoku, gdy zobaczyłam pojemność kremu pod oczy 10 ml, a jest to jeden z najdroższych produktów do pielęgnacji skóry wokół oczu.
Podoba mi się w tych kosmetykach to, że większość dodatkowo zapakowana jest w kartonik, na którym umieszczono wiele interesujących faktów dotyczących np składników, a przy okazji pudełeczko jest dodatkowym zabezpieczeniem. 


tołpa.autentic - mgiełka-booster nawilżona skóra 75 ml

tołpa.autentic -  serum zwężające pory 20 ml

tołpa.estetic - krem pod oczy korygujący oznaki starzenia


Na koniec dwa produkty, które zainteresowały mnie najbardziej:

tołpa.estetic -trądzik. intensywny zabieg korygujący niedoskonałości

tołpa.estetic - przebarwienia. intensywny zabieg rozjaśniający przebarwienia

W jednym opakowaniu znajdują się 4 saszetki zwierające: złuszczającą chusteczkę, serum, biopolimerową maskę oraz krem (w wersji trądzik korygujący krem, a w wersji przebarwienia rozjaśniający). 

Na opakowaniach zostały podane informacje o tym, jakie efekty uzyskamy po jednym zabiegu. W przypadku wersji na przebarwienia nie są to wielkie procenty, ale przynajmniej nie oszukują, że po jednym użyciu przebarwienia staną się niewidoczne. A takie obietnice czasem słyszę w różnych reklamach kosmetyków.


Lubicie kosmetyki marki Tołpa?

Znacie nową serie kosmetyków Tołpa.autentic?


15.11.21

BI-ES woda perfumowana Viva La Dolce

BI-ES woda perfumowana Viva La Dolce


Poszłam po bułki, a wróciłam z flakonem perfum, a właściwie to wody perfumowanej. Tak w skrócie wygląda historia zakupu mojego nowego ulubionego zapachu na jesień. A właściwie mogę go nazwać nowym uzależnieniem. Od ponad miesiąca pachnę tylko Viva La Dolce.

Wielokrotnie czytałam o zapachach marki BI-ES na blogach, ale "na żywo" żaden zapach nie spodobał mi się nigdy na tyle, by się na któryś skusić.
Nie jestem znawczynią markowych zapachów, dlatego nie wiem, jak bardzo firma inspiruje się drogimi perfumami i czy zapach tak lubiany przeze mnie to tańszy odpowiednik innego znanego pachnidła.

BI-ES woda perfumowana Viva La Dolce
cena: 100 ml/ ok. 35 zł


To symbol wolności, szczęścia i hołd dla wszystkich uroków życia. Ten ekskluzywny zapach skomponowany jest tak, aby natychmiast wywoływał uśmiech na twarzy. Kwiatowe nuty irysa i jaśminu podbiją orzeźwiające nuty owocowe, a całość dopełnia subtelna wanilia i słodkie piżmo.

Nuty głowy: czarna porzeczka, grapefruit
Nuty serca: jaśmin, fasolka tonca, irys
Nuty podstawy: wanilia, słodkie piżmo


Ten zapach faktycznie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Odnoszę wrażenie, że jest idealny dla mnie: ciężki, wyrazisty, ale jednocześnie słodki i orzeźwiający, a przy tym otulający. Codziennie bez wahania sięgam po buteleczkę tej wody perfumowanej, kilka psiknięć i jakby przybywało mi odwagi oraz elegancji.

Jestem zaskoczona trwałością tego zapachu, wyczuwam bowiem go na ubraniach nawet po kilku dniach. Pokuszę się o stwierdzenie, że to najtrwalszy zapach z całej mojej kolekcji, a posiadam kilka flakonów perfum rożnych marek.

PS. Jako fanka wszystkiego, co włoskie to właśnie nazwa tego zapachu sprawiła, że zainteresowałam się tym pachnidłem ;)


Znacie zapachy marki BI-ES?



9.8.21

Nowości kosmetyczne i książkowe

Nowości kosmetyczne i książkowe

 

Witajcie ponownie po ponad dwóch miesiącach przerwy. 

Cóż, życie mnie nieco przytłoczyło i nie chce odpuścić. W skrócie: od kilku miesięcy mam wrażenie, że podejmuję wyłącznie złe decyzje. A z racji tego, że przede mną ważny egzamin i mega się stresuję więc muszę czymś przyjemnym zająć głowę. Dlatego wracam powoli na Instagram i bloga. 


Książkowe prezenty, to trochę jak Gwiazdka, ale w środku roku. Rzadko piszę o książkach na blogu, bo wiem, że jest to mało poczytny temat. Tym bardziej, iż nie czytam topowych powieści i nie jestem na bieżąco z tym, co jest aktualnie czytane. A książki widoczne na zdjęciu dostałam od Kolegi, który nie tylko mnie rozpieszcza podarunkami, ale i innych swoich znajomych. W ostatnich "darach losu" otrzymałam książki, które chciałam przeczytać i o których już jakiś czas temu było głośno (Za zamkniętymi drzwiami, Drzewo Anioła, Tajemnica zamku, Trzynasta opowieść).
Na Instagramie pisałam o niedawnej książkowej wygranej w konkursie zorganizowanym przez wydawnictwo Czwarta Strona, nagrodą była powieść Natalii Sońskiej pt. "Włoskie love story", książkę zaczęłam czytać i zapowiada się, że będzie to lekki wakacyjny romans, co też sugeruje tytuł.

Gdyby na blogu pojawiło się podsumowanie maja na pewno napisała bym w nim o nowej płycie Sanah, którą pobiegłam kupić w dniu premiery. Kupiłam ją w ciemno bez wcześniejszego przesłuchania piosenek i tak jak poprzednia płyta tej młodziutkiej i skromnej wokalistki okazała się hitem.

Nadal bardzo chętnie testuję wszelkie nowinki do pielęgnacji włosów. Po "fazie" na nieco krótszą fryzurę i grzywkę zaczęłam tęsknić za długimi włosami, w związku z tym muszę naprawdę przyłożyć się do ich pielęgnacji. Z zaprezentowanych tu kosmetyków mogę w kilku słowach opisać działanie kilku z nich. Dużym zaskoczeniem okazał się olejek marki Isana chroniący włosy przed wysoką temperaturą, pięknie pachnie, a włosy po jego zastosowaniu są przyjemne i miękkie w dotyku. Kolejnym produktem, który zaskoczył mnie pozytywnie to odżywka do włosów Biocura odbudowa i blask, kosmetyk ten jest tani i skuteczny, włosy łatwo się po tej odżywce rozczesują. Trzecim i ostatnim kosmetykiem, który zaczęłam już testować to maska GlissKur z proteinami, ale nie mam na jej temat dobrego zdania. Słabo się po niej rozczesuje włosy i słabo je nawilża. Pozostałe kosmetyki czekają w kolejce do przetestowania, czyli Regenerująca maska do włosów Botanic, Szampon z kwasem hialuronowym Bioelixire oraz Odzywka do włosów Repair z Pantene.

Kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała. Coś czego nigdy nie może zabraknąć w żadnych zakupach kosmetycznych, czyli wszelkiego rodzaju maseczki. Zapasy mam ogromne, ale i tak kupuję kolejne. Całkiem fajne okazały się maseczki z Biedronki Niuqi, wypróbowałam obie i kupiłam ponownie ten sam zestaw. W kolejce czeka zestaw trzech maseczek Soray z kombuchą, a także maseczki Polana z Herbapolu.
Ponownie skusiłam się na kosmetyk Ziaja żel 3 w 1 (do mycia twarzy, ciała i włosów) ponieważ super sprawdził się w trakcie zeszłorocznego wyjazdu wakacyjnego. Przy okazji tego zakupy wzięłam jeszcze mgiełkę do ciała i włosów, także na wyjazd. Moim ulubionym letnim żelem pod prysznic, który towarzyszy mi zawsze latem już od kilu sezonów jest Palmolive So Luminous, kocham ten zapach! Nie jestem fanką balsamowania ciała, ale naczytałam się sporo pozytywnych opinii na temat całonocnej maski do ciała marki Fluff, że w końcu skusiła się na ten kosmetyk.


Makijaż i demakijaż. Mam swój ulubiony płyn do demakijażu, ale chętnie też sięgam po rożne nowości, które często rozczarowują mnie swoim działaniem. Inaczej jest z płynem Bielenda Eco Sorbet wersja malinowa. Ładnie pachnie i szybko rozpuszcza makijaż.
Kosmetyków kolorowych kupuję niewiele, chyba, ze pojawi się jakaś fajna kolekcja Bell w biedronce ;) W ostatnim czasie skusiłam się na kilka kosmetyków do makijażu polecanych na IG, mowa o bazie pod cienie marki Wibo oraz tuszu do rzęs i eyelinerze Eveline z nowej serii Variete i to są HITY! Chyba muszę o nich napisać oddzielny post bo zasługują na to wyróżnienie.
I ostatnia rzecz to dobrze znany w świecie beauty korektor Jumbo z Lovely, będzie to już dla mnie 5 lub szóste opakowanie tego produktu.


23.5.21

Prreti| Maseczka na usta na noc "Miód i Jagoda"| azjatycka pielęgnacja

Prreti| Maseczka na usta na noc "Miód i Jagoda"| azjatycka pielęgnacja

Kilka miesięcy temu, a dokładniej w styczniu, opublikowałam post z ulubionymi produktami do pielęgnacji ust. Moim ulubieńcem była wtedy całonocna maseczka marki Laneige, kosmetyk drogi, ale wydajny i skuteczny. Więcej przeczytacie tutaj KLIK. Nie przypuszczałam, że tak szybko uda mi się znaleźć równie dobry, a nawet ciut lepszy kosmetyk.  

Prreti, Lip Sleeping Mask Honey & Berry/ całonocna maseczka miód i jagoda
cena: ok 23/ 15 ml

Maseczkę do ust marki Prreti miałam ochotę wypróbować już od dawna. Za każdym razem, gdy szłam do hebe, zawsze była wyprzedana. Jednak w końcu udało mi się ją upolować i to jeszcze w promocyjne cenie. Patrząc na opinie, zapowiadał się hit. I nie zawiodłam się. Choć ten produkt ma swoje wady, do których je się przyzwyczaiłam, a innym może to przeszkadzać. 

Kosmetyk znajduje się w miękkiej tubce z plastikowym aplikatorem. Dodatkowo produkt znajduje się w kartoniku. Na wyróżnienie wg mnie zasługuje szata graficzna, która jest mega słodka i wyróżnia się na tle innych podobnych kosmetyków. Wg informacji, które znalazłam na stronie Hebe, kosmetyk należy zużyć w ciągu 24 miesięcy od otwarcia. 

Konsystencja kosmetyku zmienia się pod wpływem temperatury. Wiadomo, im chłodniej tym staje się bardziej gęsta. Maska jest przeźroczysta w lekko słomkowym/ miodowym kolorze. Chociaż nie przepadam za plastikowymi aplikatorami, to nakładanie idzie sprawnie. Zapach tego kosmetyku może okazać się kwestią sporną, maska bowiem ma cudowny słodki zapach, ale bardzo intensywny. Kilka dni musiało minąć, zanim do niego przywykłam. Kolejną rzeczą, która dla części osób może być nie do zaakceptowania, to to że  maska wręcz oblepia usta. Jest ciężka i cały czas czuć ją na ustach, które lekko skleja. Po ponad 2 tygodniach stosowania przywykłam do tego. Tym bardziej że produkt aplikuję tylko na noc, chwilę przed zaśnięciem. 

Zaskoczyło mnie natomiast pozytywnie to, że maska utrzymuje się na ustach przez całą noc. Rano zawsze jeszcze wyczuwam kosmetyk na wargach. W efekcie budzę się z super nawilżonymi i zregenerowanymi ustami. Mogę powiedzieć, że ostatnio testowałam ten kosmetyk w ekstremalnych warunkach, bo miałam u dentysty czyszczony kamień i piaskowanie, które niesamowicie podrażniło moje usta. Były bardzo suche, spierzchnięte, popękane. Już po pierwszej nocnej aplikacji było widać znaczną poprawę, a po dwóch, usta były całkowicie zregenerowane. 


Podsumowując: Całonocna maska azjatyckiej firmy Prreti, to mój nowy ulubiony kosmetyk do pielęgnacji wrażliwej skóry ust. Super nawilża i regeneruje. Cechuje ją intensywny zapach oraz lepka konsystencja. Nałożona na noc jeszcze rano jest wyczuwalna na ustach. Dla mnie HIT!





19.5.21

Temat miesiąca: Porządki w nieminimalistycznej szafie

Temat miesiąca: Porządki w nieminimalistycznej szafie

 


Przez kilka ostatnich dni robiłam generalne porządki w mojej garderobie. Powinnam była to zrobić już w ubiegłe wakacje. Jednak miałam ciągle nadzieje, że  uda mi się schudnąć ;) Co prawda jest mnie nieco mniej, ale na pewno już nie wrócę do rozmiaru 34/ 36. Pozbyłam się wszystkiego w rozmiarze xs i s, a także ubrań których nie miałam na sobie przez ostatnie dwa lata.I to jest moja główna zasada, którą kieruję się przy wszelkich porządkach w szafie. Jeżeli nie miałam na sobie danej rzeczy przez te kilkanaście miesięcy to znaczy, że coś mi w niej przeszkadza, źle leży, albo już mi się nie podoba.

W sumie pozbyłam się dwóch wypchanych po brzegi niebieskich toreb Ikea ubrań. Dałam im drugie życie, bo trafiły w większości do córki koleżanki. Ta dziewczyna nie znosi zakupów ubraniowych więc to, że prosto do jej rąk trafiło jednorazowo tyle ciuchów podobno bardzo ją ucieszyło, przynajmniej tak przekazała mi to koleżanka.  Część ubrań zaniosłam również do kontenera na odzież. 

 

Lubię ubrania i lubię je kupować. Nie będę  tego ukrywać. Wiem, że takie podejście i chwalenie się tym może u kogoś wywołać oburzenie, bo w końcu panuje moda na minimalizm i na szafy kapsułowe. A ja z premedytacją chwale się tym, że mam szafę pełna ubrań i mam się w co ubrać, o dziwo!

Od wielu lat czuję presje, że powinnam zrezygnować z kupowania ciuchów,  ewentualnie kupować w sh, że przyczyniam się do zaśmiecania Ziemi itp. Dlatego podjęłam się wielu prób zmiany podejścia do rzeczy, które noszę. I zawsze kończyło się frustracją i totalną klapą. 

Może się wydawać, że skoro mam szafę pełna ubrań, pewnie kupuje, co popadnie. Otóż nie. Wbrew pozorom robię zakupy z głowa.

Zasady, którymi się kieruję:

1. Skład przede wszystkim. Kiedyś miałam zbyt wiele ubrać z poliestru, w których czułam się jakbym nosiła worek foliowy. Obecnie stawiam przede wszystkim na naturalne materiały jak bawełna. Mam również wiele koszul i bluzek wykonanych z wiskozy. O tym materiale nie można powiedzieć, że jest naturalny, choć jest wytworzony z naturalnych składników. Mimo wszystko ubrania wykonane z wiskozy fajne układają się na ciele, a sama tkanina jest materiałem przewiewnym i skora może w nim oddychać.

2. Jedna rzecz musi pasować do kilku zestawów.

3. Nie kupuję jednorazowych ubrań np. na szczególne okazje. Dotyczy do głownie weselnych sukienek. W tego typu uroczystościach uczestniczę średnio raz w roku, a typowo weselnych kreacji nie miałam bym gdzie później nosić. Kiedyś właśnie koleżanka mi wygarnęła, że moje weselne kreacje są zbyt skromne, jak na takie uroczystości. Tylko, że ja mogę później taką sukienkę założy ponownie na komunię, chrzciny czy inną uroczystość rodziną, a ona sama przyznała, że jej ciuchy wiszą w szafie i często to jednorazowy zakup.

4. Czekam na wyprzedaże. Nie lubię przepłacać i wole poczekać, aż pojawią się promocje i wyprzedaże w sklepach. Nie są mi straszne długie kolejki do przymierzalni czy wertowanie kilometrów wieszaków w poszukiwaniu jakichś perełek wyprzedażowych.

5. Nie podążam ślepo za modą. Jestem świadoma wad i zalet swojej figury, a także tego gdzie pracuje i jaki styl życia prowadzę. Dlatego choć modne są wszelkiego typu crop topy, bluzy, te ubrania nie są dla mnie. Podobnie jeansy z wielkimi dziurami. Zawsze wybieram z bieżących trendów coś dla siebie, ale to co najbardziej pasuje do mnie i mojego trybu życia. 

Przyznaję się, kiedyś moja szafa i zakupy wyglądały inaczej. Kupowałam ubrania pod wpływem impulsu, mniejsze bo może schudnę, bardzo niska cena to trzeba wziąć.
Największe pozytywne zmiany zaszły w moim myśleniu i podejściu do zakupów po przeczytaniu  książka Kasi Tusk "Elementarz Stylu". Treści w niej zawarte i cenne wskazówki pomogły mi stworzyć podstawy dobrze dobranej garderoby. Wtedy faktycznie miałam minimalistyczną szafę, bo pozbyłam się wszystkich poliestrów, źle skrojonych ubrań i takich które totalnie do mnie nie pasowały,a kupiłam bo była wyprzedaż. Gdy skompletowałam podstawę w stonowanych i pasujących do siebie kolorach i wzorach, a w rzeczywistości kupiłam jakieś 80%  rzeczy, które można zobaczyć na zdjęciach w książce, uzupełniłam garderobę o ciuchy, które odpowiadają moim preferencjom (głownie ubrania w kwieciste wzory).

 

Widzę, że mój styl ciągle ewoluuje. Ja się zmieniam i to co nosze również się zmienia. W sumie można powiedzieć w takim przypadku, że nie mam swojego stylu ;) To co jest charakterystyczne dla mnie, co widzą znajomi i z czym im się kojarzę, to kolory, kwieciste materiały i paski. Tego w mojej szafie nigdy nie brakuje. A gdy ubiorę się na czarno dostaję pytania czy coś się stało.
Często to, co mam na sobie oddaje mój nastrój. Dlatego często rano szykując się do pracy zmieniam decyzję dotyczących stroju. Wstaję lewą noga i wtedy idą w ruch ubrania w ciemniejszych kolorach i odwrotnie. Pandemia również przyczyniła się do tego co aktualnie nosze i do zmiany mojego "stylu", bo częściej sięgam bo wygodne bluzy i sportowe buty, a dużo rzadziej nosze sukienki i dopasowane rzeczy.


Ciekawa jestem jakie Wy macie podejscie do ubrań i czy lubicie zakupy odzieżowe.


13.5.21

Podsumowanie kwietnia| zakupy kosmetyczne| Wiosna o nas zapomniała!!!

Podsumowanie kwietnia| zakupy kosmetyczne| Wiosna o nas zapomniała!!!

 

Witajcie w maju, oby cieplejszym miesiącu niż kwiecień. Chyba trzy lub więcej razy chowałam i wyciągałam zimowe buty i kurtkę. Zmarzłam niezliczona ilość razy, a popołudnia najchętniej spędzałam pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i Netfixem. Udało mi się obejrzeć w tym czasie dwa seriale: "Szpital New Amsterdam" (Netflix) i "Od nowa"(HBO). Oba bardzo wciągające choć zupełnie rożne. "Szpital New Amsterdam" to lekki serial obyczajowy, którego akcja rozgrywa się w tytułowym szpitalu, gdzie dyrektorem zostaje młody lekarz chory na raka.  A "Od nowa" to thriller psychologiczny, z ciekawymi zwrotami akcji.  

Przez to, że dni stały się bardzo podobne do siebie,  w pewnym momencie pomieszały mi się tygodnie. Nie o takiej wiośnie marzłam i nie na taką czekałam. Pomimo, że miło spędziłam wieczory na swojej kanapie oglądając seriale, to jednak wolę spacery i przebywanie na świeżym powietrzu.  A już opady śniegu pod koniec kwietnia rozłożył mnie na łopatki.

W kwietniu rozpoczęliśmy sezon działkowy, a właściwie to zabraliśmy się za prace porządkowe i za dokończenieprzedsięwzięć rozpoczętych w ubiegłym roku. Dla przypomnienia, w czerwcu 2020 r., kupiliśmy ogródek działkowy, a dokładniej kawałek ziemi, który był w całości zarośnięty dziko rosnącymi drzewkami owocowymi i krzaczyskami. Na ten rok zostało nam dokończenie ogrodzenia, zrobienie fundamentów i postawienie małego blaszanego domku/ składziku na narzędzia itp. Jeśli dobrze pójdzie, to pod koniec maja wreszcie skończymy prace renowacyjne i przyjdzie czas na relaks. Mam nadzieję, że do tego czasu pogoda się opamięta. Marzy mi się, żeby rozłożyć leżak i tak po prostu poleżeć na słońcu i wygrzać zmarznięte kości.


Razem ze znajomymi wybraliśmy się na kolejną wycieczkę, tym razem odwiedziliśmy miejsce dobrze mi znane Skałki Piekło pod Niekłaniem (woj. świętokrzyskie). Już pisałam o tym miejscu na blogu KLIK. 2,5 godziny spacer w doborowym towarzystwie dobrze mi zrobił. A przy okazji zobaczyłam, jak mój pies zachowuje się na skałkach, górkach i pagórkach, bo w tym roku planujemy urlop w Szczawnicy. Okazuje się, że dla Marevla nie ma wzniesienia, którego nie mógłby pokonać. Pozostaje kwestia podróży samochodem, którą nadal źle znosi i ogromnie się stresuje.

 Na koniec oczywiście przegląda kosmetycznych nowości. Nie jest tego zbyt dużo, bo część zaraz po zakupie zaczęłam stosować.


Zależało mi by przetestować piankę myjąca Bielenda Eco Sorbet, ale niestety ciągle jest wyprzedana. Ogólnie zauważyłam, że wiele firm kosmetycznych ma w swojej ofercie tego typu produkty. Ja tym czasem będę testować piankę z Eveline, która ma dość dobre opinie. 
Zdecydowałam się na zakup kolejnego kosmetyku marki Bandi. Tym razem to Tonik-mgiełka S.O.S Mikrobionowy z serii anti irritate, który ma przywracać niezbędną każdej cerze równowagę mikrobiologiczną. 
W Biedronce zaopatrzyłam się w kolejne opakowanie najlepszej nawilżającej maski ever, Chodzi oczywiście o całonocną maskę witalizującą marki Tołpa.
W reszcie udało mi się dotrzeć do Natury i kupić krem pod oczy marki Botanic, który bardzo zachwala Ania z bloga me&my passion. Trochę czasu mi zajęło zanim się zorientowałam, że te kosmetyki to marka własna Natury ;)
 

W tym samym czasie w Lidlu i Biedronce pojawiły się maseczki marki Glamfox. Jak na maski w płachcie było można je dostać w atrakcyjnej cenie, ok 5 zł. Zrobiłam sobie mały zapas.



Gdy zaczynałam pisać ten post nadal było zimno i mało przyjemnie, na szczęście kilka ostatnich dni pogoda wreszcie zaczęła nas rozpieszczać, a ja na dobre pochowałam grube swetry i zimowe buty. Oby już tak zostało.

Wszystkiego dobrego życzę Wam w maju :*


25.4.21

Miya Cosmetics| myPUREexpress maseczki do twarzy

Miya Cosmetics| myPUREexpress maseczki do twarzy

 


Długo zbierałam się do napisania postu o Eksperesowych maseczkach Miya. Tak samo długo zastanawiałam się nad ich zakupem. Ogólnie bardzo zależało mi na przetestowaniu kosmetyków marki Miya, wybór padł na te maski, które dodatkowo udało mi się upolować w niskich cenach w Hebe.

Od razu po zakupie chciałam je wypróbować na skórze i sprawdzić, czy faktycznie kosmetyki tej marki są takie WOW. Te maski w zaledwie kilka minut (wersja różowa w 5 minut, a wersja zielona w 3 minuty) mają dać super efekty na skórze. Czy tak było? O tym za chwilę, najpierw kilka informacji.

Maseczki znajdują się plastikowych solidnych słoiczkach o pojemności 50 ml. Maseczki Mają kremową konsystencję i łatwo rozprowadzają się na skórze (do tego typu produktów u mnie najlepiej sprawdza się pędzelek). Oba kosmetyki mają fajne naturalne składy, bez silikonów, parafiny, PEG-ów, olejów mineralnych, parabenów. Są przeznaczone Dla wszystkich typów skóry, także wrażliwej i trądzikowej. Nie był testowany na zwierzętach.
Maseczka oczyszczająca z kwasem azelainowym i glicyną, czyli wersja różowa zawiera w swoim składzie m.in. glinkę białą i różowa, a maseczka wygładzająca z aktywnym węglem kokosowym, czyli wersja zielona zawiera białą glinkę. I jak na maseczki z glinkami przystało, zawsze mam problem z ich zmyciem. Zawsze sobie powtarzam "Nigdy więcej glinek", a i tak finalnie na jakąś się skuszę.

Jakoś od początku nie wierzyłam w to, że po zaledwie 3 czy 5 minutach na swojej skórze po zastosowaniu tych masek zobaczę jakieś efekty. I faktycznie tak było. Moja skóra wyglądała tak samo przed i po aplikacji. Spróbowałam jeszcze raz i znowu nic. Kolejny raz trzymałam zarówno jedną, jak i drugą maseczkę na twarzy przez ponad 10 minut i wreszcie coś się zadziało. Lepsza w działaniu okazała się wersja zielona z węglem kokosowym. Skóra rzeczywiście stała się gładsza, jaśniejsza, niedoskonałości mniej widoczne i szybciej się goiły. Jednak przy stosowaniu jej dwa razy w tygodniu zauważyłam, że moja skóra potrzebuje mega dawki nawilżenia, bo maska podobnie jak inne węglowe przesusza ją.
Zupełnie inaczej było w przypadku maski w wersji różowej. Nawet po 10 minutach nie widziałam żadnych efektów ani pozytywnych, ani negatywnych. Spróbowałam jeszcze trzymać ją przez 15 minut na twarzy i też nic. Aż w końcu się poddałam i więcej podejść nie robiłam. Pierwszy raz mam coś takiego mi się przytrafiło, żeby kosmetyk w żadne sposób na oddziaływał na skórę. Chociaż dobrze, że nie zaszkodził.

Podsumowując: w moim odczuciu ekspresowe maski firmy Miya wypadły słabo, a spodziewałam się hitów. Wersja różowa okazał się totalnym bublem, natomiast wersja zielona przeciętna. 


Znacie kosmetyki marki Miya?



15.4.21

Pierwsze wrażenie| Balsam do demakijażu| Fluff

Pierwsze wrażenie| Balsam do demakijażu| Fluff

 


Najczęściej kupuje kosmetyki na zapas i zawsze mija trochę czasu, zanim użyje ich pierwszy raz. Inaczej było w przypadku Balsamu do demakijażu marki Fluff. Kupiłam i od razu tego samego dnia zaczęłam go testować. Teraz dzielę się z Wami moim pierwszym wrażeniami.
Chociaż marka Fluff gości na drogeryjnych półkach od ponad roku, ja dopiero teraz wreszcie zdecydowałam się coś od nich wypróbować. Najbardziej kusił mnie właśnie wspomniany balsam do demakijażu. Ten kosmetyk mnie intrygował, używałam bowiem przeróżnych płynów do zmycia makijażu, czy żeli lub olejków, ale balsam? Czekałam również na ciekawą promocję, bo regularna cena była dla mnie zbyt wysoka (ok.25 zł), a teraz w Rossmanie można go kupić niecałe 17 zł.


Fluff, Superfood, Make Up Removing Melting Balm (Balsam do demakijażu) wersja maliny z migdałami

Skład: Cocos Nucifera Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Shorea Robusta Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Sodium Cocoyl Isethionate, Cetyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Parfum, CI 45100


Opakowanie to plastikowy słoiczek w pastelowo różowym kolorze, na którym umieszczono wszystkie podstawowe informacje o produkcie oraz opisano sposób użycia. Kosmetyk podobnie jak większość kremów czy maseczek w słoiczkach został zabezpieczony sreberkiem przed ciekawskimi osobami, które muszą wszędzie wkładać paluchy. Po zerwaniu zabezpieczenia od razu poczułam bardzo przyjemny zapach malin. Na szczęście nie wyczuwam woni migdałów, bo nie przepadam za tym zapachem.
Balsam ma postać gęstej kaszy manny. Spodziewałam się bardzo zbitej konsystencji i tego, że będzie trudno go wydostać z opakowania. Jest wręcz odwrotnie, a pod wpływem ciepła dłoni szybko zmienia się w olejek. Kosmetyk zaskakująco szybko rozpuszcza makijaż, w tym makijaż oczu (tusz + cienie). Z tym, że lepiej żeby kosmetyk nie dostał się do oczu, u mnie pojawia się mało przyjemna mgła, co jest dość nieprzyjemne. 
Stosowanie balsamu sprawia mi przyjemność, a to dlatego, że przy demakijażu wykonuję również masaż twarzy, co jest bardzo relaksujące. Poza tym, jego zapach ogromnie mi się podoba. Podobnie pachnie mój ulubiony peeling enzymatyczny -maska z Lirene Natura. 
Po spłukaniu ciepłą wodą skóra jest dobrze oczyszczona, odświeżona, nie jest podrażniona. Chociaż stosuje delikatny płyn micelarny, który również nie podrażnia, to już samo pocieranie wacikiem niestety jest bardziej inwazyjne niż stosowanie takiego balsamu Fluff.  
Ponieważ na skórze może pozostać tłusty film, konieczne jest jeszcze użycie żelu do mycia twarzy po zastosowaniu. 


Podsumowując:  pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Jestem zadowolona z tego kosmetyku, szybko rozpuszcza makijaż i wydaję się być wydajny ( na drugim zdjęciu widoczne jest zużycie po jednym razie). 


Stosowałyście tego typu kosmetyki do demakijażu?
Znacie kosmetyki marki Fluff?



11.4.21

Podsumowanie marca| prezenty| wyjazdy| nowe kosmetyki| serial komediowy

Podsumowanie marca| prezenty| wyjazdy| nowe kosmetyki| serial komediowy

 


Witajcie w kwietniu, w tę piękna i słoneczną niedzielę. Trudno mi uwierzyć, że znów za kilka dni może spaść śnieg.  Jednak dziś nie o pogodzie, bo czas na podsumowanie marca. Początek marca zapowiadał ciekawy miesiąc, tym bardziej że w marcu mamy początek wiosny i obchodzę urodziny. Zawsze lubiłam marzec, bo to wtedy przyroda zaczyna budzić się do życia, zmieniamy czas na letni, dni stają się zauważalnie dłuższe. I ja też zwykle dostaję o tej porze roku jakiegoś powera. Jaki był marzec w ubiegłym roku, każdy bez wątpienia pamięta. A czy ktoś spodziewał się, że rok później będzie jeszcze gorzej? Mnie oczywiście znów pandemia pokrzyżowała plany, ale to już stało się normą. Ogólnie dni od pewnego czasu bardzo zlewają mi się ze sobą, wszystkie wyglądają podobnie, a motywacji jakby mniej. Pewnie też przez pogodę, bardzo brakuje mi zieleni i ciepła. W marcu pochowałam już wszystkie grube swetry zimowe kurtki i buty, bo miałam już ich dosyć. A schowałam tylko po to, by za kilka dni znów je wyciągnąć ;)
Z przyjemnych rzeczy, które chce zapamiętać z marca to przede wszystkim wyjazd z moim bratem w Góry Świętokrzyskie. Można powiedzieć, że rzuciliśmy wszystko i wsiedliśmy do samochodu. Pogoda na szczęście w trakcie podróży poprawiła się, ale i tak zmarzliśmy wchodząc na Łysicę. Dobrze, że miałam termos z ciepłą herbatą.
Zanim jednak pojechałam w Świętokrzyskie, na początku miesiąca razem ze znajomymi całkiem sporą grupą, wybraliśmy się do Centrum Nauki Kopernik. Dzieciaki znajomych bawiły się świetnie, ale i my starzy z ogromną ciekawością sprawdzaliśmy, jak działają poszczególne eksponaty. To właśnie jest niesamowite w tym miejscu, że wszystkiego można, a właściwie trzeba dotykać.



 Zanim jeszcze wprowadzono kolejny lockdown w województwie mazowieckim, udało mi się pójść do kina na film pt. "Sound of metal". To historia muzyka, który z dnia na dzień traci słuch. Całe jego dotychczasowe życie nagle się rozpada. Ma ogromne problemy, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Świetny film, który zmusza do refleksji i spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. Poza tym pokazuje w realny sposób, jak świat odbierany jest przez osoby niesłyszące, czy przez osoby z implantami słuchowy. To mnie chyba zszokowało najbardziej w tym filmie.
Planach miałam obejrzeć jeszcze co najmniej dwa filmy na dużym ekranie Obiecująca. Młoda. Kobieta. oraz Jeszcze jest czas.
W marcu wciągnęłam się w oglądanie nowego serialu. Tym razem postawiłam na coś lekkiego i komediowego. Po obejrzeniu filmu Palm Springs moją uwagę przykuł Andy Samberg grający jedną z głównych ról. Wiele osób na filmwebie polecało obejrzeć serial Brooklyn 99, gdzie Samberg wciela się postać w jednego z głównych bohaterów. Zaskoczyłam mnie wysoka ocenia tego serialu. Akurat dobrze się złożyło ponieważ można go obejrzeć na Netfixie.
Jake Peralta (Andy Samberg) to utalentowany, lecz leniwy i nieszanujący zasad detektyw z 99. posterunku nowojorskiej policji. Z powodu wysokiej liczby aresztowań pozwala mu się jednak na wiele. To się zmienia, gdy pojawia się nowy dowódca - kapitan Ray Holt.


Na początku wszyscy bohaterowie strasznie mnie irytowali i nie rozumiałam tych zachwytów nad tym serialem. Prawie cały pierwszy sezon obejrzałam "jednym okiem". Jednak już pod koniec sezonu coś wreszcie zaiskrzyło. Zaczęłam rozumieć ten humor. A ci, którzy denerwowali mnie najbardziej, stali się moimi ulubionymi bohaterami. Jest aż 7 sezonów i średnio każdy sezon ma po 22 odcinki. Jest tego sporo, ale odcinki są krótkie, bo trwają nieco ponad 20 minut. Wkręciłam się na maksa w oglądanie, chociaż nie aż tak jak w oglądanie "Teorii Wielkiego Podrywu", który jest moim ulubionym serialem komediowym.


Pochwalę się Wam prezentami urodzinowymi, a właściwie to częścią. Coś na co czekałam najbardziej to paletka cieni Bohema z Glamshopu. Od razu następnego dnia wykonałam nią makijaż. Nigdy nie miałam lepszych cieni, to jest sztos. Nie jest tania, ale warta każdej złotówki. 


Na koniec oczywiście garść nowości kosmetycznych, w których oczywiście nie mogło zabraknąć mojego ulubionego płynu micelarnego Soraya Naturalnie. Skusiłam się ponownie na duet kosmetyków z Eveline z kwasem glikolowym, pisałam o nich ba blogu. Po raz pierwszy będę testować peeling trychologiczny z Bandi. Kolejna nowość to gąbka konjak z Garniera, kupiłam ją w Rossmannie na wyprzedaży za około 11 zł. Dwie ostatnie rzeczy to nawilżająca maseczka Himalya i krem do rąk Eco Nature Bielenda. 


To byłoby na tyle ;) trochę się rozpisałam, ale wiem że część osób lubi długie wpisy z podsumowania miesiąca :D

Pozdrawiam



31.3.21

Denko numer trzy

Denko numer trzy

 

Marzec kończę pokaźnym denkiem, czyli pokaże jakie kosmetyki zużyłam w ostatnim czasie. Jest tego całkiem sporo, a to dlatego, że poprzedni tego typu post był jeszcze w ubiegłym roku. Nie są to wszystkie kosmetyki, które zdenkowałam, bo oczywiście kończąc niektóre przez pomyłkę od razu trafiły do kosza na śmieci. Nie ma też opakowań po maseczkach jednorazowych ponieważ ostatnio strasznie wybrudziły mi opakowania innych kosmetyków. Przejdźmy więc do konkretów.  

System oceniania:
+ jetem zadowolona, kupię ponownie
- nie jestem zadowolona, nie kupię ponownie
+/- nie jestem do końca zadowolona


Szampon, którego nie mogłam zużyć przez kilka miesięcy, bo był taki wydajny. Mowa o produkcie Tresemme, kupiłam go w Dealz za kilka złoty. Ładnie pachniał, dobrze się pienił i dobrze domywał włosy. Nie miałam chyba nigdy bardziej wydajnego szamponu. 
Ocena: +

Kolejny produkt do mycia włosów do szampon pokrzywowy marki Herbal Care. Trochę swędziałą mnie po nim skóra głowy, słabo się pienił. Mało wydajny.
Ocena: -

Widać, które produkty po jakie produkty sięgam najczęściej. Bardzo lubię testować różnego rodzaju produkty do pielęgnacji włosów, szczególnie odżywki. Udało mi się zużyć aż trzy marki Schwarzkopf. Najlepszą jest wersja czarna Ultimate Repair, jest to moje czwarte opakowanie. Włosy są po niej miękkie i dobrze się rozczesują, co zawsze podkreślam, że jest dla mnie najważniejsze. 
Ocena: +

Wersja czerwona i różowa niczym mnie pozytywnym nie zaskoczyły. Ta wersja różowa to totalny bubel, nie pomagała nawet w rozczesaniu włosów. Natomiast czerwona nie zauważyłam żeby faktycznie chroniła kolor.
Ocena: -

Kosmetyki do pielęgnacji twarzy

Tutaj zacznę od mojego ulubionego płynu micelarnego marki Soraya z linii Naturalnie. Już tyle razy o nim pisałam, bo go uwielbiam. Nie podrażnia i szybko rozpuszcza makijaż. Ostatnio kupiłam kolejne dwa opakowania.
Ocena:+
Kolejny płyn micelarny z firmy Bielenda, już chyba ta seria nie jest dostępna w drogeriach. Dobry płyn, ale nie tak dobry jak ten z Soraya, który lepiej radzi sobie z demakijażem. Poza tym po nim trochę lepiła się skóra. 
Ocena: +/-

Hydrolat/ tonik z chabru  marki Lirene, z mojej ulubionej serii Natura. Pisałam już o nim na blogu. Taki średniaczek, dobrze tonizował, ale nie zauważyłam by skóra po jego użyciu wydzielała mniej sebum lub by rozświetlał skórę. Hydrolat różany lepiej wspominam.
Ocena: +/-

I znów kosmetyki Lirene Natura. Cudowny Eco krem wygładzająco-regenerujący na noc. To była miłość od pierwszego użycia. Moja skóra go uwielbia. Obecnie testuję inne kremy na noc, ale ten nadal pozostaje moim hitem.
Dobre zdanie mam również na temat Eco kremu matujący z organiczna szarotką. Szybko się wchłania i jest bardzo wydajny. Po wchłonięciu skóra jest zmatowiona, gładka i całkiem fajnie nawilżona. Efekt matu utrzymuje się przez około 5h.
Ocena: +

O kosmetykach Lirene więcej przeczytacie w tym poście KLIK

Jeżeli natomiast komuś zależy na mega zmatowionej skórze polecam krem marki Duetus, ale od razu ostrzegam przed jego zapachem. Pachnie tak strasznie, że aż jego nakładanie było męczące. A przecież pielęgnacja powinna sprawiać nam przyjemność.
Ocena: +/-

Zawiodłam się na żelu Nivea. Nie chodzi o działanie, bo w tej kwestii nie ma się czego przyczepić, dobrze myje, pieni się, nie przesusza skóry, jest wydajny, ale jego zapach okazał się intensywny i bardzo sztuczny. Lubię, gdy żele mocno pachną, ale aż tak nie lubię gdy jest to sztuczny zapach.
Ocena: +\-

Natomiast żel pod prysznic Lirene z olejkiem z mango, nie dość że pachnie wg mnie pięknie to jeszcze super pielęgnuje skórę. To idealny produkt dla osób, które nie przepadają za balsamowaniem, albo tak jak ja są zbyt na to leniwi. 
Ocena: +

Cudowny olejek ochronny do włosów marki Garnier, tak w nazwie ma słowo "cudowny". Wieloletni ulubieniec, bardzo wydajny i super skuteczny. Kiedyś poleciła mi go koleżanka, dzięki niemu przestał rozdwajać mi się końcówki włosów i są mniej podatne na uszkodzenia wywołanie wysoką temperaturą. 
Ocena: +

Dezodorant do stóp FussWohl. Cóż ... pocą mi się stopy, zawsze gdy mam na stopach coś sztucznego, jak rajstopy, albo skarpetki ze słabym składem (wszystkie fajne wzory mają zawsze w składzie mniej niż 70% bawełny). Na szczęście ten dezodorant hamuje pocenie i maskuje przykre zapachy.
Ocena: +

Na koniec moje dwa ulubione kremy do rąk. Pisałam o nich całkiem niedawno. W czasie zimy niezastąpione. Mega dawka nawilżenia, do tego posiadają właściwości regenerujące i ochronne. 
Ocena: +


Znacie te kosmetyki?




29.3.21

Semilac| lakiery klasyczne i odżywka do paznokci

Semilac| lakiery klasyczne i odżywka do paznokci

 

Lakiery hybrydowe czy klasyczne? Pewnie większość z was wybiera hybrydy. Ja, natomiast od wielu lat jestem wierna klasyce. Lubię malować paznokcie i często zmieniam kolory. Chociaż nie tak często jak kiedyś, co 3 dni inny odcień. Co zostało skomentowane w mojej pracy, że nie mam dzieci i dlatego mam czas na malowanie paznokci. Dzieci nadal nie mam, a paznokcie maluję raz w tygodniu. Chyba, że trafię na nietrwały lakier , wtedy wiadomo, że częściej.

Niestety takimi nietrwałymi lakierami okazały się klasyczne lakiery Semilac. Zaledwie kilka miesięcy temu zorientowałam się, że ta firma znana przede wszystkim z  hybryd, ma w swojej ofercie "zwykłe" lakiery. To co podoba mi się przede wszystkim w lakierach Semilac to przepiękne i intensywne kolory.  I ten błysk! OMG! Wyróżniają się na tle innych. Całkiem szybko też wysychają. I to byłoby na tyle jeśli chodzi o plusy. 

Pędzelek w lakierach jak dla mnie jest za cienki, zdecydowanie wolę grubsze, którymi w dwóch ruchach mogę pokryć płytkę paznokcia lakierem. Kolejny minus to konsystencja, jest bardzo wodnista. Jednak to co razi najbardziej to trwałość. Na drugi dzień potrafi odprysnąć mi lakier z paznokcia. A po 4 dniach odpryski są już na każdym palcu. Klasyczne lakiery wg producent zawierają kompleks ochronny, który ma wpłynąć pozytywnie na wygląd paznokci. Po zmyciu lakieru, moje paznokcie są bardzo wysuszone, matowe i ogólnie źle się prezentują. I w tym momencie na ratunek przychodzi odżywka Semilac, którą jestem zachwycona.



SEMILAC Nail & Cuticle Elixir, oliwka do paznokci, Love
cena: ok. 13 zł

Testowałam już wiele oliwek do paznokci, na ich tle wyróżnia się produkt Semilac. Jest kilka rodzajów odżywek dostępnych na rynku tej marki, ja mam wersję Love. Jej działanie zaskoczyło mnie już po pierwszym użyciu. Pierwsze wrażenie to przyjemny, słodki oraz intensywny zapach, ma wodnistą konsystencję i chociaż jest to oliwka to nie jest ona aż tak bardzo tłusta. Nakładam ją na paznokcie oraz skórki. Choć nie stosuję jej regularnie to i tak widzę pozytywne efekty. A nie stosuję jej codziennie, bo już po jednorazowym użyciu skórki są bardzo dobrze nawilżone, podobnie paznokcie. A po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że paznokcie stały się dużo bardziej twardsze, a płytka niesamowicie gładka. Po postu uwielbiam ten produkt!


Lubicie lakiery hybrydowe Semilac?
Stosujecie odżywki do paznokci i skórek?



19.3.21

Maseczki Cien| edycja zimowa

Maseczki Cien| edycja zimowa

Popularne dyskonty spożywcze często w swojej ofercie mają własne serie kosmetyków. W Lidlu można kupić kosmetyki marki Cien. Akurat w tym markecie spożywczym bywam najczęściej, dlatego mogę być na bieżąco z nowościami. Szczególnie interesują mnie maseczki Cien. Kosztują niewiele, a ich działanie mogę ocenić jako zaskakująco dobre.

Ponieważ mamy jeszcze zimę ( niestety nie tylko w kalendarzu), nie będzie może tak razić, że są to maseczki właśnie z zimowe edycji. Są jeszcze dostępne w Lidlach.
 Dwie maseczki są kremowe, te o zapachu Karmelizowanej gruszki i cynamonu oraz Czekolady i żurawiny. Natomiast wersja o zapachu Karmelu i orzechów ma postać peelingu drobnoziarnistego.

Maseczki kremowe maja przepiękne zapachy, bardzo zbliżone do naturalnych, nie wyczuwam w nich sztucznych aromatów. Jedno opakowanie spokojnie starczy na dwie aplikacje, ale ja lubię nałożyć jej grubą warstwę. Nie żałuje sobie, bo często bywają na promocji i wtedy kosztują mniej niż 1 zł. Maseczki wg producenta maja różne działanie, ale jak dla mnie dają identyczne efekty.
Tak jak wspominałam nakładam grubą warstwę maseczki na około 15 minut. Moja skóra chłonie te maseczki gąbka, a to co zostaje wmasowuje lub wycieram wacikiem. Po zastosowaniu tych maseczek skóra była wyraźnie nawilżona i odżywiona. Cera stała się jaśniejsza i gładsza. Niska cena idzie w parze z dobrą jakością.

 Maska peeling zawiera delikatne drobiny zatopione w żelu. Najpierw nałożyłam produkt na twarz, na około 15 minut, a później wykonałam masaż. Efekty były raczej mało widoczne. Sam peeling okazał się bardzo delikatny. Zastanawia mnie sposób użycia zalecany przez producenta, który podobnie jak maseczki kremowe zaleca pozostawienie maseczki na twarzy. Ale jak pójść spać mając na buzi drobinki??? 


Znacie maseczki marki Cien?


11.3.21

Podsumowanie lutego| Nowości z Bielendy| Wypad do kina| Piękna zima

Podsumowanie lutego| Nowości z Bielendy| Wypad do kina| Piękna zima

 Marcowe dzień dobry! Chyba wyrzucę swojego laptopa przez okno. Tekst ten zaczęłam pisać pierwszego  marca. A dopiero teraz mogę go opublikować, bo komputer ciągle się zawieszał. Złośliwość rzeczy martwych. Ale przecież nie o moim laptopie ma być ten tekst ;) Bo to już czas na podsumowanie ubiegłego miesiąca. Prawie połowa marca, dni znów mijają w trybie błyskawicznym. Chociaż nie narzekam, że dni mijają tak szybko, bo to oznacza, że co raz bliżej jesteśmy wiosny i lata.

Największą atrakcją lutego okazała się zima. Spadło mnóstwo śniegu, co bardzo mnie ucieszyło. Takiej zimy nie było od dawna. Szczerze, to nie liczyłam, że spadnie śnieg tej zimy. Spacery w taka pogodę sprawiały mi wielka przyjemność, ale największa radochę miał mój pies. Okazał się wielkim amatorem białego puchu.  Ponownie radość poczułam, gdy się rozpuścił i gdy przyszły cieplejsze dni, wyczekuje już pierwszych oznak wiosny ;) 



 



Pod koniec lutego wzięło mnie na wspomnienia i przeczytałam wszystkie swoje posty z serii "Podsumowanie miesiąca". Zatrzymałam się na lutym 2020, byłam wtedy 6 razy w kinie i obejrzałam wspaniale filmy. O matko! jak mnie tego brakuje! Chociaż kina dostały zielone światło i mogły się otworzyć, to wielkie multipleksy nie zrobiły tego, jedynie skorzystały z tego pozwolenia kina studyjne.  U mnie w mieście jest tylko jedno kino tego typu, a repertuar jakoś nie przypadł mi do gustu. Ale w ostatnich dniach lutego wreszcie pojawił się film, na premierę którego czekałam: Palm Springs. Tym bardziej chciałam zobaczyć ten film, że polecali go Sfilmowani. Ich kanał na YT śledzę od ponad 3 lat. Gorąco polecam  zestawienia najlepszych i najgorszych filmów roku w wykonaniu Sfilmowanych. A ich ranking polskich paździerzy to mistrzostwo świat. Agnieszka i Dawid mają dar do opowiadania o filmach i robią to w przystępny sposób, i z humorem. Co ważne, zawsze podkreślają, że to jest ich subiektywna opinia i że szanują zdanie innych. Śmiało mogę stwierdzić, że dzięki nim stałam się bardziej wrażliwa na to co widzę i słyszę w trakcie oglądania filmów. Oglądanie przestało ograniczać się włącznie do śledzenia fabuły i słuchania dialogów. Teraz zwracam większą uwagę na muzykę, kadry, scenografię, symbole, gesty.  Co do samego filmu, Palm Spring pozytywnie mnie zaskoczył. Po raz pierwszy od dawna mogłam obejrzeć naprawdę śmieszną komedię. W założeniu wszystkie komedie powinny bawić, ale w rzeczywistości często tak nie jest. Idealny film na obecne czasy. Fabuła jest prosta "Dwoje gości weselnych zostaje uwięzionych w pętli czasowej. Pomiędzy skazanymi na siebie ludźmi zaczyna rodzić się uczucie." Jednak nie wszystko jest takie oczywiste, bo przecież za każdym człowiekiem kryje się historia. ciekawe jest również to jak każdy z bohaterów podchodzi do problemu jakim jest zapętlenie się czasu, dwa charaktery i dwa podejścia do sprawy. Dla jednego z nich każdy poranek to początek tego samego koszmaru, dla drugiego nowa rzeczywistość, do której można przywyknąć.


Nowości z Biedronki. Miałam nic już nie kupować z kolorówki, ale walentynkowa kolekcja Bell mnie w końcu skusiła. Oczarował mnie różo-rozświetlacz. Powinno się chyba nakładać kolejne kolory pojedynczo, ale ja od razu przy nakładaniu miksuje je ze sobą. Podoba mi się efekt delikatnego młodzieńczego rumieńca, jaki daje ten kosmetyk. Kupiłam również dwa sypkie cienie oraz praimer w płynie. A także pomadkę ochronną.


Na rynku pojawiła się nowa linia kosmetyków jednej z moich ulubionych polskich firm, czyli marki Bielenda. W sumie ta firma co chwilę wypuszcza jakieś nowości ;) Tym razem są to kosmetyki z witaminą C.

Uff... ciężko było, ale wreszcie się udało dokończyć post. 

Przesyłam pozdrowienia i uściski! :)

Copyright © 2016 PRZY KUBKU HERBATY , Blogger